Reklama

W przypadku Kenii nie chciałem pójść stereotypem biedy ściskającej za serce

11/01/2013 18:52

Jednym z najpiękniejszych doznań był pobyt w Maasai Mara. Gdy wjeżdża się do tego parku, nagle człowiek uświadamia sobie, że te wszystkie przygody, o których czytaliśmy w dzieciństwie z wypiekami na twarzy w książkach podróżniczych, stają się nagle naszym udziałem — opowiada Sławomir W. Malinowski, elbląski podróżnik i filmowiec, z którym o niezwykłej wyprawie do Kenii rozmawia Jarosław Grabarczyk.

— Niemal trzy tygodnie grudnia, razem ze swoją ekipą Leader Film, spędził Pan w Kenii. Udała się Wam wyprawa do tego egzotycznego, fascynującego kraju? Czy zdołaliście zrealizować to, co sobie założyliście?

— Po raz pierwszy niemal w stu procentach. Mieliśmy w planach Maasai Mara, Orphan Elephants, Karen Blixen Museum, Great Rift Valley, African Heritage House Alana Donowana i spotkanie z księżną Marią Sapiehą. To wszystko ograliśmy filmowo. Myślałem także o jednym z najbardziej znanych slumsów świata, który znajduje się w Nairobi – Kiberze, ale już na miejscu zrezygnowałem z tego pomysłu. Po pierwsze, mówiąc o Afryce zazwyczaj wszyscy pokazują biedę, głodne, brudne dzieci i brak perspektyw do życia. Jednakże to jest tylko część prawdy. Idę o zakład, że mało kto wie, iż właśnie w Kiberze ci biedacy muszą za swoje nędzne szopy, w których żyją, płacić czynsz. Jeżeli nie płacą, są z nich wyrzucani. To zadecydowało, że nie chciałem w przypadku Kenii pójść stereotypem biedy ściskającej za serce. Po drugie, już na miejscu, rozmawiając z ludźmi, dowiedziałem się o jednym z największych w historii przekrętów organizacji pozarządowych parających się tzw. pomocą dla mieszkańców Kibery. Na całym świecie zbierali od chcących nieść pomoc potrzebującym w Afryce miliony dolarów, a efekt jest mizerny. Nawet bardziej niż mizerny. Za to – jak podkreślano – działacze i ich siedziby mają się dobrze. Ponieważ wszystko to wymaga dokładnej dokumentacji, sprawdzenia, by nie rzucać bezpodstawnych oskarżeń, co w naszej rzeczywistości jest nagminne, odłożyłem tę historię na później.

Urzekła mnie Maryjka Beckmann, czyli księżna Maria Sapieha. Nie tylko zrobiła wszystko co w jej mocy, aby nam pomóc w realizacji filmu, użyczając również swojego samochodu, ale przez cały czas dopytywała, czy nie mamy jakichkolwiek problemów. Podobnie Tomasz Sudra pracujący dla ONZ. Jestem mu bardzo wdzięczny za cenne rady i podpowiedzi nie tylko ciekawych miejsc, ale i ludzi. To właśnie dzięki niemu poznałem Jagembe, Anglika urodzonego w Kenii, który tak się zasymilował z miejscową ludnością, że żyje, pracuje i zachowuje się jak Kenijczycy. Nagrywaliśmy z nim materiał nad jeziorem Wiktorii. Cudowne miejsce.

I Alan Donovan, a jakże, Amerykanin, który stworzył African Heritage House, niezwykle klimatyczne żywe muzeum, w którym można zobaczyć i dotknąć dzieł sztuki plemiennej z całej Afryki, ulokowane na granicy Nairobi National Park. 
Jednym z najpiękniejszych doznań był pobyt w Maasai Mara. Gdy wjeżdża się do tego parku, nagle człowiek uświadamia sobie, że te wszystkie przygody, o których czytaliśmy w dzieciństwie z wypiekami na twarzy w książkach podróżniczych, stają się nagle naszym udziałem. Bezkresne sawanny, dzikie zwierzęta, w tym lwy i słonie przechodzące obok ciebie, zaledwie o kilka metrów…

— A czy podczas pobytu w Kenii zdarzyły się Wam jakieś mrożące krew w żyłach sytuacje? A może byliście świadkami jakichś zabawnych zdarzeń?

— Trudno to nazwać mrożeniem krwi w żyłach, ale do białej gorączki doprowadzały nas w Nairobi gigantyczne korki. Zdarzało się, że 100 metrów jechaliśmy ponad godzinę. Dochodziły do tego gęste, duszące spaliny. Jeżeli ktoś uważa, że w Warszawie czy Gdańsku są duże korki, to raczej nie wie, o czym mówi.
Acha, na Tomka, naszego operatora, gdy odpoczywał rozłożony nad jeziorem Wiktorii, spadł z drzewa wąż. Mały, zielony i jak się potem zorientowaliśmy niejadowity, ale wrażenie zrobił piorunujące. Duże chłopisko w ułamku sekundy zerwało się na równe nogi i wymachując na wszystkie strony rękami, krzyczał: Wąż! Skoczył na mnie wąż! 
Jezioro Wiktorii, to niezwykle urokliwe miejsce, lecz trzeba uważać. Pewnego dnia, już po zachodzie słońca, poszedłem ze Staszkiem Opachem nad brzeg, nagrywać dźwięk efektowy. Gałązki krzaków cicho szumiały, poruszane lekkim wiaterkiem, fale delikatnie biły o ląd, a żaby, rozochocone mrokiem, wabiły wybranki swego serca głośnym rechotaniem. Rozłożyliśmy sprzęt i nagrywamy. Po chwili od strony domku dobiega nas głośne, nerwowe nawoływanie do powrotu. To Patryk, Kenijczyk, opiekujący się domem Tomasza Sudry, wyraźnie zaniepokojony prosi, abyśmy po zmroku nie zbliżali się do brzegu. Często w tym miejscu wychodzą z wody hipopotamy, by żerować w ogrodzie, a są to niezwykle niebezpieczne zwierzęta. Kłapnięciem paszczy potrafią zmiażdżyć człowieka. W nocy słyszeliśmy pomrukiwanie jednego pod oknem.
W Maasai Marze żyrafy, zebry i inne zwierzęta przechadzały się tuż przy naszych namiotach. To fantastyczne doznania. Zresztą z żyrafą miałem w jednym miejscu ciekawe spotkanie. Stojąc na kilkumetrowym, drewnianym podeście, podawałem jej „cukierki”, sprasowaną karmę nadziewaną ziarnami roślin. Przepadają za tym. W pewnym momencie trąciła mnie głową, a później dała całusa!…

— Jakie filmy powstaną z tej niezwykłej podróży po Kenii? Gdzie i kiedy będzie je można obejrzeć?

— Planuję pięć odcinków. O polskich śladach na równiku, Alanie Donovanie, safari, Nairobi i o działalności w Kenii Arka Kukałowicza. Montaż zamierzam rozpocząć w najbliższym czasie. Sądzę, że do końca kwietnia filmy będą gotowe, tak więc powinny pojawić się na antenie PLANETE+ w drugiej połowie roku.

— Proszę jeszcze powiedzieć, kto towarzyszył Panu podczas grudniowej wyprawy do Afryki?

— Tym razem było dwóch operatorów: Michał Malinowski i Tomasz Szymoniuk, a osobą odpowiedzialną za dźwięk i światło, podobnie jak w Indiach i Nepalu, był Staszek Opach. Dodam jeszcze, iż partnerem Leader Filmu w wyprawie do Kenii była niemiecka firma C&A on Line GMbH.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama