Reklama

Tomasz Jachimek: Jestem typem wiecznie zaganianym

24/10/2010 00:44

Jestem klasycznym typem wiecznie zaganianego nieszczęśnika, który nigdzie nie może zdążyć — wyznaje Tomasz Jachimek, artysta kabaretowy, komentator Szkła Kontaktowego, a ostatnio także piosenkarz i powieściopisarz. W najbliższy wtorek o godz. 17.30 autor "Handlarze czasem" spotka się z czytelnikami w elbląskiej księgarni Świat Książki przy ul. Garbary.

— Panie Tomaszu, a gdyby tak rzeczywiście istniała maszyna do handlowania czasem, to skorzystałby Pan z jej usług? Kupiłby Pan sobie trochę czasu, czy ma go Pan akurat tyle, ile potrzeba?
— Zdecydowanie bym sobie dokupił. Jestem klasycznym typem wiecznie zaganianego nieszczęśnika, który nigdzie nie może zdążyć, zawala mnóstwo spraw, spóźnia się na ważne spotkania i w ogóle trwa w wiecznym niedoczasie. Między innymi stąd pomysł na książkę.

— A kiedy wpadł Pan na ten pomysł? Czy było to nagłe olśnienie, czy może długotrwały proces poszukiwawczy?
— Na początku to była taka króciutka humoreska napisana do audycji Artura Andrusa "Akademia Rozrywki" w radiowej Trójce. Ale pomysł mocno mnie "gryzł", wydawało mi się, że jest w nim spory potencjał, dlatego postanowiłem go rozwinąć. Na początku miał to być program kabaretowy, potem scenariusz filmowy, ale cały czas brakowało mi przekonania, że to jest właśnie to. Największe problemy miałem ze znalezieniem odpowiedniej formy. Wiedziałem, co chcę powiedzieć, nie wiedziałem jak... Ostatecznie, po długich tygodniach rozmyślań, przymiarek, prób, palenia notatek i tym podobnych dziwactw i wariactw, zdecydowałem się na formę powieści. Czy to była słuszna decyzja - odpowiedź już nie należy do mnie.

— W notkach zapowiadających Pana powieść, można było przeczytać m.in., że jest to "błyskotliwie i z humorem opowiedziana historia kilkorga ludzi, których życie zmienia się za sprawą cudownej maszyny" oraz że "przypomina nam, iż ludzkie życie ma sens wyłącznie dzięki walce z przeciwnościami". Dla mnie ta powieść to przede wszystkim współczesny obraz Polaków, widziany w krzywym zwierciadle satyry, opisany lekkim, charakterystycznym dla Pana kabaretowych monologów językiem. Zgodzi się Pan z takim odczytaniem tej książki?
— Aaa, nie ma tak dobrze (śmiech). Proszę sobie, drogi czytelniku, przeczytać i samemu dojść do wniosku, co autor miał na myśli. Autor tłumaczący w wywiadach, o co mu tak naprawdę chodziło w jego książce, to postać na pół tragiczna, na pół żałosna... A właściwie nie na pół, to w całości postać żałosna i tragiczna.

— "Handlarze czasem" to Pana pierwsza książka. Pisze Pan już kolejną?
— Trwają przymiarki. Zobaczymy, jaki będzie odzew na "Handlarzy czasem", czy - mówiąc wprost i brutalnie - istnieje popyt na powieści Tomasza Jachimka. Natomiast dwie najważniejsze rzeczy - pomysł i zapał - są.

— Powieściopisarz to kolejne już wcielenie Tomasza Jachimka. Przypomnijmy, iż z wykształcenia jest Pan dziennikarzem, z zamiłowania kabareciarzem i konferansjerem, komentatorem Szkła Kontaktowego, a ostatnio także piosenkarzem. Pisze Pan teksty do audycji radiowych i spektakli teatralnych, a w wolnych chwilach jest Pan zapalonym tenisistą, scrabblistą, piłkarzem i piwoszem. Czym jeszcze zaskoczy nas w najbliższym czasie Tomasz Jachimek?
— I tu znowu migam się od odpowiedzi, bo deklaracje pod tytułem "czego to ja jeszcze nie zrobię" najczęściej właśnie cały proces twórczy kończą. Jest mądre rosyjskie porzekadło, które w tym wypadku pasuje idealnie "tisze jedziesz, dalej budziesz". Nie ma co przez megafony drzeć mordy, jakie to się ma genialne plany do zrealizowania. Tu trzeba właśnie mordę przymknąć i pokornie pracować. Na darcie mordy i megafony czas przychodzi potem. I to się właśnie nazywa marketing (śmiech)...
jago

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama