Reklama

Setne urodziny Stanisławy Bartosiak. Tylko koleżanek brakuje

02/05/2012 16:45

— Takie chuchro ze mnie było, w biedzie się wychowałam, ale Bozia dała dożyć do setki — mówi Stanisława Bartosiak, elblążanka, która 2 maja obchodziła setne urodziny. Rodzina urządziła jej huczną imprezę. Jubilatkę odwiedził także prezydent Elbląga Grzegorz Nowaczyk, który złożył życzenia oraz odczytał list gratulacyjny od premiera Donalda Tuska.

Imprezę urodzinową krewni przygotowali w tajemnicy przed jubilatką. 

— Dzisiaj jestem szczęśliwa, nie spodziewałam się takich urodzin — mówi Stanisława Bartosiak. — Oj, jak mi miło, pani kochana, to najważniejsze.

Było mnóstwo kwiatów, prezentów. Rodzina zjechała się z różnych stron Polski: z Olsztyna, Morąga, Wrocławia, Mszczonowa, Warszawy, w sumie ponad trzydzieści osób. Niektórych pani Stanisława dawno nie widziała, więc cieszyła się bardzo ich widokiem.

Stanisława Bartosiak urodziła się we wsi Repki, pow. Sokołów Podlaski, w woj. warszawskim. Wyszła za mąż. Urodziła siedmioro dzieci. Spośród nich żyje tylko dwoje: syn Stanisław i córka Janina. Doczekała się ośmiu wnuków (sami chłopcy), jedenaściorga prawnuków (osiem wnuczek i trzech wnuków) oraz dwojga praprawnuków (dziewczynka i chłopiec). Praprawnuczka Klaudia ma 13 lat, praprawnuk Nikodem — dwa latka. 


Niektórym ludziom lata mijają błyskawicznie, ale w przypadku pani Stanisławy było odwrotnie.
— Nie szybko mi się żyło — mówi. — Na wojnę mąż poszedł. Dzieci były wtedy małe. Rozmaicie bywało. Ale szczęśliwie Bozia dała przeżyć to wszystko.

Męża Czesława poznała na tańcach. 

— Ja byłam biedną dziewczyną, a on był bogatszy — opowiada. 
Po wojnie prowadzili wspólnie gospodarstwo rolne we wsi Bogaczewo koło Morąga. W 1969 roku mąż zmarł w wieku 62 lat, a ona przeprowadziła się do Elbląga.

— Po śmierci męża zastanawiałam się kto mnie najbardziej kochał. Rodzice? Tak. Ale mąż jeszcze bardziej — opowiada pani Stanisława. 

Do Elbląga przeprowadziła się w 1972 roku. Dwa lata później miała poważny wypadek, spadł jej szlaban na głowę. 

— Lekarz dawał mi jeden procent życia — opowiada.

Ale wyszła z tego. Świadomość odzyskała po dwóch miesiącach. Potem powoli dochodziła do pełnego zdrowia.

Ostatnio chodzi podpierając się laską i przy pomocy chodzika na dwóch kółkach. Nie tak dawno złamała nogę i stąd te problemy. 

— Ale wcześniej, przez sześć lat przed złamaniem nogi mama ani razu nie była u lekarza — mówi jej syn Stanisław Bartosiak.

Stanisława Bartosiak mieszka sama, w niedużym mieszkanku jednopokojowym. Koło bloku ma ogródek, a w nim kwitną kwiatki i bzy. Może podziwiać je patrząc przez okno. Ogródek uprawia zięć. Stale odwiedza ją córka Janina i pomaga w domowych obowiązkach. Czy lepiej mieszkało jej się na wsi, czy w mieście? — pytamy.

— Dobrze było na gospodarstwie, ale teraz podoba mi się tu gdzie mieszkam, bo mam ogródek, w którym pięknie kwitną kwiatki — mówi jubilatka.
Czy pani Stanisława ma jakąś receptę na długowieczność? — zadajemy kolejne pytanie.

— Nie mam — odpowiada. Nie stosowała żadnej diety. Jadła wszystko. Lubiła słodkie potrawy, ciasto. Tylko teraz apetyt niezbyt jej dopisuje. W jej rodzinie nikt nie dożył tak sędziwego wieku. Narzeka tylko, że koleżanek stulatek już nie ma. Ale w Elblągu stulatków nie brakuje.

— W tym roku to już trzecia czy czwarta stuletnia osoba — mówi Grzegorz Nowaczyk. 

Pani Stanisława cieszy się z wizyty tak ważnego gościa.

— Taki młody prezydent — mówi.
Karolina Krajewska
[gallery=4]30444[/gallery]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama