Reklama

Z roku na rok coraz więcej drzwi zamkniętych przed księdzem

03/03/2012 17:40

Rozpoczyna się po Bożym Narodzeniu, w niektórych parafiach po Nowym Roku. Związana jest z błogosławieństwem rodziny i domostwa. Nazywana "kolędą", choć w oficjalnym języku kościelnym określa się ją wizytą duszpasterską.

Ma swoje umocowanie w prawie kanonicznym: "Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznawać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza w niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeśli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując" (kan. 529 §1).

W zależności od lokalnych zwyczajów kolęda ma różne formy. Zwyczajowo przygotowuje się stół z krzyżem i świecami, w niektórych regionach Polski także z wodą święconą i kropidłem. Dzieci są czasem odpytywane z katechizmu, mają sprawdzane zeszyty do religii i otrzymują pamiątkowe obrazki. W czasie kolędy może być również złożona dobrowolna ofiara, rzadziej praktykuje się poczęstunek. Kolędującemu księdzu mogą towarzyszyć ministranci.

Kolęda budzi w ostatnich latach sporo emocji, wiąże się to ze stylem "kolędników" (czas trwania wizyty, forma, kontakt z odwiedzanymi) oraz drażliwym punktem pt. "koperta", a konkretnie z jej zawartością. Jeszcze kilkanaście lat temu nieliczne były drzwi, które nie otwierały się przed kolędującym księdzem. Dzisiaj to się zmienia. 
W Elblągu sytuacja wygląda podobnie jak w całym kraju. Najnowsze dane są wprawdzie niepełne, ale i tak po części oddają "kolędową rzeczywistość". Ojcowie Franciszkanie od św. Pawła podali, że w ich parafii wizytę duszpasterską przyjęło trochę ponad 50 % parafian.

Według ks. Stanisława Błaszkowskiego, proboszcza Katedry św. Mikołaja w Elblągu, tegoroczna "kolęda" zaowocowała wizytami w 5400 mieszkaniach parafian, nie przyjęło księdza 900 rodzin. Cechą charakterystyczną są "zamknięte drzwi", czyli tzw. pustostany, tzn. mieszkania tych, którzy wyjechali za granicę, otrzymane w spadku po rodzicach, lub… niesprzedane. Tych jest ok. 1000. Dokładną statystykę, uwzględniającą każdą ulicę i mieszkanie, przedstawił natomiast ks. kan. Zbigniew Kulesz, proboszcz Parafii św. Trójcy, powstałej w 1989 roku i liczącej dziś 6100 osób (tyle osób zamieszkuje na terenie parafii, choć nie wszyscy poczuwają się do łączności z nią).

Jako proboszcz parafii ks. Kulesz zauważa zmiany "kolędowe". Dawniej księża składali wizytę w mieszkaniach 75 % parafian. Dziś zwiększa się ilość zamkniętych drzwi, bo lokatorzy wyjechali za granicę do pracy albo rodzice jadą do dzieci mieszkających w innych krajach. W związku ze starzeniem się społeczeństwa często też dzieci zabierają rodziców do siebie lub umieszczają w domach opieki. Tegoroczna "kolęda" w Parafii św. Trójcy, która trwała miesiąc czasu, odbyła się w ponad 66 % mieszkań i domów. Przeciętnie na jednego księdza przypadało każdego dnia ok. 25-30 "wejść", łącznie z tymi, którzy nie przyjmują. Rozpoczynała się o godz. 16 i trwała do 20 lub 21. Czas wizyty: od 5 do 30 minut. Gościnność też się zmniejsza: dawniej kolędnicy częściej byli podejmowani posiłkiem, dziś parafianie się zestarzeli i brakuje im sił, a młodsi nie przejmują tych tradycji.

Każda wizyta duszpasterska połączona jest z wydaniem informatora kolędowego, prezentującego nabożeństwa, wspólnoty parafialne, numery kontaktowe, dokonania i przedsięwzięcia duszpasterskie. Na przykład w informatorze z poprzedniej "kolędy" znalazła się informacja o planie wykonania i montażu witraży w kościele, ich kosztach i etapach realizacji. Odzew parafian był pozytywny i ofiary pozwoliły na realizację przedsięwzięcia. W tym roku, obok zapowiedzi ważnego wydarzenia, jakim będzie nawiedzenie Obrazu Matki Bożej w dniach 8-9 sierpnia, znalazła się też informacja o kolejnym celu kolędowej zbiórki, jakim był nowy element wyposażenia prezbiterium: tabernakulum.

— "Kolęda" jest potrzebna — mówi ks. Kulesz. — Daje wyjątkową okazję do spotkania się duszpasterza z parafianami. I chociaż są to spotkania o różnym nastawieniu (niektórzy tylko czekają, "aby odbył co trzeba i sobie poszedł", inni nie chcą "wypuścić z mieszkania"), przynoszą pozytywne owoce. Wizyta duszpasterska wpisuje się w normalny rytm życia parafialnego, daje możliwość kontaktu i wyjaśnienia wielu spraw. "Twardy elektorat", czyli obecni na niedzielnej mszy św., to ok. 1/6 wszystkich mieszkańców, z pozostałymi można się spotkać… tylko na kolędzie.
Andrzej Oletzki

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama