Reklama

Jednym ze sposobów walki z chorobą jest uprawianie sportu

17/05/2013 10:34

Nawet, jak jestem chora nie przerywam treningu. Biegnę do Bażantarni i tam zostawiam chorobę — mówi Bożena Znarowska. Od czasu, kiedy na nowo zaczęła uprawiać sport, zmniejszyły się jej problemy ze zdrowiem. A wyniki badań znacznie się poprawiły.

— Codziennie pokonuje dystans 15-20 km — mówi nasza rozmówczyni. — Jeśli przygotowuję się do maratonu, staram się biegać więcej – nawet 30 km dziennie.

Pani Bożena choruje na niedoczynność tarczycy, a mimo to nie rezygnuje ze swojej pasji.

— Mam zezwolenie od lekarza na bieganie, mam zezwolenie nawet na udział w maratonie — wyjaśnia kobieta. — Choroba nie przeszkadza mi w realizowaniu siebie, w realizowani mojej pasji. Owszem organizm jest momentami słaby, ale staram się z tym walczyć. Treningi pozwalają mi poczuć się zdrową. Atmosfera w Bażantarni, spotkania z ludźmi, zawody – wszystko, to daje mi siłę i napędza mnie do dalszego działania.

Nasza rozmówczyni już jako nastolatka osiągała wysokie wyniki w sporcie. Brała udział w wielu zawodach i maratonach, wielokrotnie też stawała na podium. Jak przyznaje, jedną ze ścian w jej domu zdobi ponad 100. medali.
— Biegałam już w szkole średniej — mówi pani Bożena. — Odkąd pamiętam sport był w moim życiu bardzo ważny. Nawet kiedy jestem zmęczona albo chora, rzadko rezygnuje z treningu. Zdarza się, że znajomi i rodzina mówią: „poleż, odpocznij”, ale ja odpowiadam wtedy, że odpoczywam podczas biegu.

— Biegałam w maratonie w Rzymie — mówi Bożena Znarowska. — Pamiętam, że na dzień przed zawodami byłam bardzo zmęczona i słaba. Bałam się, że nie wystartuje, że nie dam rady przebiec całej trasy.
Mimo wielu obaw pani Bożena zdecydowała się jednak wziąć udział w biegu.

— Na 35 km, zabrakło mi sił. Musiała, stanąć — wspomina biegaczka. — I wtedy podbiegła do mnie dziewczyna, jedna z uczestniczek i podała mi wodę. Zaproponowała też odżywki. Przekonałam się, że pomoc zawodników, niezależnie od narodowości istnieje, że nie ważna jest wygrana, ale ważni są ludzie.

Podobnych sytuacji w karierze Bożeny Znarowskiej było więcej.

— Warszawa, Kraków, Poznań, Gdańsk, ale także Rzym i Barcelona. Wzięłam udział w naprawdę wielu maratonach — mówi pani Bożena. — Wiele z nich wygrywałam, ale były też takie, których nie wygrałam, ale zapisały się na trwałe w mojej pamięci np. zawody gdzie zabrakło mi sił tuż przed metą. Podbiegli do mnie dwaj panowie, wzięli mnie za ręce i wszyscy razem, w trójkę, przekroczyliśmy linię mety. I daje ogromną radość. Nie tylko współzawodnictwo, ale także pomoc, szczerość i pozytywne podejście innych ludzi.
mp

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama