Reklama

Tomasz Pawlik: to fajne uczucie coś budować

24/01/2012 09:18

W siatkówce zakochał się, gdy był dzieckiem, chodząc razem z tatą na mecze Płomienia w rodzinnym Sosnowcu. Teraz Tomasz Pawlik, prezes E.Leclerc Elbląg, od czterech lat jest wiernym kibicem siatkarek Orła.

— Siatkarki Orła, których E.Leclerc jest tytularnym sponsorem, radzą sobie w II lidze coraz lepiej. Jakie są dalsze plany związane z tą drużyną?

Tomasz Pawlik, prezes E.Leclerc Elbląg: Chcemy dalej budować coraz lepszą drużynę. W tym sezonie dołączyły do nas zawodniczki Truso Elbląg, z czego bardzo się cieszymy. Drużyna prezentuje się coraz lepiej, ma lepsze wyniki, ale to wciąż jest zespół młody. Gdy ma się zawodniczki z ligowym obyciem, to wystarczy im jeden-dwa miesiące, żeby się zgrać. Nasze dziewczyny potrzebują trochę więcej czasu. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

— Więc nie jest Pan typem sponsora, który wykłada pieniądze i oczekuje natychmiastowych efektów?

— Gdyby tak było, to wycofałbym się już trzy lata temu. Do realizacji naszych planów podchodzimy bardzo spokojnie. Cel na ten sezon, to utrzymać się w II lidze. Najlepiej by było, gdyby drużyna zakończyła rozgrywki na piątym miejscu. To pozwoliłoby nam szybko myśleć o kolejnym sezonie, a jednocześnie dałoby nam oszczędności, bo jednak każdy mecz, przy naszym budżecie, generuje koszmarne koszty.

— Przed zespołem teraz seria trudnych pojedynków.

— Tak. Jesteśmy w trakcie meczów z rywalami z górnej części tabeli. Niestety, nie możemy wystąpić w najsilniejszym składzie. Mogę jednak zapewnić, że dziewczyny będą walczyły. W porównaniu do poprzedniego sezonu widać, że nasze dziewczyny tworzą drużynę. Mają chęć do gry i nie wchodzą na boisko, by „odwalić” kolejny mecz. Starają się dać z siebie wszystko, niestety, nie zawsze wystarcza im umiejętności.

— A jaką ma Pan długofalową wizję współpracy z Orłem?

— Chciałbym doprowadzić do tego, żeby Orzeł rozpoczął własne szkolenie młodzieży. Stworzyć sekcję siatkówki, która od a do z będzie funkcjonowała w jednym klubie. Pewne kroki zostały zrobione, nie chcę więcej teraz o tym mówić, bo jeszcze jest za wcześnie. Co rok staram się także znaleźć nowych sponsorów, wygospodarować nowe pieniądze. Nie ma co się oszukiwać, potrzebny jest dobry budżet, żeby mieć szansę na sukces. Mamy obecnie budżet na II ligę i myśląc o dalszym rozwoju, musi on być większy.

— Jest Pan w stanie zbudować budżet pozwalający myśleć o awansie do I ligi?

— Sam nie. Ale ciągle pojawiają się nowi sponsorzy.

— Skąd u Pana zainteresowanie właśnie siatkówką?

— Pochodzę z Sosnowca, więc wychowałem się na Płomieniu. Gdy byłem dzieckiem, tata zabierał mnie na mecze. Płomień miał wtedy swoje najlepsze lata, zdobył m.in. Puchar Europy. Gawłowski, Bosek… to była super drużyna. Chciałem iść trenować do klubu, byłem jednak jednym z najniższych w klasie i odpadłem podczas selekcji, wtedy jeszcze nie było pozycji libero. W "ogólniaku" kibicowałem koleżankom ze szkoły, które grały w zespole juniorskim. Później na wiele lat moja przygoda z siatkówką się przerwała. Mieszkałem we Francji, a tam ta dyscyplina praktycznie w mediach nie istnieje. Po powrocie do Polski, w 2004 r. przyjechałem do Elbląga. Zostałem poproszony przez ówczesnego prezydenta miasta o objęcie sponsoringiem jakiejś drużyny. Akurat pojawiły się kłopoty z utrzymaniem sekcji siatkówki, w której grały Joanna Wołosz (dzisiaj reprezentantka Polski - red), Tamara Kaliszuk, Asia Kocemba. Zacząłem się tym interesować, trochę pomogłem i szukałem dalszych możliwości rozwoju, zbudowania drużyny. Truso Elbląg nie było zainteresowane stworzeniem seniorskiej drużyny i tak trafiłem do Orła. To fajne uczucie móc coś budować, chociaż denerwujący jest fakt, że czasami, oprócz bicia się na boisku z przeciwnikiem, musisz zmagać się z ludźmi obok, którzy nie pomagają, a jeszcze podkładają nogi. Takie polskie piekiełko.

— Na mecze siatkarek w Elblągu przychodzi coraz więcej ludzi.
— To cieszy, zaczęły nas zauważać także media, bo różnie z tym bywało. Mamy jedyną ligową kobiecą drużynę w województwie warmińsko-mazurskim. Olsztyn nam zazdrości takiego zespołu. Dwa lata budują tam drużynę, która mogłaby grać w II lidze i jej nie mają. Siatkarki z Olsztyna, jak Monika Jabłońska, Iza Cieżyńska, przyjeżdżają do nas. Taką mamy politykę, że dziewczyny, które przyjeżdżają do nas spoza Elbląga muszą rozpocząć naukę w naszym mieście. Chcemy je w jakiś sposób związać z Elblągiem, żeby było im łatwiej się zaaklimatyzować. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama