Reklama

Stefan Rembelski: Krótki felieton o naiwności – czyli rzecz o wieku emerytalnym

23/02/2012 21:43

Czarodziejska machina podnoszenia świadomości obywateli o systemie emerytalnym ruszyła z wielkim impetem. Korbą kręci największy czarodziej politycznej sceny Rzeczpospolitej, sam premier Donald Tusk. Wtórują mu całe zastępy sprawdzonych reformatorów systemu emerytalnego w Polsce, łącznie z tymi co w 1999 roku obiecywali przyszłym emerytom wczasy na Majorce, dzięki składkom cudownie pomnożonym przez OFE.

Po dwunastu latach, fundusze zgromadzone ubezpieczonych stopniały znacząco, wiec w trosce o obywateli rząd przytulił do ZUS-u dwie trzecie składki, tworząc każdemu ubezpieczonemu wirtualne konto, z naciskiem na wirtualne, co potwierdził swoją ostatnią publiczną wypowiedzią, wicepremier Pawlak. Jako, że przedstawienie musi trwać (Show must go on – Queen), koalicja świeżutko po wyborach funduje społeczeństwu (władza bliżej ludu), konsultacje na temat wydłużenia wieku emerytalnego. Są to konsultacje, jak w starym dobrym żołnierskim regulaminie. Do wyboru są co najmniej dwie możliwości: punkt pierwszy - zgadzamy się, punkt drugi – jak się nie zgadzamy patrz punkt pierwszy. Tak więc dla naszego dobra, byśmy mogli w bliżej nieokreślonej przyszłości, pobierać znacząco wyższe świadczenia i zgodnie z instrukcją ministra Rostowskiego, żyli krócej ale dostatniej na emeryturze – wybór jest tylko jeden, zgadzamy się. O przepraszam w grę wchodzi jeszcze podwyższenie VAT-u o 8 %.

[h3]Obrońców u nas dostatek[/h3]
Po drugiej stronie barykady niemalże jednym chórem, jawią się od prawa do lewa, łącznie z bracią związkową, ludu pracującego miast i wsi. Robi się nam scena, jak z obrazu Jana Matejki. Liberum veto, non possumus, rozdarte koszule na piersiach działaczy – nie pozwalamy, żądamy referendum, więcej miejsc pracy. Atmosfera gęstnieje z dnia na dzień, słychać jak coś trzeszczy w szwach, może to koalicja pęka, sondaże szaleją, w powietrzu czuć zew świeżej krwi wyborczej. Oj będzie się działo, jakby to powiedział Jurek Owsiak - nawet Alfred Hitchcock nie byłby wstanie tak stopniować napięcia. Przedstawienie trwa – żywe teatrum - tylko gdzie w tym wszystkim jest Polska? Gdzie my publiczność - jeszcze jesienią ubiegłego roku zapewniana przez głównych aktorów sceny politycznej, iż nie ma konieczności podnoszenia wieku emerytalnego. My w tym wszystkim jesteśmy biedni – tak gdzieś pomiędzy aforyzmami Stanisława Leca „ że biedny ten, kto gwiazd nie widzi bez uderzenia w zęby” a Borysa Pasternaka „ bieda to najlepszy nauczyciel”.

[h3]Mądry Polak przed szkodą?[/h3]
By zatem nie być i przed skodą i po szkodzie głupim, spójrzmy na to nieco inaczej – racjonalniej, mądrzej. Nie da się zaprzeczyć, że wydłuża się średni wiek życia, że wskaźniki demograficzne są dla Europy niekorzystne i kraje od nas zdecydowanie zamożniejsze, wydłużają wiek emerytalny. Nie wymyślimy innej, własnej unikalnej ścieżki polskiej, ale skoro musimy pójść tą droga i zmierzyć się z ukształtowaniem systemu ubezpieczeń społecznych, to zróbmy to na co najmniej dwa pokolenia. Zróbmy to z wizją, w uczciwej debacie, z uwzględnieniem zmian jakie zaszły w środowisku pracy, technice, technologiach wytwarzania i relacjach społecznych. Miejmy na względzie zasadę równości wobec prawa, która stanowi podstawę demokratycznego porządku prawnego i jest źródłem praw i wolności człowieka i obywatela. Zasada ta wynika bezpośrednio z art. 32 Konstytucji Rzeczypospolitej Polski, jak i z prawa Unii Europejskiej. Uczciwym byłoby zatem przyjąć do dyskusji nad kształtem nowej formuły powszechnego ubezpieczenia społecznego, OPCJI ZEROWEJ – NIKT NIE KORZYSTA Z PRZYWILEJÓW w przechodzeniu na emeryturę i opłacaniu składek. To jest właściwa pozycja wyjściowa do rozmowy władzy, partii politycznych i organizacji społecznych z obywatelami. Takie postawienie sprawy stwarza przesłankę do porzucenia waśni z przeszłości, do rozmowy wszystkich sił, bez oglądania się na sondażowe słupki poparcia. Chcemy przecież wszyscy decydować o sobie i o Polsce w taki sposób, aby uchronić Ojczyznę od katastrofy bankructwa. Wielu uczestników życia publicznego opowiada się za referendum. To jest dobra ścieżka dla społeczeństwa obywatelskiego – tylko na miłość Boską, nie pytajmy w referendum czy płacić podatki czy nie, czy wcześniej iść na emeryturę czy później, bo takie pytania nie maja sensu. Zapytajmy raczej o to, czy system ma być samowystarczalny ze składek, czy składka ma być stała, czy proporcjonalna od dochodu, czy ma być powszechna dla wszystkich, czy mają być grupy uprzywilejowane, czy wiek emerytalny jeden dla wszystkich, czy dla wybranych zawodów będą wyjątki. Takich pytań, które dadzą bazę ekspertom do wypracowania konstrukcji nowego systemu ubezpieczeń społecznych może być wiele – każda organizacja społeczna, może zgłosić swoja propozycję pytań. Wynik referendum będzie miał tę ogromna zaletę, że będzie łączył obywateli i zasypie wilcze doły pomiędzy siłami politycznymi.

[h3]Wszystko w liczbach ukryte[/h3]
Na koniec by pobudzić wyobraźnię, mała zbitka danych statystycznych. Według metody BEAL (Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności), zalecanej przez Międzynarodową Organizację Pracy i Eurostat, w Polsce mamy około 15,8 miliona osób pracujących. Według danych za rok 2010, łączna kwota wypłaconych świadczeń emerytalno rentowych wynosiła 172,4 mld zł, z czego z budżetu państwa pochodziło 76 mld zł. Zakładając, ze przyszły sprawiedliwy system ubezpieczeń społecznych będzie jednakowo traktował wszystkich pracujących, to z prostego przelicznika otrzymamy ciekawe efekty
W 2012 roku dla osób prowadzących działalność gospodarczą składka emerytalno rentowa wynosi 582,22 zł miesięcznie i jest ona prawie o połowę niższa od składki liczonej ze średniej płacy w Polsce. Trzymając się danych za 2010 rok, bo takie mam dostępne, średnia płaca wynosiła 3366 zł brutto, a składka emerytalno rentowa od niej to 1083 zł. Bezpieczniej dla wyliczeń ogólnych, jest posługiwać się medianą, czyli taką średnia po odrzuceniu najwyższych i najniższych wynagrodzeń – wynosiła ona 2639 zł brutto, a składka emerytalno rentowa od niej 692 zł. Gdybyśmy założyli że wszyscy pracujący (nie mylić z zatrudnionymi) płacą składkę taką, jak prowadzący działalność 582,22 zł do fundusz emerytalno rentowy pochodzący z tych składek wynosiłby 110 mld zł. Dla składki liczonej od mediany wynagrodzeń 692 zł, wysokość funduszu emerytalno rentowego wynosiłaby 131,2 mld zł, a dla średniej płacy przy składce 1083 zł, daje to wartość funduszu 205,3 mld zł.
Te szacunki pokazują minimum i maksimum, oraz realny środek Dochody ze składek w 2010 roku wyniosły 96,4 mld a wiec oscylowały poniżej minimum o 13,6 mld zł, a od średniej wartości liczonej z mediany były mniejsze o 34,8 mld zł. To oznacza wprost, że około 25% nie płaci w ogóle lub połowa korzysta z nadmiernych przywilejów, jak chociażby zatrudnienie na ¼ etatu czy tez rolnicy. Widać ewidentnie, że są równi i równiejsi w systemie. Gdyby przychody ze składek kształtowały się na poziomie mediany, to budżet państwa oszczędziłby około 34,8 mld zł, co oznacza, że byłby zrównoważony i przestalibyśmy się zadłużać. Jak byśmy wydłużyli wiek emerytalny, to prawdopodobnie nie dopłacalibyśmy do świadczeń, a co roku my, jako obywatele, dysponowalibyśmy nadwyżka budżetową wysokości około 41mld zł.

[h3]Uruchomić pozytywne marzenia[/h3]
Trudno sobie wyobrazić taka kwotę, ale spróbujmy. Moglibyśmy za te pieniądze dokonać skoku cywilizacyjnego w infrastrukturze publicznej i ochronie zdrowia. Aby wyeliminować kolejki do lekarzy i szpitali, potrzeba około 12 mld złotych rocznie. Z pozostałej kwoty można zbudować 1300 km autostrad lub dróg ekspresowych, zbudować 14 stadionów narodowych takich jak w stolicy, i jeszcze starczyłoby na premie dla prezesów. Ponad trzysta aquaparków, czyli w każdym mieście powiatowym. Takie inwestycje generują ogromną ilość miejsc pracy, co oznacza mniejsze bezrobocie, wzrost płac, powrót Polaków z emigracji i poprawę wskaźnika demograficznego. Nie realne? Ależ tak realne jak najbardziej – tylko odpowiedzmy sobie w szerokim referendum na szereg pytań, jak chcemy się obciążyć na rzecz Ojczyzny, jako obywatele równi wobec konstytucji. Nie zmarnujmy tych milionów podpisów złożonych za referendum. Ale też nie pytajmy się, czy chcemy płacić podatki, bo to jest pytanie bez sensu. Niech rządzący nie boja się swoich obywateli, i nie zmarnują tego ogromnego kapitału, jaki można w drodze referendum pozyskać. Możemy jak Polacy zdefiniować się od nowa - bo inaczej czeka nas rozwój wydarzeń taki, jak w przypadku AKTA, a po nim już tylko chaos i wariant grecki.
Stefan Rembelski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama