Reklama

Nie zakochałam się w Indiach od pierwszego wejrzenia

29/07/2011 10:13

New Delhi, to jedno z tych miast, w którym można dostrzec wszystko. Skrajną biedę i niewyobrażalne bogactwo. Ciszę w świątyniach i niewyobrażalny hałas na ulicy. Bezdomne psy atakujące siebie nawzajem i krowy przesuwające się leniwie po drogach. Do autobusu należy wbiec. Nie wejść. Wbiec. To samo tyczy się pociągów.

"Indie. Mały fragment dużego obrazu". Joanny Szumskiej. 
Przytoczę tu fragment:
"Jak uchwycić spojrzenie dumnie kroczącej kobiety w zwiewnym, bajecznie kolorowym sari? W jaki sposób wyrazić przepych monumentalnych budowli i kunszt koronkowych zdobień? Czy można oddać słowami fetor śmieci i nieczystości na ulicach? Ująć w kadrze zgiełk i nieprzebrany tłum gwarnej dzielnicy handlowej? Wstrząsające ubóstwo? Jak opisać medytację w świątynnym ogrodzie? Chłód kamiennej posadzki za bramą Jama Masjid? Światła, kadzidła, kwiaty, kielichy, muzykę mszy puja? Czy można uwierzyć w uzdrawiającą moc Gangesu? Zatrzymać widok świątynnych rzeźb ożywających pod wpływem światła?".

Powyższy cytat doskonale ukazuje niemożność opisania wszystkiego co się wokół mnie w tej chwili dzieje. 
Przybyłam do Indii trzy tygodnie temu. A dokładnie 7 lipca, wychodząc z samolotu w New Delhi, zaczerpnęłam charakterystycznego, parnego powietrza przepełnionego fetorem spalin, śmieci, ludzkiego potu wymieszanego ze słodkawym zapachem kadzideł. 
Moja podróż zaczęła się jednak dzień wcześniej. Elbląg - Warszawa Okęcie i lot do Monachium, a potem 10-godzinny lot samolotem do New Delhi. Moim celem była miejscowość Bharuch i wolontariat w organizacji pozarządowej w ramach projektu Footprints organizowanego przez międzynarodową organizację studencką AIESEC.

[gallery=4]18443[/gallery]

Nie zakochałam się w Indiach od pierwszego wejrzenia. New Delhi całkowicie zniechęciło mnie swym zgiełkiem. To jedno z tych miast, w którym można dostrzec wszystko. Skrajną biedę i niewyobrażalne bogactwo. Ciszę w świątyniach i niewyobrażalny hałas na ulicy. Bezdomne psy atakujące siebie nawzajem i krowy przesuwające się leniwie po drogach. Do autobusu należy wbiec. Nie wejść. Wbiec. To samo tyczy się pociągów regionalnych. 
Ja wybierałam się w kolejną dłuższą podróż. Dużo posiłków, przedziały z zasłonkami, fotele, które można zamienić w łóżka i myszy (bądź też szczury) - tak można podsumować pierwszą klasę. Po 15 godzinach podróż i przejechaniu blisko 2 tysięcy kilometrów dotarłam do Barody. Powitał mnie najsilniejszy monsunowy deszcz jaki dotąd przeżyłam w Indiach. O czwartej nad ranem znalazłam się w domu mojego opiekuna z miejscowego oddziału AIESEC Baroda.

7-10 lipca 


Następnego dnia te sześć tygodni, które miałam spędzić w Indiach wydały się przerażające. Do dyspozycji miałam ciasny pokoik, bez dostępu do toalety i bieżącej wody. Ale moja podróż do celu się jeszcze nie skończyła.


Po kolejnych trzech dniach chaosu znalazłam się tym razem na indyjskim dworcu autobusowym. Wciśnięta pomiędzy uczestniczki innego projektu z Chin i Tajwanu, po ponad dwóch godzinach dotarłam na miejsce. Czyli do spokojnej mieściny Bharuch. 
Na miejscu powitał mnie Kalpesh Gurjar - miejscowy dziennikarz, zafascynowany Polską (był w naszym kraju na wolontariacie dwa lata temu).

Kalpesh zaprosił mnie do swojego domu, w którym mieszka z rodzicami. Jego mama jest emerytowaną nauczycielką. 
Ciepła woda, muszla klozetowa - przestałam już marzyć o takich luksusach. A tu mam także internet, klimatyzację. Nie do ocenienia jest gościnność i serdeczność rodziny Kalpesha.

11-24 lipca

Mój wolontariat polega na pracy z niepełnosprawnymi umysłowo dziećmi. Trafiłam do Kalrav Charitable Trust Kalrav School for mentally chalenged children. 
Poznałam tu pełne oddania i poświęcenia kobiety, które z własnej woli utworzyły szkołę dla niepełnosprawnych umysłowo dzieci. To jedyna taka szkoła w Bharuch.

Dzieci przywitały mnie niezwykle otwarcie, podobnie jak reszta kadry. Nie jestem pierwszą białą osobą, jaką widziały, jednak każde chciało dotknąć mojej skóry. 
Po pierwszym dniu w szkole wiedziałam, że czas porzucić dżinsy i koturny na rzecz miejscowych ubrań - salwar kameez (piękny kolorowy strój składający się z tuniki, spodni i szala) i sari. Wszystko dopasowane jest pod kolor i sari oraz zacząć niezbędną aklimatyzację w Indiach.

Stojąc na werandzie w szkole widzę rozległe slumsy. Wokół mnie biegają dzieci w jednakowych, poplamionych kredą, mundurkach. Wszystkie zmagają się z niepełnosprawnością umysłową. Są jednak szczęśliwe, ponieważ mogą w ogóle chodzić do szkoły. Nie wszystkie mają tyle szczęścia. Nie przeszkadza im brak długopisów, prowizoryczne klasy. Większość z nich nie wie co to Disney Channel, internet. Są za to w stanie obdarować każdego człowieka rozbrajającym uśmiechem, za słowa „Very good, nice girl” są w stanie obdarzyć miłością.

W dodatku wykonują ręcznie małe cuda w postaci miejscowych bransoletek. W pierwszym dniu uczyłam ich także nieco innego sposobu, czyli jak wykonać bransoletki z mouliny. Byłam zadziwiona, ponieważ tak szybko to załapały.
Nie każde dziecko jednak ma tyle szczęścia. Dzieci wykorzystywane i okaleczone przez rodziców do żebractwa nie są w Indiach czymś nadzwyczajnym. Szczególnie te upośledzone, ponieważ rodzice nie widzą większych korzyści „w posiadaniu takiego dziecka”.

24-26 lipca

Oczywiście nie zajmuję się tylko pracą. Zasmakowałam już życia w redakcji lokalnej gazety, wielu indyjskich potraw (słodycze cud miód). Zwiedziłam także najpiękniejszą świątynię w okolicy i poznałam wielu niezwykle fantastycznych ludzi. 
Oczywiście moja kobieca natura nie pozwoliła mi przejść spokojnie obok sklepów z różnymi świecidełkami, kosmetykami i ubraniami. Zwłaszcza, że ceny na to pozwalają. Olejek kokosowy do włosów kosztuje niecałe 7zł . 12 sztuk bransoletek 3zł. Piękny salwar kameez ok. 30 złotych. Naprawdę żałuję, że nie można tak się targować w Polskich sklepach.
Dagmara Piekutowska


Dagmara Piekutowska

20-letnia elblążanka, studiuje pracę socjalną na Uniwersytecie Śląskim. Do Indii poleciała na blisko dwa miesiące na wolontariat studencki organizowany przez AIESEC.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama