Reklama

Zabrał niepełnosprawnemu komórkę. Nikt nie pomógł



17/11/2010 18:39

Krzyczałem do ochrony o pomoc, że ktoś mnie okrada i co? Nic nie zrobili, bo stwierdzili, że to dzieje się za linią kas — mówi oburzony Daniel Pawłowicz. Przyjechał do brata do Elbląga. Wrażenia z poniedziałkowego wieczoru zabierze ze sobą do Norwegii.




Pan Daniel jest niepełnosprawny, jeździ na wózku inwalidzkim. W Centrum Handlowym Ogrody zgubił komórkę. Skontaktował się z nim "uczciwy" znalazca, który za oddanie telefonu zażądał... 500 złotych.



— Umówiliśmy się przy sklepie Carrefour, niedaleko kas — mówi zdenerwowany mężczyzna. — Telefon nie był wart 500 zł, więc zaproponowałem mężczyźnie tylko 100 zł znaleźnego. Na co usłyszałem, że mam spier... 

Mężczyzna zaczął krzyczeć do ochrony sklepu żeby mu pomogli, że ktoś go okrada.
— I co? Nic nie zrobili — opowiada. — Usłyszałem, że dzieje się to za linią kas.


W sprawę zamieszana jest kobieta, która, jak mówi Daniel Pawłowicz, umożliwiła ucieczkę mężczyźnie z telefonem.
 — Ten facet przyszedł na spotkanie o kulach, ale w tym zamieszaniu najnormalniej wziął je pod pachy i wyszedł ze sklepu — opowiada mężczyzna. — Kobieta narobiła krzyku i dlatego sprawca mógł uciec. Mówiła, że jesteśmy pod wpływem, co nie było prawdą. Chwilę potem, przy ochronie, zadzwoniła do "znalazcy" i namawiała go, by oddał mi ten telefon za 100 zł. Wyszliśmy nawet razem ze sklepu, po czym kobieta... po prostu uciekła.


Jak podkreśla pan Daniel cała sprawa rozegrała tak szybko, że nawet nie było czasu, by zadzwonić po policję. Jednak nie może się nadziwić, że w chronionym sklepie nie czuł się bezpiecznie. 
— Nawet jeden z ochroniarzy poprosił nas, żebyśmy takie sprawy załatwiali w innym miejscu — dodaje mężczyzna.



Jak się okazało obiekt Centrum Handlowe Ogrody ochraniają dwie firmy. Jedna z nich odpowiada za bezpieczeństwo pasażu handlowego i parkingów, a druga na terenie Carrefoura - do linii kas.
— O całej sytuacji zostałem poinformowany dzisiaj rano, jak przyjmowałem zmianę — mówi Dariusz Misterkiewicz, szef ochrony City Security odpowiedzialnej za część pasaży i parkingów. — Pracownicy ochrony pracują na określonych zasadach, to znaczy nie mają prawa zatrzymania osoby bez podstawy prawnej. 
Zdaniem szefa ochrony, pan Daniel w sytuacji, w jakiej się znalazł, powinien poprosić pracownika ochrony, żeby zadzwonił na policję.


— I szkoda, że ten pan tego nie zrobił — mówi Dariusz Misterkiewicz. — My nie mieliśmy prawa siłą zatrzymać tamtego mężczyzny.
Mniej rozmowny był szef ochrony z firmy Solid, która ochrania market. Potwierdził jedynie, że taka sytuacja miała miejsce w poniedziałek, ale nie było go wtedy na zmianie. 


— W takiej sytuacji pan albo pracownicy ochrony powinni wezwać policję — mówi młodszy aspirant Krzysztof Nowacki z zespołu prasowego elbląskiej policji. — Osoby te powinny wówczas poczekać do przyjazdu policji.


Jak informuje policja, osobom które przywłaszczają sobie czyjeś mienie, grozi maksymalnie 3 lata więzienia.
— Chwilę po zdarzeniu zadzwoniłem na policję — mówi Daniel Pawłowicz. — Usłyszałem, że mam do nich przyjechać i złożyć zeznanie. Wiem, że przy budynku komendy są schody, które dla osoby na wózku są barierą nie do pokonania. Więc zrezygnowałem z tego.


— W przypadku osób niepełnosprawnych, starszych lub innych osób mających problemy z chodzeniem, policja może do nich przyjechać i przesłuchać ich na przykład u nich w domu — wyjaśnia Krzysztof Nowacki.
Daniel Pawłowicz podkreśla, że nie chodzi mu już o komórkę, bo kupił drugą.
— nie mogę się jednak pogodzić z tym, że w rodzinnym kraju nie mogę czuć się bezpiecznie. Gdy ktoś na wózku wzywa pomocy, to traktuje się go jak psa — dodaje.

sw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama