Reklama

Mirosław Siedler: jestem szefem wymagającym




07/02/2014 11:41

Nie premiera, czy genialna rola, ale anonimowe zarzuty wobec dyrektora i w konsekwencji rozpisany na to stanowisko konkurs, sprawiły, że przez ostatnie miesiące głośno było o Teatrze im. Aleksandra Sewruka w Elblągu. Dzisiaj gdy już wiemy, że szef elbląskiej sceny się nie zmieni, główny bohater tego dramatu chętnie opowiada o planach na przyszłość. Nadal jednak niewiele mówi o tym, co działo się za kulisami.

— Kilka dni temu zarząd województwa warmińsko-mazurskiego ogłosił, że zgodnie ze wskazaniem komisji konkursowej, przez następne pięć sezonów będzie pełnił funkcję dyrektora teatru. Poczuł Pan...

— ... satysfakcję, zadowolenie i odrobinę ulgi, bo to jednak było parę miesięcy emocji.



— Rzeczywiście. Najpierw w październiku pojawiły się dwa pisma adresowane do ministra kultury. W jednym anonimowi pracownicy zarzucali Panu zastraszanie i nękanie pracowników. W drugim w pańskiej obronie stanęło, z imienia i nazwiska, ponad pięćdziesiąt osób zatrudnionych w teatrze. Ostatecznie zarząd województwa zamiast zachować Pana na stanowisku na kolejną kadencję rozpisuje konkurs. Trudno nie zapytać, co Pan sądzi o tej całej sytuacji.



— Proszę pozwolić, że nie będę tego komentował.



— Czy jednak po tym wszystkim wyobraża sobie pan pracę z tym zespołem? Nie stracił Pan zaufania do swoich pracowników?

— Zawsze jest jakaś odrobina żalu, goryczy. Jednak teatr to miejsce, w którym kumuluje się wiele indywidualności. Ta charyzma widoczna jest na scenie. Wolałbym, żeby ciężar gatunkowy w emocjach został przełożony na pracę twórczą, żeby to było priorytetem działania wszystkich pracowników teatru.



— No dobrze. To jakim Pan jest szefem?

— Przyznam, że w związku z tym co się wydarzyło, sam to analizowałem. Przede wszystkim jestem szefem wymagającym, oczekuję pewnych określonych efektów i nie dlatego, żebym miał do kogoś indywidualnie pretensje, ale dlatego, że ten teatr, te produkcje muszą być lepsze, na wyższym poziomie niż spektakle w innych, większych miastach. Wielkiemu wszystko wolno. Mały musi pokazać, że jest naprawdę dobry, by uwierzyli, że tak jest.



— Komisji spodobała się przedstawiona przez pana wizja teatru. Też chcielibyśmy ją poznać.


— Teatr, który prowadziłem przez 11 lat miał znamiona teatru powszechnego, teatru edukacji i taki teatr nadal chciałbym prowadzić. "Teatr eklektyczno - sałatkowy" cytując słowa Aleksandra Sewruka. One może nie brzmią do końca poważnie. Chodzi jednak o teatr różnorodny. W mieście mamy jedną scenę, która musi spełniać oczekiwania i zapotrzebowania różnych odbiorców w różnym wieku i o różnych gustach. Jesteśmy teatrem finansowanym ze środków samorządu województwa warmińsko-mazurskiego czyli teatrem dla ludzi. Oczywiście będę również poszukiwał spektakli, twórców, dramatów, które u nas będą pewnego rodzaju eksperymentem, bardziej awangardowych w formie i treści.



— Czy te dwa miesiące "bezkrólewia" wpłyną na pracę teatru?


— Na pewno nie zdążymy przygotować premiery na Dzień Teatru. Termin składania wniosków do ministerstwa kultury upływa z początkiem marca i prawdopodobnie tych wniosków również nie zdążymy złożyć. Jest jeszcze parę rzeczy, które nie zostaną zrealizowane i trzeba będzie znacznie intensywniej pracować, aby spróbować dogonić ten stracony czas. Już niebawem zaprosimy na pierwszą premierą w tym roku - "Skiz" Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Adama Mariańskiego.

Rozmawiała Natasza Jatczyńska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama