Reklama

Dorota Kidawa: Podglądanie zwierząt to moja fascynacja

07/01/2011 12:09

O podglądaniu ptaków, o tym jak nie dać przestraszyć się niedźwiedziom i sprawdzić zawartość trzystu lisich żołądków rozmawiamy z elblążanką Dorotą Kidawą, doktorantką Uniwersytetu Gdańskiego na Katedrze Ekologii i Zoologii Kręgowców, która trzykrotnie odwiedziła Spicsebergen.




— Trzykrotnie byłaś już na Spicsebergenie, gdzie zespół naukowców z Gdańska prowadzi badania alczyka, czyli ptaka, który wyjątkowo upodobał sobie arktyczny klimat.



— Gdy po raz pierwszy, trzy lata temu, wyruszyłam za koło podbiegunowe, wylądowałam na Wyspie Niedźwiedziej. Spędziłam tam sześć tygodni w namiocie z dwójką osób. Dwa kolejne sezony badawcze spędziłam już na samym Spicsebergenie, w Polskiej Stacji Polarnej w Hornsundzie.



— Jesteś młodym naukowcem, a już udało ci się wziąć udział w tak poważnych badaniach. Jak do tego doszło?



— Po napisaniu pracy magisterskiej na rok trafiłam do Biebrzańskiego Parku Narodowego, gdzie prowadzone są badania nornic i łasic. Potem do Gdańska, na Katedrę Ekologii i Zoologii Kręgowców Uniwersytetu Gdańskiego. Po miesiącu zaproponowano mi uczestnictwo w polsko-norweskim projekcie Alkekonge, badającym reakcję ekosystemu morskiego i lądowego na zmiany klimatyczne w Arktyce. Konkretnie miałam zająć się ekologią alczyka na Spitsbergenie.



[media=z2]33365[/media]





— To tak trafiłaś na Wyspę Niedźwiedzią na Arktyce?

— Tak. Pojechałam tam z dwójką doktorantów.Przez sześć tygodni mieszkaliśmy pod namiotem. Mieliśmy tam małą kuchenkę gazową, materace do spania i oczywiście zaplecze laboratoryjne. Wszystkie te rzeczy musieliśmy przywieźć ze sobą na statku z Polski.



— I chyba mimo wszystko nie najlepsze miejsce do „biwakowania”?



— Wilgotno i zimno, nieco powyżej 0 stopni Celsjusza. W sierpniu jednego dnia spadł śnieg. Dwójka doktorantów, z którymi pojechałam prowadziła inne badania w północnej części wyspy. Dla mnie, badanie alczyka oznaczało samotną wędrówkę 13 kilometrów w głąb wyspy, gdzie na zboczu góry znajdowała się wielka kolonia tych ptaków.



Nie bałaś się, w końcu to wyspa niedźwiedzi?



— Na Wyspie Niedźwiedziej, akurat niedźwiedzi już nie ma. Choć może się zdarzyć, że któryś przydryfuje z północy na krze. Na wszelki wypadek musiałam mieć ze sobą broń.




— Tak bezpiecznie już chyba nie było na Spitsebergenie?



— Rzeczywiście, w północnej części Svalbardu, czyli na Spitsbergenie, niedźwiedź jest już realnym zagrożeniem. Nie polecam samotnych wędrówek. Rakietnicę, broń oraz radiotelefon należy mieć zawsze przy sobie. Spotkania z niedźwiedziem, zwłaszcza na trasie ich wędrówek zdarzają się często.

— Opublikowana zostanie twoja praca magisterska, to chyba duża nobilitacja dla tak młodego naukowca, jak ty?



— Oczywiście. Praca ukaże się w czasopiśmie Acta Theriologica, pismo znane teriologom, czyli osobom badającym ssaki.

— To praca niecodzienna i ciekawa, ze względu na temat. Zajęłaś się lisem, a dokładniej składem pokarmu lisa w północno – wschodniej Polsce.



— Rzeczywiście, to była dosyć trudna praca. Zajrzałam do około 300 lisich żołądków, odstrzelonych w ramach programu ochrony głuszca i cietrzewia. Na podstawie niestrawionych resztek ofiar, rozpoznawałam konkretne gatunki. Były to gryzonie, które oznacza się po uzębieniu, większe ssaki, czy drapieżne można rozpoznać na podstawie włosów znalezionych w treści żołądka. W ten sposób badałam różnice w składzie pokarmu w zależności od płci, wieku, miesiąca bądź obszaru występowania lisa.

Natasza Jatczyńska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama