Reklama

Adam Pierończyk: Jazz – moje życie

01/09/2012 12:47

Wystąpił wśród gwiazd Jazzbląg 2012. Europejskiej sławy saksofonista jazzowy, laureat licznych nagród i wyróżnień. Rocznik 1970. Urodził się, o czym mało kto wie, w Elblągu, ale tylko dlatego że w jego rodzinnym Braniewie nieczynny był oddział położniczy. O tym jak dotarł na szczyt muzycznych umiejętności i jaką przeszedł życiową drogę z Adamem Pierończykiem rozmawia Andrzej Oletzki.

- Gdzie jest Twój początek?
- Urodziłem się w Elblągu, ale mój pobyt w tym mieście trwał tylko kilka dni, a wynikało to z tego, że w braniewskim szpitalu nieczynny był oddział położniczy. Moje dzieciństwo i młodość, do 18 roku życia spędziłem w Braniewie, gdzie chodziłem do szkoły podstawowej i muzycznej. Później do liceum, które prawie ukończyłem, gdyż w grudniu 1988 roku wyjechaliśmy do Niemiec. Jako dziecko, mając osiem – dziewięć lat, uczyłem się gry na pianinie. Zbuntowałem się jednak i rzuciłem instrument. Stało się tak ze względu na konieczność nieustannych ćwiczeń z zegarkiem w ręku a już najgorszą rzeczą były spotkania rodzinne, na których zawsze padało hasło:”Adasiu, zagraj coś” Nie znosiłem tego! Po kilku latach wróciłem do muzyki ale już do saksofonu (mój ojciec grał na tym instrumencie, będąc pedagogiem i kierownikiem miejscowej szkoły muzycznej, zachęcał mnie do fortepianu natomiast „zbuntował się” gdy wybrałem jego instrument) i stało się to z mojej własnej woli. Szkołę podstawową wspominam nie najlepiej, bo nie budziła moich emocji natomiast naukę w liceum tak, ze względu na ciekawe lekcje i towarzystwo kolegów, z którymi utrzymuję kontakt do dziś, może sporadyczny ale serdeczny.

- Jak wyglądało Twoje spotkanie z jazzem?
- Małe miasto, jakim jest Braniewo, nie dawało w tamtych czasach zbyt wielu możliwości. Także w dziedzinie jazzu. Gdy zaczynałem interesować się tym gatunkiem muzyki, byłem od niej całkowicie odcięty. Nie znałem nikogo kto miałby nagrania i płyty. Nie mogłem dzielić się wiedzą czy korzystać z czyichś wiadomości. Szukałem więc wszędzie: książki w bibliotece miejskiej, płyty z księgarni, które wykupiłem wszystkie z nagraniami polskich artystów (Stańko, Namysłowski, Komeda, Ptaszyn – Wróblewski) oraz kilka płyt wykonawców zagranicznych. Całe moje zainteresowanie jazzem wynikało z pewnej przewrotności, bo ojciec stwierdził, że i tak to rzucę podobnie jak zrobiłem wcześniej z fortepianem, więc zaciąłem się uznając, że „ja wam jeszcze pokażę!” I stanowiło to znakomitą motywację. Pierwszym moim nauczyciel był Pan Zdzisław Ziółkowski, bardzo sympatyczny człowiek i dobry pedagog. To on przekazał mi wiele ważnych wiadomości, nie tylko muzycznych. „Graj na saksofonie, bo na gitarach grają wszyscy” – mówił. Było to dla mnie bardzo ważne i miało znaczący wpływ na życiowe losy. Od ojca otrzymałem instrument, saksofon tenorowy.

- Opisz Twoje przeżycia związane z wyjazdem do Niemiec.
- To jeszcze czasy komuny i byłem zły na rodziców bo wyjazd nie odbywał się w normalnych warunkach. Ojciec pracując w orkiestrze wojskowej spotykał się z szykanami, które wiązały się z jego pochodzeniem. Był ostatnim członkiem rodziny mieszkającym w Polsce. Pierwszy raz byłem w Niemczech mając 15 lat i była to bardzo pozytywna eksplozja emocjonalna. Jechaliśmy pociągiem do Frankfurtu nad Menem i gdy rano wysiadłem na peronie doznałem szoku kulturowego. Wszystko było kolorowe, pełno straganów ze słodyczami, egzotycznymi owocami. Różne rasy ludzi, których nie widziałem w moim Braniewie. Na dworcu zobaczyłem wysokiego czarnoskórego mężczyznę, który mając na ramionach duży radiomagnetofon tańczył break dance, muzykę którą wtedy interesowałem się. Nawiasem mówiąc dwa tygodnie temu grałem we Frankfurcie i było to dla mnie symboliczne wspomnienie: te perony i pierwsze spotkanie z wolnością. Pozostało to we mnie na zawsze. Chociaż sprzeciwiałem się decyzji rodziców o wyjeździe na stałe. Powiedziałem wtedy, że wrócę do Polski ze swoim zespołem i stało się to dokładnie pięć lat później! Te pierwsze lata w Niemczech wypełnione były ćwiczeniami z zacięciem ale wielką chęcią. Uczestniczyłem też w warsztatach muzycznych prowadzony przez mojego nauczyciela, który był muzykiem jazzowym. Mieszkaliśmy w Zagłębiu Saary przy francuskiej granicy.

- Kiedy zdecydowałeś, że jazz ma być Twoim życiem?
- Po przyjeździe do Niemiec rozpocząłem intensywną naukę języka przez osiem godzin dziennie. Przyniosło to dobre rezultaty i chociaż kurs miał trwać 12 miesięcy już po 8 stwierdziłem, że radzę sobie dobrze. Postanowiłem zdobyć maturę, której nie dane mi było zdać w Polsce, co było głównym powodem mojego niezadowolenia z wyjazdu. Dzięki życzliwości dyrektora szkoły, którą wybrałem, po 2 latach zdałem maturę i rozpocząłem studia muzyczne. Już w ich trakcie stawiałem pierwsze kroki jako muzyk profesjonalny. Mając 26 lat utrzymywałem się już z grania. Obok grania zacząłem, zresztą już w Braniewie, „składać” pierwsze nuty, czyli drobne kompozycje. Szukałem osobistego wyrazu i chciałem grać swoje rzeczy. Pierwsze inspiracje to twórczość Branforda Marsalisa, który grał wtedy ze Stingiem. Była to muzyka popowa docierająca na cały świat, która otworzyła mi niejako oczy. Później cała gama muzyków „z pierwszej półki” ale także tych lokalnych, których poznawałem koncertując w różnych krajach. Były to: Rumunia, Bułgaria (z bardzo ciekawą muzyką ludową), Kazachstan, Kirgizja, Maroko (z intersującą kulturą) czy Brazylia. Mam szczęście grać w ciekawych miejscach, z których czerpię inspiracje. Dotychczas nagrałem 10 płyt autorskich a tych z mim udziałem ukazało się około 45.

- W Elblągu przedstawiłeś najnowszą swoją płytę…
- Tak, muzyka Krzysztofa Komedy jest pierwszą moją płytą, na której gram czyjeś kompozycje. Idea miała swój początek w Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie tamtejsze środowisko zachęciło mnie, abym napisał muzykę do wierszy Tadeusza Gajcego, które recytował Borys Szyc. Młodzi, energiczni i otwarci ludzie z Muzeum rzucili pomysł Komedy, na który chętnie przystałem. Zależało mi, aby ta klasyka zabrzmiała współcześnie i trochę po mojemu. Nagrałem Komedę bez fortepianu. Środowisko przyjęło to z uznaniem czego dowodem było pięć ubiegłorocznych nominacji do Fryderyków a dwa przyznane: za Jazzowy Album Roku i Muzyka Jazzowego.

- Wizyta w Elblągu stanowiła w jakimś sensie powrót do krainy dzieciństwa i spotkania z ludźmi Twojej młodości? Patrząc na Ciebie dostrzegam młodzieńczą naturalność, która nie zmienia się mimo upływu czasu…
- Wprawdzie urodziłem się w Elblągu ale moją krainą dzieciństwa było Braniewo, gdzie się wszystko zaczęło. Każdy pobyt w tych okolicach to okazja do spotkań ze znajomymi i przyjaciółmi, miła rzecz. Obecnie pomieszkuję w Krakowie, gdzie wróciłem w 1996 roku, ale znaczną część mojego życia wypełniają wyjazdy koncertowe. Na scenie i w życiu staram się być autentyczny, wyrażać swoje uczucia i emocje.

- Jak spoglądasz w przyszłość?
- Optymistycznie. Obok koncertów zajmuję się m.in. kierownictwem artystycznym Sopot Jazz Festivalu, który zaplanowany jest na 4 – 6 października 2012 roku. Pozwala mi to na uzyskanie pewnej odskoczni od muzyki. Dwa miesiące temu była premiera spektaklu „Stalker” w reżyserii Kuby Roszkowskiego w Teatrze Wybrzeże, do którego napisałem muzykę, co było odświeżającym doświadczeniem i mam nadzieję, że w miarę upływu czasu będzie tego więcej. Lubię tworzyć w samotności a dzisiejszy stan techniki daje nieograniczone możliwości.

- Jazz jest twoim życiem?
- Tak, muzyka wypełnia zdecydowaną część mojego życia. Praca nad nowym materiałem i koncerty. Gdy jestem na scenie koncentruję się na graniu ale odbiór i emocje słuchaczy są oczywiście odczuwalne. Nie ma reguły na odbiór tego co robię w zależności od miejsca występu. Jazz nie jest łatwą muzyką i bardzo dobrze, bo tej łatwej mamy dziś w nadmiarze i to najczęściej nie najwyższego lotu. W Elblągu zagraliśmy w składzie: Gary Thomas (wybitny muzyk i długoletni przyjaciel z Baltimore) - saksofon, Max Mucha (kontrabas), Rafał Sarneckiego (gitara) i Łukasz Żyta (perkusja, instrumenty perkusyjne). Był to mój drugi koncert w tym mieście, poprzednio zgrałem – także w Galerii El – pięć lat temu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama