Reklama

Europoseł Krzysztof Lisek: Kto w telewizji siedzi, 
ten mało pracuje

09/08/2012 13:21

Musimy się otwierać na naszych sąsiadów, pokazywać im i Polskę, i Unię Europejską — tak europoseł Krzysztof Lisek komentuje wejście w życie umowy o małym ruchu granicznym z Rosją.

— Pierwszy Polak przekroczył granicę z obwodem kaliningradzkim na podstawie zezwolenia o małym ruchu granicznym. Pan zabiegał w Brukseli, żeby ta umowa ujrzała światło dzienne.
— I cieszę, że się udało, że mogłem do tego malutką cegiełkę dołożyć. Rzeczywiście, byłem autorem opinii komisji spraw zagranicznych PE w tej sprawie. Choć nie poszło wszystko tak łatwo. Mieliśmy sceptyków i przeciwników tej umowy, m.in. z Litwy.

— Ponoć wśród nich był sam były prezydent Litwy Vytautas Lansbergis?
— Tak, ale myślę, że to, co teraz się stanie, a więc swobodne przekraczanie granicy przez Polaków i Rosjan z obwodu kaliningradzkiego pokaże, że te obawy były zupełnie nieuzasadnione. Prezydent Lansbergis twierdził, że to spowoduje wzrost przestępczości, przemytu. Ja uważam, że nic takiego się nie stanie. Myślę, że ta umowa to będzie bardzo dobry dowód na to, że możemy i powinniśmy jako UE i Polska kontynuować proces otwierania się na innych naszych sąsiadów, choćby Białoruś. To jest jeden ze sposobów, żeby pokazywać UE obywatelom tych państw. Im więcej Białorusinów będzie przyjeżdżać do Polski, tym większa będzie ochota na to, żeby zmienić, zreformować system polityczny na Białorusi.

— Kilka powiatów z Warmii i Mazur znalazło się poza strefą umowy. Jest szansa, że mieszkańcy Iławy czy Ełku też pojadą do sąsiadów bez wizy?
— Myślę, że tak, ale pod warunkiem, że nie będzie jakiś negatywnych zjawisk lub będzie ich bardzo mało w związku z tą umową. Jeśli tak, to będzie szansa, żeby za 2-3 lata powiedzieć: proszę, nic złego się nie dzieje, rozszerzmy tę strefę o inne powiaty. A może się zdarzyć, że za kilka lat wizy w ogóle zostaną zniesione.

— Dla wielu Bruksela, gdzie m.in. obradują europosłowie, jawi się jako coś bardzo odległego, nie ma więc co się przejmować tym, co tam ktoś wymyśli.

— Przejmować się już powinniśmy, bo dwie trzecie polskiego prawa stanowione jest już w Brukseli. I to jest nawet nie moja opinia, ale profesorów prawa konstytucyjnego. Weźmy choćby ceny opłat za roaming. To dzięki PE spadły w całej Unii o dwie trzecie. Paradoksalnie, ci europosłowie, których tak często widzimy w polskiej telewizji na konferencjach w Warszawie, to są ci, którzy, niestety, najmniej pracują w PE.

— Mówi się, że brukselskie młyny mielą powoli.

— To prawda. Jest spora różnica w funkcjonowaniu PE i parlamentów narodowych. To, że brukselskie młyny mielą powoli, oznacza tylko dłuższą refleksję, poszukiwanie kompromisu. PE to nie jest miejsce, w który posłowie chwytają się za marynarki.

Rozmawiał Andrzej Mielnicki

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama