Reklama

Lekarze uratowali wcześniaka ważącego niecałe pół kilograma

03/09/2012 16:26

Zosia urodziła się o dwa miesiące za wcześnie. Ważyła 490 gramów. Jakie miała szanse na przeżycie? Tak małe, jak ona sama. Dotąd żadne dziecko z podobną wagą nie przeżyło. Jej się udało. — Zdarzają się wcześniaki urodzone i w 23 tygodniu ciąży, ale ważą w 
granicach 700-800 gramów. Wówczas szansa na utrzymanie ich przy życiu jest znacznie większa — mówi Barbara Chomik ze szpitala wojewódzkiego w Elblągu.

Dziewczynka przyszła na świat w połowie kwietnia, w 28 tygodniu ciąży. Prawidłowy termin porodu przypada pomiędzy 38 a 42 tygodniem. Mama Zosi, będąc w ciąży chorowała, przez to dziecko nie rozwijało się prawidłowo - nie przybierało na wadze. Ciąża zaczęła zagrażać nie tylko życiu mamy, ale i jej dziecka, dlatego poród przyspieszono.

Zosia przyszła na świat przed czterema miesiącami. Ważyła mniej niż
 pół kilograma. Powinna dwa razy tyle.

— To nie najmłodszy wcześniak, ale o najniższej wadze, którego dotąd udało nam się utrzymać przy życiu — mówi Barbara Chomik, ordynator Oddziału Noworodka, Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka w szpitalu wojewódzkim.

Maleńkim wcześniakiem od razu zajęli się specjaliści z oddziału intensywnej terapii noworodków. Personel robił co mógł, ale był pogodzony z tym, że dziecko w każdej chwili może odejść.

— Dzieci urodzone przedwcześnie są całe niedojrzałe. Mają niedojrzałe płuca, układ pokarmowy, układ moczowy. Ale problemem, z którym stykamy się na początku są trudności w oddychaniu — mówi Barbara Chomik.

Nie inaczej było z maleńką Zosią. Za dziecko oddychał respirator. Dziecko po porodzie przeszło specjalną kurację lekami przyspieszającymi dojrzewanie organizmu. Do tego dostawała sterydy, kofeinę i szereg innych substancji przyspieszających rozwój i wzmacniających układ oddechowy. To był najtrudniejszy okres. Kilkakrotnie u Zosi pojawiały się tzw. bezdechy, a jej życie wisiało na włosku.

— W utrzymanie przy życiu tego dziecka angażował się właściwie personel całego oddziału — mówi Krystyna Mielczarek, oddziałowa. — Wielka tu zasługa pielęgniarek, które praktycznie sypiały przy inkubatorze, aby w porę reagować na wszelkie nieprawidłowości.

Dziecko kilkakrotnie nabawiło się poważnych infekcji i musiało przejść kuracje antybiotykową.

— Taki wcześniak nie ma żadnej odporności, a pojawieniu się infekcji sprzyjały liczne wkłucia, a do tego była zaintubowana — wyjaśnia Barbara Chomik. — Rokowania były ostrożne. Początkowo nie wierzyłam, że nam się uda. Okazało się jednak, że ta mała dziewczynka ma charakter i chce żyć...

Zaraz po urodzeniu Zosia była karmiona pozajelitowo. Później zaczęto wprowadzać do "diety" mleko matki.

— Początkowo były to ilości mikroskopijne 0,3-0,5 ml na karmienie, ale tak się leczy takie dzieci. Chodzi o to, by uruchomić przewód pokarmowy — tłumaczy ordynator.

Przez miesiąc płuca dziewczynki nie pracowały jak trzeba. Później
organizm zaczął walczyć.
— Gdy mała zaczęła w miarę samodzielnie oddychać, zabłysła iskierka nadziei — przyznaje siostra oddziałowa.

Cały czas przy Zosi byli jej rodzice. Mieli świadomość, że każdego 
dnia życie ich dziecka jest zagrożone.

— Widać było po nich, że boją się cieszyć z tego, że mają dziecko — dodaje Krystyna Mielczarek.

To cały czas był dopiero początek walki o życie Zosi. W 6 tygodniu życia dziecka, okulista stwierdził u małej pacjentki retinopatię wcześniaczą.
— Doszło do uszkodzenia siatkówki oczu. Naczynia oka nie rozwijają się jak trzeba. Tkanka włóknista się rozrasta — wyjaśnia pani ordynator.


Dziecko zostało przetransportowane do szpitala dziecięcego w Olsztynie i tam poddane laseroterapii. Zabieg się udał i po dwóch tygodniach, na początku lipca, pacjentka wróciła do Elbląga.
— Od tego momentu nic złego z Zosią się już nie działo. Zaczęła się jednak ciężka walka o jej zdrowie — mówi Barbara Chomik.

Właściwie od pierwszych dni swojego życia Zosia była rehabilitowana. Na oddziale jest zatrudniony specjalista rehabilitant, który pracował z Zosią.

— Codziennie systematycznie wykonywałem drenaż oddechowy i wzmacniałem jej mięśnie oddechowe — mówi Sebastian Niżnik, rehabilitant. — Trzeba było również pobudzić pracę przewodu pokarmowego, jelit, żeby dziecko lepiej przyswajało pokarm i łatwiej się wypróżniało.

Poza stymulowaniem oddechu przez pierwszy miesiąc masażysta nie mógł wykonywać innych ćwiczeń. Dziecko było podłączone do respiratora. Dopiero po powrocie z Olsztyna ćwiczenia mogły być bardziej intensywne.

— Wtedy Zosia była już ponad półtora miesięcznym dzieckiem, które miało swoje nawyki i buntowało się w trakcie rehabilitacji — opowiada pan Sebastian. — Zośka jest taką dziewuchą charakterną, z jajami — śmieje się rehabilitant. — Ma swoje "ja" i lubi walczyć. Miała jednak silne napięcie mięśniowe i to trzeba było wyeliminować, by się lepiej rozwijała.

Przez cały czas pan Sebastian uczył również mamę Zosi, jak należy pracować z dzieckiem.
— Nauka karmienia, odpowiedniego pozycjonowania dziecka, przewijania, ubierania oraz ćwiczeń, które pozwolą na zmniejszenie napięcia mięśniowego — wylicza. 

Po wypisie ze szpitala dziecko będzie musiało być nadal rehabilitowane.

Dwa tygodnie temu Zosia osiągnęła wagę 1,8 kg i po ponad trzech miesiącach mogła wreszcie opuścić inkubator.

— Dziecko musi mieć odpowiednią temperaturę ciała, a to wiąże się z odpowiednią masą. Jeśli waży zbyt mało, to nie jest w stanie utrzymać temperatury ciała — tłumaczy ordynator.

W miniony piątek Zosia mogła wraz z rodzicami ruszyć w podróż do domu. W szpitalu spędziła cztery pierwsze miesiące swojego życia.

— Jak dotąd żadne dziecko nie spędziło tyle czasu z nami - mówi Krystyna Mielczarek. — Nic więc dziwnego, że Zosia stała się naszym pupilem. Początkowo w grę wchodziła tylko opieka, ale teraz już można było się z nią bawić, nosić na rękach. Trochę ją rozpieściliśmy — dodaje z uśmiechem.
Rafał Maliszewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama