To wtedy – od tego momentu, gdy po raz pierwszy stanąłem przed tarczą, z trzema lotkami w ręku i przypadkowo trafiłem jedną z nich w sam środek (w tzw. bulla) – stałem się zakładnikiem gry w lotki, znanej na świecie pod nazwą, dart.
To także wtedy doświadczyłem nagłego wzrostu adrenaliny, towarzyszącej również wytrawnym darterom (tak opowiadają przy kuflu piwa). Wpadłem w euforię. W głowie zrodziła się myśl, że równie szybko mogę zostać perfekcjonistą w tej dziedzinie.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!