Reklama

Chińczycy w Elblągu

20/02/2015 11:28

Pod koniec XIX wieku elbląska stocznia F. Schichau, jako pierwszy ośrodek budownictwa okrętowego w ówczesnych Niemczech, zapoczątkowała budowę okrętów wojennych na eksport. Z tego powodu zaczęło pojawiać się w Elblągu wielu obcokrajowców.

Wprawdzie pierwszym kontrahentem była rosyjska-carska marynarka wojenna, ale byli też inni odbiorcy - nawet z Azji i Ameryki Południowej. Zapewniło to stoczni, a po części i pozostałym zakładom, stały dopływ zleceń uniezależnionych od koniunktury gospodarczej. Wyprodukowano w sumie 380 torpedowców, które zasiliły marynarkę włoską, duńską, norweską, szwedzką, turecką, austro-węgierską, rosyjską, japońską, brazylijską, argentyńską i chińską.

Starszy pan
z kozią bródką

Wśród przybywających do Elbląga inżynierów, oficerów marynarki wojennej i zwykłych marynarzy i robotników pojawili się na przełomie XIX i XX w. również wysocy przedstawiciele dalekich Chin. W czerwcu 1897 r. przybyła do Elbląga licząca 10 osób delegacja chińska. Wśród nich znajdowali się prominentni ministrowie jak Hsü-Ching-Cheng, Yang-Ching-Yuan, syn wicekróla prowincji chińskiej Tschili Li-Hung-Tschang, Lü-Buah, Chai-Lung-Ho, Lin, Wang i inni. Niektórzy z nich przebywali dosyć długo w Elblągu oczekując na zwodowanie torpedowców.
Jak wspomina świadek z tamtych czasów „najważniejszym z nich był Lü-Buah, mizernej postury starszy pan, ze skąpymi siwymi włosami, szarą kozią bródką, cudownie błyszczącym długim warkoczem i dobrymi, ciemnymi oczami. Na łysinie miał piękną aksamitną czapkę ozdobioną kryształową gałką. Czy była to odznaka mandaryna ? Nie wiadomo. [piano] Pozostali współtowarzysze odnosili się do niego z dużą atencją. Ubrania mieli z ciężkiego czarno-niebieskiego jedwabiu. Swoje filcowe buty nosili tylko przy dobrej pogodzie. Podczas deszczu zakładali zachodnie, sznurowane obuwie. Szef delegacji chińskiej Lü-Buah mieszkał w hotelu „Rauch” przy ulicy Garbary, gdzie zaprzyjaźnił się z dziećmi właściciela hotelu. Od nich uczył się pierwszych słów po niemiecku. Ciężko mu szło, ale bardzo się starał. Pewnego ranka wywołał ogólną wesołość pracowników stoczni. Była mgła więc powiedział: Heute Nabel (dzisiaj przepuklina…) - bowiem mgła po niemiecku to „Nebel”.
Co ciekawe, Chińczycy brali udział w mszach odprawianych w ewangelickim kościele NMP przez pastora Ludwika Bury’ego. Fama głosiła, że zamiłowanie Lü-Buah do wiary chrześcijańskiej okazało się dlań zgubne. Kilka lat po powrocie do Chin cesarzowa Tzu Hsi przysłała mu „jedwabny sznur”, a wiadomo co to znaczyło.
Inny członek delegacji chińskiej inżynier Chai-Lung-Ho był lekarzem. Chętnie nawiązywał kontakty z niemieckimi rodzinami w Elblągu, gdyż dobrze władał angielskim. Zaprzyjaźnił się z nadsekretarzem poczty Beyer’em, którego córka nauczała angielskiego. Inny członek delegacji ożenił się z córką majstra ze stoczni i otworzył później w Królewcu znaną chińsko-japońską firmę towarową. Gdy wreszcie torpedowce zostały zwodowane, Chińczycy opuścili razem z nimi Elbląg, ale zostawili po sobie na długo dobre wspomnienia”.
Kilka słów objaśnienia. Chińczyk Lü-Buah poniósł śmierć w tzw. Powstaniu Bokserów w Chinach (1899-1891), zbrojnym wystąpieniu ludowym przeciwko cudzoziemcom, kulturze zachodniej i chrześcijanom. Cesarzowa Tzu Hsi (1835-1908) z dynastii Qing początkowo popierała powstańców, a następnie stanęła przeciwko nim. Duży udział w koalicji wojsk interwencyjnych walczących przeciwko „Bokserom” miał kontyngent niemiecki gen. Alfreda von Waldersee.

Kładą na nim
areszt

W ramach bilateralnych kontraktów do Chin jeździli również fachowcy ze stoczni F. Schichau. Jednym z nich był inż. Juliusz Kolkmann, który mieszkał w „Czerwonym Domku”, willi przy ul. 12 Lutego przeniesionej kilka lat temu na Wyspę Spichrzów. W ubiegłym roku odwiedził rodzinny Elbląg Lutz Horn, wnuk inż. J. Kolkmanna. Niżej podpisanemu opowiedział następującą historię:
„Stocznia F. Schichau budowała również wysokowydajne barki – bagrownice ssące. Służyły one do pogłębiania torów wodnych, dojść do portów itd. Było to zdaje się w roku 1937 lub 1938. Wówczas taką bagrownicę wyekspediowano do Chin, gdzie miała być wykorzystana do udrożnienia dla statków dolnego biegu wielkiej rzeki Jangcy-Jang. Ale już na miejscu okazało się że elbląska bagrownica nie działa. Zdesperowani Chińczycy nawiązali szybko kontakt z działem konstrukcyjnym stoczni F. Schichau w Elblągu. Stąd niezwłocznie do Chin udał się dyrektor ds. konstrukcyjnych inż. Juliusz Kolkmann. Miał rozpoznać awarię i zaspokoić żądania klienta. Ruszył w długą, trwającą dwa tygodnie podróż słynną Koleją Transsyberyjską. Na miejscu dokonał szczegółowej autopsji bagrownicy, bowiem Chińczycy oznajmili mu, że „kładą na nim areszt” do czasu, gdy awaria nie będzie usunięta. Działający pod taką presją inż. Kolkmann wnet ustalił, że przyczyną awarii jest… spiżowa lufa armatnia, która spoczywała na dnie rzeki Jangcy-Jang i została wessana do rury ssącej, zatykając ją całkowicie! Można sobie więc wyobrazić, jaki „ciąg ssący” miała elbląska bagrownica. Inż. Kolkmann odetchnął z ulgą, a następnie fachowo i bez problemu doradził Chińczykom, jak tę lufę armatnią wyciągnąć z rury ssącej. Po trzech tygodniach mógł udać się w podróż powrotną, znowu Koleją Transsyberyjską i ponownie mając przed sobą dwa tygodnie podróży do Elbląga”.
Podczas walk o Elbląg inż. Kolkmann w dniu 9.2.1945 r. został śmiertelnie trafiony odłamkami granatu w głowę i nogę. Dopiero na początku kwietnia 1945 r., gdy mrozy odpuściły został pochowany w tylnej części przydomowego ogródka. Wiele lat po wojnie w tym miejscu urządzono mały plac zabaw dla dzieci, a przydomowy ogród zniknął całkowicie.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama