Reklama

Monika Pudlis z Ornety jedzie na igrzyska paraolimpijskie do Londynu

17/08/2012 17:25

Na świat przyszła dwa miesiące przed terminem. Ważyła 1,6 kg i żartuje o sobie, że była „wypasionym wcześniakiem”. Od urodzenia cierpi na wrodzone zwichnięcie stawu biodrowego. 35-letnia Monika Pudlis z Ornety będzie reprezentowała Polskę na rozpoczynających się pod koniec sierpnia igrzyskach paraolimpijskich w Londynie.

Monika Pudlis (Smok Lotos Orneta) na wózkach ściga się od siedmiu lat. W kraju nie ma sobie równych, a na świecie należy do najlepszych. Na igrzyskach paraolimpijskich w Londynie (29.08-9.09) będzie walczyła o medal.


— Jak Pani ocenia występy swoich pełnosprawnych kolegów na igrzyskach w Londynie?
— Średnio. Zdobyli 10 medali, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że nasz kraj reprezentowało w Londynie ponad 200 sportowców, to jest to bardzo mała liczba.

— Którzy sportowcy Panią najbardziej rozczarowali?

— Zawiodła Radwańska. Później jeszcze była ta jej niefortunna wypowiedź, kiedy stwierdziła, że przecież igrzyska to nie wszystko. A przecież chyba dla każdego sportowca najważniejsze są igrzyska. Niektórzy pracują cztery lata tylko pod kątem tych zawodów. Siatkarze? Chyba za dużą presję na nich wywierano, dlatego ich występ skończyły się na ćwierćfinale.

— A z jakimi nadziejami Pani jedzie na paraolimpiadę?
— Z takimi jak chyba każdy. Będzie ciężko, ale będę walczyła. Każdy ma równe szansę. Myślę, że srebrny medal jest w moim zasięgu. Na igrzyskach wszystko może się zdarzyć.

— Na wózkach ściga się Pani od siedmiu lat.

— Dokładnie 17 lipca minęło siedem lat. To będą moje pierwsze igrzyska paraolimpijskie. Na razie nie przeżywam tego w jakiś szczególny sposób. Może jak złożę przysięgę olimpijską, to zacznę się bardziej stresować. Teraz jestem na zgrupowaniu w Szczecinie. Jest dobrze, robimy to, co do nas należy. Jest także czas na wyciszenie. Formę na Londyn budowałam od początku roku, z myślą o igrzyskach trenowałam już zimą. Trenuję dwa razy dziennie po 1-1,5 godziny. Podczas takiego treningu przejeżdżam około 60 km. A do tego praktycznie w każdy weekend miałam jakieś zawody.

— Początki były jednak bolesne. Podobno po pierwszych zawodach przez tydzień nie mogła Pani się uczesać, bo tak bolały ręce?

— Tak. Pamiętam to do dzisiaj. Zawsze, kiedy początkujące zawodniczki narzekają, że je coś boli, to się pytam "a możesz się uczesać?". Kiedy słyszę odpowiedź "mogę", to dodaję, że tak naprawdę to cię jeszcze nie boli. Ale chociaż trenuję już od lat, to i tak zawsze coś tam wylezie. To nie jest tak, że z racji tego iż trenuję od siedmiu lat, to mnie już nic nie boli. Tylko, że teraz jestem już przyzwyczajona do bólu. Ostatnio często, zwłaszcza po górach, bolą mnie nogi.

— Kto Panią namówił na sport?

— Bogdan Król. Ale długo mnie namawiał, przez pół roku. Oboje mieszkamy w Ornecie, wiedziałam, że jeździ na wózkach, widziałam go podczas treningów, a on zachęcał mnie do rozpoczęcia przygody ze sportem. Wreszcie dla świętego spokoju pojechałam zobaczyć. Dali mi jakiś wózek, wsiadłam i ruszyłam. I tak zostało do dzisiaj. Lubię się ścigać. Wyznaję taką zasadę, że jak coś się robi, to trzeba to robić dobrze.

— Ciężko jest namówić osoby niepełnosprawne do trenowania?

— Tak, a zwłaszcza dziewczyny.

— Dlaczego?
— Zaczyna się od tego, że zamawia się dla dziecka niepełnosprawnego indywidualny tok nauczania. Dziecko w takiej sytuacji odłącza się od środowiska, ma przez długi czas kontakt tylko z rodzicami, nauczycielami. Później takie osoby jest bardzo ciężko wdrożyć w życie, mają dystans, krępują się… Poza tym trzeba przyznać, że nasze społeczeństwo teraz jest już bardziej przyzwyczajone do osób niepełnosprawnych niż kiedyś. Ale do dzisiaj zdarzają się takie osoby, u których widok osoby niepełnosprawnej budzi zdziwienie, dzieci np. pytają się „a dlaczego ta pani tak idzie”.

— O osobach niepełnosprawnych będzie na pewno w najbliższym czasie głośniej przy okazji igrzysk paraolimpijskich. Zdobędziecie więcej medali niż wasi pełnosprawni koledzy?

— Polska ekipa na igrzyska paraolimpijskie będzie liczyła około 100 sportowców. Myślę, że przywieziemy więcej medali. Nasz udział w igrzyskach nie jest tak rozdmuchany.

— Ile czeka Panią startów w Londynie?

— 5 września wystartuję w czasówce, jeździe indywidualnej na 16 km. Dwa dni później czeka mnie udział w wyścigu ze startu wspólnego na 48 km. Lepiej czuję się na długich dystansach. Najgorszy dla mnie start, to taki na 10 km. Ja dopiero po pięciu kilometrach się rozgrzewam, a tu za chwilę już meta.

— Ile medali zdobyła Pani w ciągu siedmiu lat startów?
— Około 190, w większość złotych. W kraju jestem najlepsza, ostatnio na mistrzostwach światach zajęłam czwarte miejsce. Te czwarte miejsce mnie nie zraziło, bo dla mnie najważniejsze są igrzyska.


— Jak spędzi Pani ostatnie dni przed wylotem do Londynu?

— Do 24 sierpnia jestem na zgrupowaniu w Szczecinie. Wcześnie rano wyruszymy do Warszawy, gdzie jeszcze tego samego dnia złożymy przysięgę olimpijską. 25 sierpnia wylatuję do Londynu. Byłam tam w czerwcu, miałam okazję sprawdzić trasę biegu. Wiedzie ona w większości po torze samochodowym, górzysta, ciężka trasa. Lubię takie.
Rozmawiał Arkadiusz Kolpert

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama