New Delhi, to jedno z tych miast, w którym można dostrzec wszystko. Skrajną biedę i niewyobrażalne bogactwo. Ciszę w świątyniach i niewyobrażalny hałas na ulicy. Bezdomne psy atakujące siebie nawzajem i krowy przesuwające się leniwie po drogach. Do autobusu należy wbiec. Nie wejść. Wbiec. To samo tyczy się pociągów.
"Indie. Mały fragment dużego obrazu". Joanny Szumskiej. Przytoczę tu fragment: "Jak uchwycić spojrzenie dumnie kroczącej kobiety w zwiewnym, bajecznie kolorowym sari? W jaki sposób wyrazić przepych monumentalnych budowli i kunszt koronkowych zdobień? Czy można oddać słowami fetor śmieci i nieczystości na ulicach? Ująć w kadrze zgiełk i nieprzebrany tłum gwarnej dzielnicy handlowej? Wstrząsające ubóstwo? Jak opisać medytację w świątynnym ogrodzie? Chłód kamiennej posadzki za bramą Jama Masjid? Światła, kadzidła, kwiaty, kielichy, muzykę mszy puja? Czy można uwierzyć w uzdrawiającą moc Gangesu? Zatrzymać widok świątynnych rzeźb ożywających pod wpływem światła?".Dagmara Piekutowska
20-letnia elblążanka, studiuje pracę socjalną na Uniwersytecie Śląskim. Do Indii poleciała na blisko dwa miesiące na wolontariat studencki organizowany przez AIESEC.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!