Reklama

Elbląskie siatkarki czwarte w Polsce

30/05/2011 15:29




Przez pięć dni w Tomaszowie Lubelskim osiem najlepszych siatkarskich drużyn w kraju rywalizowało o medale mistrzostw Polski kadetek. Zawodniczki MKS Truso Elbląg po dobrej grze zajęły wysokie czwarte miejsce, a mimo tego w elbląskich szeregach pozostaje niedosyt.
 O mistrzowskich zmaganiach rozmawiamy z trenerem Kazimierzem Stankiewiczem, który elbląski zespół prowadził w duecie z Aleksandrą Pietrulewicz.



Już awans do ósemki najlepszych drużyn w kraju był sporym sukcesem?


- Półfinałowy turniej w Świdnicy pokazał, że stać nas na wiele. Pokonaliśmy wówczas bardziej znane i okrzepnięte w bojach zespoły MKS Świdnica oraz Gwardię Wrocław i Budowlanych Toruń. Wywalczyliśmy pierwszą lokatę i sam awans do turnieju finałowego można było uznać za sporą niespodziankę. Był to historyczny sukces naszego klubu w tej kategorii wiekowej.


Przyszły finały i w grupie mając Tomasovię Tomaszów Lubelski, Pałac Młodzieży Bydgoszcz, a także Energę Gedanię Gdańsk, pierwszą fazę turnieju przeszliście bez porażki.


- Jak to bywa w turniejach, zawsze dużo zależy od pierwszego pojedynku. A my od razu spotkaliśmy się z gospodyniami turnieju. Wygraliśmy 3:2, choć wygrana nie przyszła łatwo. Po pierwszych dwóch setach prowadziliśmy 2:0, a mimo tego Tomasovia nie dawała za wygraną i zdołała doprowadzić do stanu 2:2. O wszystkim musiał zatem zadecydować tie-break. Nasze rywalki prowadziły w nim już 9:6, ale końcówka należała jednak do nas i całego seta wygraliśmy 15:11. W drugim spotkaniu pokonaliśmy Pałac Młodzieży 3:1. Na początku straciliśmy seta, ale później wszystko przebiegało po naszej myśli i nie pozostawiliśmy złudzeń, kto był w tym meczu lepszy. W ostatnim spotkaniu grupowym pokonaliśmy późniejszego mistrza Polski Energę Gedanię Gdańsk, co pozwoliło nam z pierwszego miejsca awansować do strefy medalowej.


Drużyna była blisko medalu, ale tej szansy nie wykorzystała?



- Meczu o wejście do ścisłego finału lepiej nie można było sobie wymarzyć. Trafiliśmy na MKS Świdnica, zespół dobrze nam znany, który wcześniej pokonaliśmy na ich terenie. Byliśmy zdecydowanym faworytem, a wielu trenerów jak i działaczy upatrywało w nas finalistę. Niestety sport pokazał, że jest nieobliczalny. Przegraliśmy 0:3 (- 25, -23, - 22). Wyniki poszczególnych setów pokazują jednak, że zacięta walka toczyła się o każdy punkt. Kto wie jakim rezultatem zakończyłby się ten mecz, gdybyśmy wygrali pierwszego seta, w którym prowadziliśmy 24:22. Nie lubię narzekać na sędziów, ale tym razem nie mieli swojego najlepszego dnia, popełnili kilka pomyłek, w których zabrali nam cztery punkty. Już po tym spotkaniu pozostał pewien niedosyt, a wygrana świdniczanek była dużą niespodzianką. W meczu o brązowy medal z Legionovią Legionovo zeszliśmy z boiska pokonani ulegając 2:3. Prowadziliśmy już 2:0, a w trzecim secie byliśmy blisko wygrania i postawienia kropki nad "i". Niestety, kiedy widmo porażki zajrzało w oczy naszemu przeciwnikowi, rywalki jeszcze bardziej podkręciły tempo, sprężyły się i wygrywając pozostałe trzy sety sprzątnęły nam medal sprzed nosa.


Co teraz dalej z tą drużyną?



- Połowa zespołu pozostaje na przyszły sezon i wcale nie ukrywam, że znów będziemy chcieli znaleźć się w gronie najlepszych drużyn w kraju.

Rozmawiał Jerzy Kuczyński

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama