Reklama

Super Belfer Lucyna Murawska: Próbuję wygrać z internetem



14/10/2011 18:23

O nauczaniu, miłości do literatury i współczesnej młodzieży z Lucyną Murawską, polonistką z I Liceum Ogólnokształcącego w Elblągu i Super Belfrem Dziennika Elbląskiego 2011, rozmawia Natasza Jatczyńska.



— Jest Pani belfrem z powołania czy z przypadku?


— Chyba zawsze wiedziałam, że będę nauczycielką. Mam sześcioro młodszego rodzeństwa. Podczas wspólnych zabaw ja zawsze byłam panią nauczycielką, taką, która lubiła być trochę pryncypialna, wydawać polecenia. To chyba mi zostało. Co prawda w liceum miałam takie ambitne plany, że zostanę lekarzem, ale po pierwszym kontakcie z krwią stwierdziłam, że to na pewno nie jest to. 



— Nie da się ukryć, że w pracy nauczyciela również należy wykazać się mocnymi nerwami.


— Tak. (śmiech) Jednak chyba trochę innego rodzaju. W moim przypadku nauczanie okazało się tym "czymś". 



— Po studiach rozpoczęła Pani pracę w jednej z elbląskich podstawówek, dopiero kilka lat temu trafiła pani do liceum. Nauczanie takich prawie już dorosłych osób było wyzwaniem?


— Jak ja zaczynałam pracować, to szkoła podstawowa była jeszcze ośmioklasowa. Uczniowie wyższych klas to już naprawdę była młodzież świadoma, myśląca, ciekawa świata. Nie ukrywam jednak, że przejście do liceum było dla mnie sporym stresem. Co innego wiadomości wyniesione ze studiów, a co innego przekazywanie ich dalej. Przez pierwszy rok dużo czasu poświęcałam na przygotowywanie się do lekcji. Bałam się, że uczniowie mnie na czymś zagną, czymś zaskoczą. Teraz stres minął. Udało mi się znaleźć z uczniami wspólny język.



— Te najcięższe chwile w pracy nauczyciela, to dla Pani...


— Najbardziej bolesne jest to, gdy uczniowie mówią "się pani nie przejmuje, maturę zdamy", ale dla nich zdanie matury to jest często pójście po linii najmniejszego oporu. W momencie, kiedy mnie nie satysfakcjonuje na przykład 70 procent, bo wiem, że stać ich na więcej, ich satysfakcjonuje 30 procent. Staram się więc zachęcić ich do nauki, rozbudzić miłość do literatury.



— To w ogóle możliwe?


— Na pewno udaje mi się przekazać uczniom choć część swojej pasji. Zawsze kochałam czytać i wydawało mi się, że rozmowa o literaturze jest rozmową o życiu. Owszem, są pewne teksty, bardzo już odległe, z którymi nawet ja jako nauczyciel się nie utożsamiam. Jednak staram się jak najciekawiej przekazać te treści uczniom, pokazać, że to, co było ważne dla naszych przodków, czasami, choć może w innej postaci, jest też ważne dla nas. Na ile to wychodzi? To różnie wygląda. Myślę, jednak, że wielu młodych ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że ta wiedza jest w życiu potrzebna.



— Nie zdarza się jednak, że uczniowie mówią: "Proszę pani, po co nam książki, mamy telewizję, internet"?


— Niestety, coraz częściej. W dzisiejszych czasach, w dobie internetu, rzeczywiście coraz trudniej wytłumaczyć uczniowi, że czytanie jest potrzebne. Otoczeni ściągami, streszczeniami, nie zdają sobie sprawy z tego, jaką krzywdę sobie robią. 



— No właśnie, jak jest z tym czytaniem? Statystyki nas straszą, że Polacy po książki sięgają niezwykle rzadko. Jak wygląda to u młodzieży?



— Jest część młodzieży, która jest zdyscyplinowana, obowiązkowa. Jak trzeba coś przeczytać, nawet jeśli ich to nie interesuje, to czytają. Część młodzieży muszę jednak "aktywizować" poprzez sprawdziany z lektur. No niestety, zeszłam już do poziomu nauczyciela sadysty. Jeżeli wiem, że uczniowie niechętnie czytają, sporządzam taki test ze znajomości lektury, z takimi pytaniami, na które odpowiedzi nie ma na pewno w żadnej ściądze czy streszczeniu.



— Być może to nie jest wina uczniów, ale lektur, które są na lekcjach omawiane?


— Na pewno nie jest tak do końca. Myślę jednak, że w kanonie brakuje lektur, które byłyby atrakcyjne dla ucznia, ze względu na jego zainteresowania. Gdyby ktoś dał mi prawo doboru lektur, to bym troszeczkę uszczupliła lektury z epok dawniejszych, na rzecz tych współczesnych, o których uczniowie nawet pojęcia nie mają. Takie nazwiska jak Konwicki, Chutnik, czy Tokarczuk, są im obce. Literatura współczesna w szkołach kończy się na wierszach Barańczaka, czyli na latach 70.

Gala Super Belfer i Super Szkoła

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama