Reklama

Krzysztof Jaślar: kabaretów mamy od wyboru do koloru

01/09/2012 11:42

- Nie da się, aby każdy kabaret zadowolił wszystkich — mówi Krzysztof Jaślar, człowiek humoru i satyry, odpowiedzialny za Kabareton Elbląskich Nocy. Od pięciu lat przygotowuje Kabareton Elbląskich Nocy. Ma wieloletnie doświadczenie i wiedzę w tej dziedzinie. Jeden z najsłynniejszych polskich kabaretów TEY tworzył się z jego udziałem. Z Krzysztofem Jaślarem rozmawia Andrzej Oletzki.

— Jak Pan ocenia dzisiejszy kabaret?

— Bardzo dobrze. Wydaje mi się, że tym młodym jest dziś trudniej niż było nam, dlatego że muszą naprawdę wymyślać żarty. Nam wystarczyło wymyślanie aluzji, a czasami było tak, że ten ezopowy język, którym się posługiwaliśmy powodował sytuacje, że widzowie dopowiadali sobie często o wiele więcej niż chcieliśmy powiedzieć. Im jest, w moim przekonaniu, znacznie trudniej, bo my mieliśmy jakąś misje i pracowaliśmy w propagandzie, a oni pracują w usługach. A to jest trudniejsze. Sekunduję im nie tylko dlatego, że w tym pokoleniu młodych kabaretów jest mój syn Filip (skończył 40. lat, więc już nie taki młody!). Jeśli ktoś twierdzi, że kiedyś to był kabaret, a teraz jest byle co, protestuję uzasadniając, że gdyby dzisiejsi liderzy kabaretowi urodzili się pokolenie wcześniej na pewno byłby z nich fantastyczny pożytek.

— Czy jest metoda na skuteczne wywoływanie uśmiechu na twarzach publiczności?

— Powiedzenie głoszące, że jeszcze się taki nie urodził, żeby wszystkim dogodził, jest prawdziwe. A więc publiczność musi dziś wybierać. Nie da się, aby każdy kabaret zadowolił wszystkich, ale w związku z istnieniem około 40. kabaretów, czyli jak to się ładnie mówi podmiotów wykonawczych, każdy powinien robić swoje, a publiczność dokona wyboru tego rodzaju humoru, który jej odpowiada. Mamy więc szeroką gamę „do wyboru do koloru”, od kabaretu czerpiącego z tradycji bawarskiej aż po kabaret literacki. Wymaga to jednak aktywności widzów i słuchaczy.

— Czym kieruje się Pan tworząc program Elbląskiej Nocy Kabaretowej?

— Nie dzieje się to na zasadzie przypadku. Szukamy co roku pewnej odmiany, aby nowe formacje pojawiły się w Elblągu. Ponieważ co roku prezentujemy około pięciu „podmiotów wykonawczych”, a naszym „przeciwnikiem” są twarde ławki i chłód często towarzyszący nocy kabaretowej, bo żyjemy w klimacie polskim a nie np. włoskim oczekujemy, że Pan Bóg nam pobłogosławi ciepłą i bezdeszczową nocą. Naturalnie, jeśli publiczność ubierze się cieplej i zabierze ze sobą kocyk to wytrzymanie czterech godzin jest możliwe, przy założeniu, że ze sceny popłyną gorące impulsy humoru.

— Jakie były założenia tegorocznej nocy?

— W związku z nowym miejscem prezentacji przeżywaliśmy przeprowadzkę i ona stała się głównym motywem wieczoru kabaretowego. Powiada się wprawdzie, że dwie przeprowadzki to jeden pożar, ale uznaliśmy, że przy tej okazji można odnaleźć coś co zginęło albo się zapodziało. I to była główna idea wieczoru przełożona na język kabaretowy pod nadzorem konferansjerskim Artura Andrusa.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama