Reklama

"Te zawody to mistrzostwo świata". Biegacze o Golden 1000 w Elblągu

14/11/2011 10:09

Także i tym razem dopisała frekwencja. W drugich zawodach Golden 1000, czyli otwartych mistrzostwach Elbląga w biegu na 1000 metrów, udział wzięło ponad 70 zawodników.

To były drugie zawody z cyklu Golden 1000 i ponownie organizatorzy przekonali się, że takie imprezy wśród elblążan cieszą się coraz większym zainteresowaniem.

— Myślę, że taka inicjatywa już dawno powinna być, bo czegoś takiego w Elblągu brakowało — uważa Bartłomiej Zaleski, jeden z uczestników. — Stadion stał niezagospodarowany, a to co robi teraz pan Tołwiński, to mistrzostwo świata. Jeżeli to będzie trwało, a mam nadzieję że tak, to z każdym biegiem będzie coraz więcej chętnych.

Podczas drugiej edycji rozegrano sześć biegów. Jako pierwsze na starcie stanęły dzieci, które mimo zimna nie zamierzały odpuszczać. Większość poradziła sobie z zadaniem perfekcyjnie. 

— To już mój drugi udział w tych zawodach — mówił szczęśliwy na mecie 10-letni Rafał Rozkowiński. — Biegło się dobrze, ale ciężko było. Na pierwszym okrążeniu, jak dobiegałem do łuku, to miałem lekki kryzys. Na finiszu już prawie dogoniłem przeciwnika, ale trasy zabrakło.


Zmagania najmłodszych obserwowali rodzice, którzy swoje pociechy zagrzewali do walki głośnym dopingiem.

— Ja tu przyszedłem z dwójką dzieci — wyjawia Zaleski. — Namówiłem głównie tego najmłodszego syna żeby pobiegał razem z nami. Dzieci zazwyczaj siedzą w domu, a tu jest szansa poruszać się na świeżym powietrzu. Starszy syn pobił rekord życiowy o 11 sekund.


W grupie starszej dominowali zawodniczki i zawodnicy, którzy na co dzień z bieganiem mają wiele wspólnego. Najlepiej z dystansem 1000 metrów poradził sobie Maciej Kosmala, który od sześciu lat trenuje triathlon.

— Ostatnio miałem przerwę w treningach, więc nie biegłem bardzo ostro, raczej spokojnie — wyjaśnia Maciek. — Miałem przed sobą zawodnika tzw. zająca, którego goniłem i to pomaga w odniesieniu lepszego wyniku. Jest trochę chłodno, ale jak się człowiek dobrze rozgrzeje, to można biegać.


Równie ciekawie wyglądała rywalizacja wśród dorosłych, gdzie wynik sportowy także był ważny, ale nie najważniejszy.

— Było lepiej niż się spodziewałem — powiedział po biegu Lucjan Chrząstkowski. — Kryzysu nie było, bo ja biegam codziennie około 10-15 kilometrów, tak więc dla mnie to był raczej sprint. Zachęcam wszystkich by biegali jak najwięcej i jak najczęściej odwiedzali tego typu imprezy, bo warto się ruszać.

— Fundusze na zawody otrzymaliśmy z Departamentu Społecznego z tzw. funduszu alkoholowego, zatem naszym celem jest odciągać wszystkich od różnego rodzaju uzależnień — twierdzi Bogusław Tołwiński, pomysłodawca imprezy. — Wciągając ludzi do sportu, jednocześnie odciągamy ich od różnych innych uzależnień. Pomysł jest taki, żeby każda forma sportowa powodująca to, że ludzie wychodzą z domu, angażują się i chcą coś robić na poważnie, jest na pewno profilaktyką i o to nam chodzi.
kmf

[gallery=4]23201[/gallery]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama