64-letni Edward Gorgol twierdzi, że uległ wypadkowi w pracy w 1983 roku. Ponieważ jednak nie zgłosił go oficjalnie, zdarzeniem nie zajęła się komisja powypadkowa. Obecnie mężczyzna ubiega się o rentę wypadkową.
— To było w marcu 1983 roku. Pracowałem wówczas w Zamechu — mówi Edward Gorgol. — Dźwignąłem i w kręgosłupie coś mi łupnęło. Spadłem z maszyny. Chyba straciłem przytomność, ale po chwili już mi przeszło — mówi. — Przechodził tamtędy jeden z robotników i pomógł mi wstać. Nikt nie wezwał pogotowia ratunkowego. A mistrz powiedział: "Idź do domu" — opowiada starszy mężczyzna.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!