Od kilku miesięcy turyści i operatorzy dronów nad polskim morzem notują niepokojące incydenty: ich urządzenia nagle tracą łączność, odlatują bez kontroli lub spadają. Okazuje się, że część tych zakłóceń GPS może mieć związek z rosyjską bazą wojskową w obwodzie królewieckim.
Polscy i międzynarodowi eksperci, m.in. z Uniwersytetu Morskiego w Gdyni, zidentyfikowali dwa główne źródła zakłóceń – lokalizowane w rejonie Kaliningradu i Bałtijska. To tutaj działają tajne obiekty walki elektronicznej, część sieci „Toboł”, które są zdolne do zakłócania sygnałów GPS, GLONASS i Galileo.
Zakłócenia te przybrały formę jammingu (zakłócania) i spoofingu (fałszowania sygnału), co utrudnia prowadzenie statków, samolotów, a także dronów i nawigacji cywilnej .
Operatorzy dronów z Trójmiasta i Półwyspu Helskiego alarmują o nagłych odlotach urządzeń nad Juratą, Kuźnicą, Helem i Władysławowem, nawet z prędkością 120 km/h, bez reakcji na polecenia.
Ministerstwo Obrony potwierdziło, że zakłócenia GPS nad Bałtykiem mogą być powiązane z działaniami Rosji, a incydenty dotyczą nie tylko dronów, ale także lotów komercyjnych i morskich . W odpowiedzi NATO zwiększyło obecność w regionie, a Polska i inne kraje bałtyckie wniosły skargę do ONZ.
Dla turystów i fotografów używających dronów nad Bałtykiem zakłócenia GPS to realne zagrożenie – niekontrolowane odloty, uszkodzenia sprzętu i utrata kontroli. Przyczyną mogą być działania prowadzonych z obwodu królewieckiego instalacji elektronicznych, świadczące o celowej wojnie hybrydowej, w której Rosja stara się zakłócić systemy nawigacyjne NATO oraz cywilne.
red.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze