Reklama

Czy Bursztynowa Komnata ukryta jest w Słobitach?

23/06/2017 12:32

Zagadka zaginięcia Bursztynowej Komnaty ciągle wraca na łamy środków masowego przekazu.

Tak jest również dzisiaj, gdy ponownie wraca temat poszukiwań Bursztynowej Komnaty w podziemiach pasłęckiego zamku. Tak było również w listopadzie 2003 r., gdy w programie TVN „Nie do wiary” zamieszczono relację z ruin pałacu w podpasłeckich Słobitach z sugestią, że w jego zasypanych piwnicach może być zmagazynowana słynna Bursztynowa Komnata.

W podobnym stylu został swego czasu zredagowany artykuł „Testament Ericha Kocha” Cezarego Gmyza bazujący na materiałach ściągniętych bezkrytycznie z biografii Kocha wydanej przez niemieckiego historyka Ralfa Meindela, zamieszkałego obecnie w Olsztynie. W rzeczy samej ten niby testament ostatniego gauleitera i nadprezydenta Prus Wschodnich był tylko i wyłącznie jego listem pożegnalnym napisanym do najbliższej rodziny w obliczu czekającej go ciężkiej operacji, którą notabene przeżył. Jak wiadomo ten nazistowski zbrodniarz zmarł w 1986 r. w Zakładzie Karnym w Barczewie.

Jak wyglądały więc w rzeczywistości „słobickie ślady Bursztynowej Komnaty”? Otóż powszechnie jest wiadomym iż zamek, lub pałac w Słobitach zaliczany był wkrótce po rozbudowie na początku XVIII wieku do tzw. „zamków królewskich”. Nazwa ta miała związek z niespotykanym wówczas rozmachem, w jakim go wybudowano, z przepychem wnętrz i wyposażenia oraz faktem, że tutaj od 1701 r. zatrzymywali się podczas podróży do Królewca wszyscy królowie Prus. Mieszkał w nim car Rosji Paweł I, marszałek Jean Baptiste Bernadotte i wiele innych osobistości. Ostatnim właścicielem pałacu i dóbr ziemskich w Słobitach był Alexander Fürst zu Dohna-Schlobitten (1899-1997), autor niezwykle ciekawych wspomnień zatytułowanych „Erinnerungen eines alten Ostpreußen”. Już sześć wydań tej książki ukazało się w Niemczech i jedno we Francji, niestety żadne w Polsce, mimo dużych wysiłków niżej podpisanego. A takie życzenie wyraził w epilogu autor, który po 1970 r. był kilkanaście razy w Słobitach i darzył Polskę oraz Polaków dużą sympatią.

I właśnie z tej książki dowiadujemy się nieco o „słobickim śladzie Bursztynowej Komnaty”. Czytamy w niej, że w połowie stycznia 1945 r., gdy było już słychać kanonadę zbliżającego się frontu, do podpasłeckich Słobit przybył spowinowacony z rodziną Dohnów Ernst Otto hr. von Solms-Laubach (1890-1970), oficer ds. sztuki (Kunstoffzier) na froncie wschodnim.

Hrabia von Solms-Laubach przybył ze swoim współpracownikiem dr Hansem R. Weihrauchem, który w 1943 r. brał udział w demontażu Bursztynowej Komnaty w Carskim Siole. Przybyli do Słobit z zadaniem ratowania cennego wyposażenia pałacu słobickiego, ale dysponowali tylko jednym samochodem. Rozmawiali także o ewentualnym zdeponowaniu tutaj Bursztynowej Komnaty, która w tym czasie była już na zamku w Królewcu. Takie rozpoznanie zrobił nieco wcześniej dyrektor muzeum „Prussia” w Królewcu dr Alfred Rhode, który sondował Dohnę w sprawie możliwości zmagazynowania Bursztynowej Komnaty w podziemiach słobickiego pałacu.

Książę Aleksander zu Dohna odmówił, tłumacząc się brakiem odpowiednich możliwości, mając jednak przede wszystkim świadomość, że byłoby to miejsce tymczasowe, gdyż Prusy Wschodnie będą utracone. Zresztą demontaż i wywóz zbiorów z cennego wyposażenia pałacu słobickiego rozpoczął już w czasie rocznego urlopu po powrocie spod Stalingradu w styczniu 1943 r.

Takie stanowisko zawarł jeszcze raz w liście z 27 września 1994 r. skierowanym do regionalisty i właściciela prywatnego muzeum w Młynarach - Tadeusza Balickiego (zm. 2003). Omówił w nim propozycję zarządu miasta Królewca i tamtejszego dyrektora prowincjonalnego muzeum „Prussia” dr A. Rhode, w sprawie ewentualnego przechowania Bursztynowej Komnaty w piwnicach słobickiego pałacu.

Dr A. Rhode pozostał z żoną do końca w oblężonym Królewcu, a po jego zdobyciu przez Armię Czerwoną ciężko zachorował i zmarł tam w grudniu 1945 r. Nie ulega żadnej wątpliwości, że zarówno on jak i Erich Koch byli osobami, które miały doskonałą wiedzę na temat ostatnich chwili Bursztynowej Komnaty. Z nią wiąże się także zagadka niewykonania wyroku śmierci na Kochu, tłumaczona między innymi tym, że znał on tajemnicę jej przechowywania.

Niektórzy znawcy jego biografii twierdzą natomiast, że miał on problemy z poruszaniem się, a w myśl polskiego prawa skazany na śmierć musiał wejść o własnych siłach na szafot. Pewnym jest jednak że gauleiter Koch część ze swoich zrabowanych cennych zbiorów obrazów, mebli i in. przechowywał w pałacu w Wysokiej koło Rychlik, który wkrótce po 1933 r. został włączony do tzw. Fundacji E. Kocha (Erich Koch-Stiftung). W majątku tym zanotowano kilka wizyt żony gauleitera. Ale pałac w Wysokiej został wysadzony przed 20 stycznia 1945 r. przez wycofujące się oddziały Wehrmachtu, jakoby w celu „zatarcia śladów”.

Czy była tam przechowywana Bursztynowa Komnata? Trudno powiedzieć. Dzisiaj jest tutaj znaczna kupa gruzów, pod którą, według miejscowych, znajdują się dobrze zachowane piwnice z kolebkowymi sklepieniami. Ale nie ma śmiałków by je zbadać, gdyż jest obawa, że mogą być zaminowane…
Lech Słodownik

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama