Reklama


Tragedia śmierci małego Szymonka wraca na wokandę


06/04/2010 08:53

Szymonek zmarł w grudniu 2008 roku. Bezpośrednią przyczyną śmierci był krwotok wewnętrzny spowodowany pęknięciem wątroby. Prokuratura postawiła Tomaszowi M, konkubentowi matki chłopczyka, zarzut uszkodzenia ciała dziecka ze skutkiem śmiertelnym. Sąd zmienił jednak kwalifikację zarzucanego mu czynu na nieumyślne spowodowanie śmierci. W efekcie, mężczyzna został skazany na dwa lata więzienia. Tomasz M. od początku twierdził, że to był nieszczęśliwy wypadek.

Mężczyzna, jak zeznał, niosąc dziecko do łóżeczka po porannym karmieniu, miał się potknąć o leżący na dywanie przedmiot i wypuścić je z rąk. Chłopiec upadł na podłogę, a Tomasz M. przewracając się oparł ręką o ciało Szymona.
W trakcie procesu nie udało się ustalić, co dokładnie wydarzyło się w dziecięcym pokoju tragicznego dnia. Zdaniem biegłych możliwe były dwa scenariusze powstania śmiertelnych obrażeń: mogły one powstać w wyniku uderzenia pięścią albo w wyniku upadku osoby dorosłej na dziecko.
 — Były nie dające się usunąć wątpliwości co do winy oskarżonego, w takich przypadkach sąd musi je rozstrzygnąć na korzyść oskarżonego — wyjaśnia sędzia Dorota Zientara, rzecznik Sądu Okręgowego w Elblągu. 



Przewodnicząca rozprawie, sędzia Elżbieta Kosecka–Sobczak, przez blisko godzinę uzasadniała wyrok. Zdaniem sądu, oprócz opinii biegłych, na korzyść oskarżonego przemawiały zeznania świadków. Niczego niepokojącego w zachowaniu mężczyzny nie zauważyła matka Szymonka Marietta M. — partnerka mężczyzny.

Z kolei zdaniem sąsiadów, Tomasz M. był bardzo pozytywnie nastawiony do dziecka, które bardzo chętnie się z nim bawiło. Brakowało również motywu działania.
Według sądu nie ma było także dowodów na to, że dziecko wcześniej było maltretowane. Co prawda, chłopczyk miał dwukrotnie złamane kończyny, ale jak mówili biegli lekarze dzieci często mają takie urazy i nie można tych zdarzeń ze sobą łączyć. 
Tomaszowi M. za pobicie ze skutkiem śmiertelnym groziło do dwunastu lat więzienia. Prokurator domagał się dla niego ośmiu lat.
Sąd zmienił jednak kwalifikację jego czynu na nieumyślne spowodowanie śmierci chłopczyka, za co grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat. Ostatecznie mężczyzna został skazany na dwa lata więzienia. 


Od tego wyroku odwołały się obie strony procesu.

Obrońca Tomasza M. domagał się dalszej zmiany kwalifikacji czynu Tomasza M. — na nieudzielenie pomocy dziecku — oraz kary jednego roku więzienia. Chciał przy tym, aby na poczet kary zaliczono podsądnemu okres jego tymczasowego aresztowania. Oznaczałoby to, że Tomasz M. karę już odbył — mężczyzna przesiedział w areszcie dwanaście miesięcy.
Z kolei prokuratura nie zgadzała się ze złagodzoną kwalifikacją czynu mężczyzny. Poza tym zdaniem śledczych wyrok był zbyt niski.

Sąd Apelacyjny zgodził się z argumentacją prokuratury i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy.
— W sprawach poszlakowych często się zdarza, że apelacja stron jest uznawana — mówi sędzia Dorota Zientara. — To wyjątkowo trudne procesy, nie ma bowiem niezbitych dowodów, ani świadków, których zeznania jednoznacznie wskazywałyby na winę oskarżonego.
W takich procesach, jak podkreśla sędzia, konieczne jest skonstruowanie logicznego ciągu poszlak, które wskażą na winę oskarżonego. Termin wznowienia procesu nie został jeszcze ustalony.



rm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama