Polska to bardzo dziwny kraj. Kraj, w którym wszyscy znają się na wszystkim i krytykują wszystko, zwłaszcza zanim coś się stanie. Nie inaczej jest w naszej rodzimej piłce nożnej. Czytając portale typu goal.pl, można odnieść wrażenie, że nasza Reprezentacja pod wodzą Paulo Sousy rozegrała już kilka spotkań i to takich, za które należy im się krytyka. Tymczasem do pierwszego meczu eliminacji jeszcze kilka dni, ale wokół Biało-Czerwonych co dzień wiele się dzieje.
Jeszcze nie tak dawno cała sportowa Polska huczała po spotkaniach naszych Orłów. Wszyscy znawcy i dziennikarze wytykali byłemu selekcjonerowi Jerzemu Brzęczkowi jego błędy. Spora część dziennikarzy zapomniała już, jak po kilku pierwszych, niezłych meczach cmokała zachwycona jego kadrą. Tymczasem od początku widać było, że nasi piłkarze się męczą i nie pokazują swojego potencjału. Potem Brzęczka zwolnił Zbigniew Boniek no i się dopiero zaczęło.
Prezes PZPN zadziałał szybko. Uderzył w najmniej oczekiwanym momencie i bez zbędnej zwłoki podał do wiadomości dane nowego selekcjonera. Zabrał więc całą prace komentatorom i dziennikarzom. Nie pozwolił na zbyt długie dywagacje, nie dał czasu nawet porządnie zebrać się w studiu „gadającym głową”. Pstryk i było po sprawie. Wymiana na ławce trenerskiej dokonana. Być może właśnie dlatego cała energia została uwolniona potem. Paulo Sousa coś tam krótko powiedział i pojechał do Roberta Lewandowskiego. Wszystko wyglądało dobrze. Niestety za dobrze i uwierało to kilku dziennikarzy niczym kamień w bucie.
Od razu poddano więc w wątpliwość dorobek trenerski Sousy. Wyciągano jakieś historie i pojedyncze, niesprawdzone plotki. Gdy sprawa nieco ucichła, zaczęło się komentowanie pierwszych powołań. A to że za dużo, a to że jedni nie grają, a to że za młodzi. Działo się. Potem, gdy selekcjoner nieco zmniejszył ilość powołanych okazało się, że odpalił nie tych co trzeba. Skąd to wiadomo? Tego nie wiadomo, ale przecież komentatorzy wydarzeń sportowych w naszym kraju nie mogą się mylić. Oliwy do ognia dolał jeszcze sam Portugalczyk, prosząc o czas i możliwość zaprezentowania swojego pomysłu na grę. No tego już było za dużo. Pomysł (którego nawet nie wyjawił) od razu został skrytykowany, potencjalni kadrowicze ocenieni zostali negatywnie i ogólnie na 2 tygodnie przed pierwszym meczem było już wiadomo, że z tego chleba mąki już nie będzie.
Gdy temat powoli się wyczerpywał, nadeszła kolejna okazja do wykazania się „życzliwym”. Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek nie dostali zgody na wyjazd do Anglii. Wiadomość idealna. Połączenie dwóch supernośnych tematów. Epidemia i futbol przyprawione nazwiskiem naszego najlepszego zawodnika. Natychmiast rozpoczęły się dyskusje jakim to prawem, a zaraz potem zabawa w zgadywankę kto ich może zastąpić. Na szczęście (nieszczęście?) wszystko się szybko wyjaśniło i zawodnicy dostali zielone światło na wyjazd do Anglii. Prezes Boniek znowu trochę podniósł temperaturę dyskusji dziękując Kancelarii Rady Ministrów, co było tylko podnieciło ogień dyskusji jeszcze bardziej. Punktem kulminacyjnym piorunującego miksu sportu i polityki było przyjęcie odznaczenia od Prezydenta RP przez Roberta Lewandowskiego. Internet praktycznie wybuchł. Komentarze na Twitterze pojawiały się z szybkością karabinu maszynowego. Jedni osądzali gracza Bayernu od czci i wiary, nazywając zdrajcą. Drudzy bronili decyzję prosząc o apolityczność futbolu. A wszystko to, zanim nasza Reprezentacja rozpoczęła swój pierwszy mecz w 2021 roku. Co to będzie jak już zagrają?
Artykuł powstał w współpracy z www.goal.pl
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!