Reklama

Siedział w jednej celi z Macierewiczem i Syryjczykiem

12/12/2010 17:43

Idę ulicą i nagle dwóch mężczyzn ciągnie mnie do suki. Krzyczę: napad — wspomina Ireneusz Przytulski z Pasłęka. — Ludzie się zbiegli, ale nie mogli pomóc. Wepchnięto mnie do samochodu. Tak wyglądał początek mojego internowania 13 grudnia 1981 roku.



Ireneusz Przytulski z Pasłęka zakładał „Solidarność” Rolników Indywidualnych w 1980 roku.

Tak wspomina dzień 13 grudnia 1981 roku.

— Idę ulicą. Obok zatrzymuje się suka, taka nyska do przewożenia aresztantów — wspomina. — Wyskakuje dwóch mężczyzn. Jeden z nich pyta: Ireneusz Przytulski? Odpowiadam, że tak. Wtedy łapią mnie pod ręce i ciągną do samochodu, bo nie chcę iść dobrowolnie. Krzyczę najgłośniej jak potrafię: napad. Ludzie się zbiegają. Jest też Wojtek najsilniejszy chłop we wsi. To wszystko na nic. Wypada z suki jeszcze dwóch i za moment jestem w samochodzie. Ruszamy. Jedziemy w stronę Morąga.

Suka zatrzymuje się przed posterunkiem milicji.
— Wykręcają mi ręce i prowadzą na przesłuchanie — opowiada pan Ireneusz. — Przychodzi ubek i się przedstawia jako Witold O. Wypytuje o moją działalność w związku. Mówię, że przecież wszystko wiecie. Macie swoich donosicieli, a zebrania były otwarte dla wszystkich. To co wiecie to wam powiem, ale niczego nie podpiszę. Ubek odpowiedział, że sam podpisze. Zaczął okładać mnie pięściami. Krzyczałem ruskie łobuzy. Po chwili weszło dwóch milicjantów i przestał mnie bić.


Ireneusz Przytulski został przewieziony do Zakładu Karnego w Iławie.
— Brakowało mi tam codziennego wysiłku. Rano nie musiałem wstawać do dojenia krów — mówi. — Miałem chore stawy. Gdy się ruszałem mniej bolały. Podłoga w celi tak brudna, że nie widać jakiego jest koloru. Umyłem ją powoli, delektując się robotą, by za szybko się nie skończyła.
 Najpierw internowani mogli przebywać tylko w swoich celach. Potem je w dzień otwierano i wszyscy mogli się kontaktować — opowiada Przytulski. — W naszej celi wykład o prawdziwej, nie o socjalistycznej demokracji prowadzili Antoni Macierewicz (późniejszy) minister spraw wewnętrznych) i Tadeusz Syryjczyk (późniejszy minister przemysłu). Ten ostatni tłumaczył zasady demokracji posługując się sznurkiem. Supeł na nim porównał do władzy. Kto wygra wybory, mówił, otrzymuje władzę. W tym momencie przesuwał supeł. W demokracji socjalistycznej supła nie można przesunąć, bo władzę ma ciągle ta sama partia.



W iławskim więzieniu siedzieli nie tylko internowani, ale także kryminalni. 
— Prosili nas o herbatę, więc brało się puszeczkę z herbatę i na sznurku spuszczało na dół — wspomina pan Ireneusz. — Potem jak dowiedzieliśmy, że robią z tego bardzo mocny napar, prawie narkotyczny przestaliśmy przekazywać herbatę. 
Ireneusz Przytulski przyznaje, że miał szczęście, bo go nie pobito.
— Brygada omłotowa, tak nazywałem tych funkcjonariuszy co tłukli internowanych, jakoś mnie omijała — mówi. — Wybierali raczej młodszych. Ja miałem wtedy już 48 lat.

Największym zmartwieniem Ireneusza Przytulskiego było to, że nie miał kto się zająć gospodarstwem. 
— Żona została sama z małymi dziećmi — wspomina pan Ireneusz. — Bardzo się ucieszyłem, gdy zobaczyłem, że prace wiosenne wykonali sąsiedzi i przyjaciele. Nie zapomnę tego, że nie zostawili mnie gdy byłem w trudnej sytuacji. 


Grażyna Wosińska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama