Reklama

W Elblągu straszą dawne symbole komunizmu

18/08/2010 12:23

— To skandal, że od dwudziestu lat nie można zrobić z tym porządku. Rozumiem, że są jakieś względy międzynarodowe, przemawiające za tym, by utrzymać na przykład nazwę ulicy kpt. Diaczenki, ale w przypadku Janka Krasickiego nie wchodzą one, chyba, w grę — powiedział nam w rozmowie telefonicznej starszy elblążanin, mieszkaniec miasta, jak podkreślił, od 1948 roku.



Dwadzieścia jeden lat upłynęło od upadku komunizmu w Polsce, a w Elblągu nadal straszą, jak chcą niektórzy, jego dawne symbole. Przy ulicy Rycerskiej stoi pomnik Janka Krasickiego. Imię tego komunistycznego działacza, który współpracował z sowieckim okupantem przy organizowaniu wywózek Polaków ze Lwowa w roku 1940, nosi skwer w pobliżu kąpieliska miejskiego przy ul. Spacerowej.



Zdjąć go z postumentu



Nie jest to odosobniona opinia. Radny Jerzy Wilk od wielu lat zabiega o likwidację komunistycznych pamiątek w mieście. Samorządowiec uważa, że przypadek Janka Krasickiego jest tu szczególnie drastyczny.
— To zdrajca, który współpracował z sowieckim aparatem represji na Kresach. Brał udział w przeprowadzaniu deportacji i układaniu list osób przeznaczonych na wywózkę na Syberię — mówi Jerzy Wilk. — Był prowokatorem, który doprowadził między innymi do mordu polskich studentów Politechniki Lwowskiej. Działał też aktywnie w komsomole, zajmując tam wysokie stanowiska.
Dla radnego, upamiętnianie tego typu postaci jest skandalem.
— Jaki wzór może dawać przyszłym pokoleniom — zastanawia się Wilk.


W zeszłym roku radny interpelował w kwestii Krasickiego u prezydenta Henryka Słoninę.
— Sprawa trafiła do komisji nazewnictwa ulic, i tkwi tam do dzisiaj. Nic się nie zmieniło — stwierdza z goryczą.
Zniecierpliwienia sytuacją nie kryje także radny Jerzy Wcisła.
— To jest kwestia bezdyskusyjna - Janek Krasicki nie zasługuje na na nic, ani na pomnik, ani na to by patronować ulicy, skwerowi, czy czemukolwiek w wolnej Polsce — stwierdza samorządowiec.


Dla kolejnego radnego, Janusza Nowaka z lewicy, Janek Krasicki nie jest natomiast żadnym problemem.
— Jest mi zupełnie obojętne, czy w Elblągu będzie stał jego pomnik, czy nie — mówi radny. — Przez tyle lat ten pomnik jednak stał, to, według mnie, może stać nadal — zauważa jednak, by zaraz dodać: — Jeśli mnie ktoś przekona, że tak być nie powinno, to nie będę miał nic przeciwko usunięciu tego obelisku.




Za i przeciw zmianom nazw ulic


Pomnik Krasickiego to nie jedyna rzecz, która powinna, zdaniem części elblążan zniknąć z mapy miasta. Rażą ich choćby nazwy kilku ulic.
— Armii Ludowej, Braterstwa Broni, Obrońców Pokoju — podaje przykłady radny Jerzy Wilk.
Dlaczego samorządowcowi nie podoba się ta ostatnia, dla wielu mało kontrowersyjna nazwa.
— Obrońców Pokoju to nazwa pochodząca od Ogólnopolskiego Komitetu Obrońców Pokoju, komunistycznej struktury na czele której, przez wiele lat, stał Józef Cyrankiewicz, peerelowski premier i działacz PZPR — tłumaczy Jerzy Wilk.
Ulic z kontrowersyjnymi nazwami jest zdaniem radnego więcej.
— Wciąż patronem jednej z nich jest na przykład kpt. Diaczenko — mówi samorządowiec.


Ewentualna zmiana nazwy tej (i nie tylko tej) ulicy byłaby jednak dość kosztowna.
— Nie chodzi tu tylko o koszty nowych tabliczek na domach, ale też wymianę dowodów osobistych. Jak władza nie ma niczego innego do roboty niż zajmować się przeszłością, to niech zapłaci za to z własnej kieszeni a nie portfeli podatników — mówi jeden z mieszkańców bloków przy ul. Diaczenki.
— Te nazwy, to też świadectwo naszej trudnej historii. Trzeba się nad nią pochylać ze zrozumieniem, a nie wymazywać — stwierdza inny z naszych rozmówców.
Dla wielu taka opinia jest jednak nie do przyjęcia.
— Nie chodzi o wymazywanie, a o upamiętnianie. To wielka różnica — mówi Jerzy Wilk.



Witold Chrzanowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama