Reklama

Uratowała sąsiadce życie

20/10/2010 22:22

Nie widziałam jej od kilku dni i zaczęłam się martwić, że sąsiadce coś się stało. Pukałam do drzwi, ale chociaż telewizor grał, sąsiadka nie dawała znaku życia — opowiada Iwona Banaszek z ul. Jaśminowej w Elblągu. Starszą kobietę w stanie skrajnego wyczerpania znaleźli w jej domu zaalarmowani strażacy. Gdyby pomoc przyszła kilka godzin później, kobieta mogłaby umrzeć.

— W naszym bloku rzadko ktokolwiek interesuje się sąsiadami — mówią mieszkańcy tzw. hotelowca przy ul. Jaśminowej w Elblągu.
Tym większe wyrazy uznania należą się Iwonie Banaszak. Gdyby nie ona, jej 67-letnia sąsiadka już by nie żyła.

— Nie odwiedzałyśmy się w domach, ale widywałam sąsiadkę dość często na korytarzu, jak np. szła po jakieś drobne zakupy — opowiada pani Iwona. — Ale od czwartku, albo nawet od środy jej nie widziałam. W poniedziałek chciałam sprawdzić, czy nic się jej nie stało. Pukałam, a później nawet waliłam pięścią w drzwi, ale nie otwierała. Zza drzwi słyszałam jednak, że gra telewizor. Zdecydowałam się się pójść po pomoc.

Kobieta powiadomiła urzędników z pomocy społecznej — ten wydział Urzędu Miejskiego sąsiaduje z hotelowcem przy Jaśminowej.

Dalsze wydarzenia potoczyły się w błyskawicznym tempie. Na miejsce została wezwana policja, straż pożarna i pogotowie. Strażacy weszli do mieszkania emerytki (na drugim piętrze) przez uchylone okno. Kobieta leżała na podłodze. Była skrajnie wycieńczona. W stanie bardzo ciężkim trafiła do szpitala. Jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.

— Wielokrotnie proponowana była jej pomoc w formie obiadów, usług opiekuńczych, której konsekwentnie odmawiała — mówi Joanna Urbaniak, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Elblągu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama