Reklama

Podczas akcji nie ma czasu na strach

04/05/2011 09:52

Strach przychodzi później, po akcji, kiedy człowiek usiądzie i przemyśli sobie, co się mogło stać. W czasie akcji chyba każdy czuje jakiś tam lęk, ale nie myśli się o tym — Mariusz Warda z Państwowej Straży Pożarnej w Elblągu opowiada o pracy strażaków.

Dzisiaj obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Strażaka. O pracy strażaków rozmawiamy z Mariuszem Wardą z Komendy Miejskiej PSP w Elblągu.



— Pamięta Pan swoją pierwszą akcję?
— Było tyle tych akcji... Pamiętam trzy dni spędzone na gaszeniu lasów pod Swarożynem, kiedy to jeszcze pracowałem w Tczewie. To szczególnie utkwiło mi w pamięci.



— A za elbląskich czasów?

— Najbardziej spektakularne akcje miały miejsce na "siódemce", gdy zapaliła się cysterna i pożar stacji paliw przy szpitalu wojewódzkim, ale akurat naszą zmianę ominęły te akcje. A były to bardzo medialne pożary. Natomiast mi osobiście najbardziej utkwiła w pamięci akcja w Krykajnach, gdzie spędziliśmy prawie dobę. Przewrócił się samochód wiozący trujące substancje, więc my w aparatach i ubraniach gazoszczelnych przeładowaliśmy je na drugi samochód. 



— A podczas gaszenia pożarów? Co czuje strażak stojąc na pierwszej linii ognia?

— Aby zagasić pożar trzeba dotrzeć do źródła ognia...



— Ale co się wtedy czuje? Strach czy może adrenalinę, która wskazuje drogę?

— Strach przychodzi później, po akcji, kiedy człowiek usiądzie i przemyśli sobie, co się mogło stać. W czasie akcji chyba każdy czuje jakiś tam lęk, ale nie myśli się o tym.



—Ile lat pracuje Pan w straży pożarnej?

— Pracuję od 1984 roku. Zacząłem pracę w terenowej straży pożarnej w Tczewie, gdzie najpierw byłem szeregowcem, dopiero później i ukończyłem wszystkie kursy. Trzy lata później przeniosłem się do Państwowej Straży Pożarnej w Elblągu.



— Dlaczego został Pan strażakiem? To rodzinna tradycja?

— Nie, tata był żołnierzem, brat był żołnierzem, a siostra pracowała w prokuraturze. Tak wyszło, ze wszyscy wybraliśmy służby mundurowe... Do zostania strażakiem zachęcił mnie kolega. Kiedyś było inaczej, bo nie było zbyt dużo chętnych do pracy w straży pożarnej.



— Co najbardziej utrudnia pracę strażakom?

— Najbardziej utrudnia nam pracę odwieczny problem dojazdów. Wąskie uliczki, czasami jednokierunkowe, dużo samochodów... Wiemy, że musimy szybko dojechać, bo ludzie potrzebują pomocy, a tu jakiś samochód zastawił drogę pożarową... 



— Czyli apelujemy do kierowców, by patrzyli, gdzie parkują?

— To jest chyba szerszy problem, problem braku parkingów. Ja to wszystko rozumiem, ale trzeba też nas zrozumieć. Nie cierpię czegoś takiego, że gdy przyjeżdżam do akcji i muszę mieć zabezpieczoną wodę to na podziemnym hydrancie stoi samochód. Przyjeżdżając na akcję mam wodę, mam 5 ton, ale już myślę, że w razie czego muszę mieć, gdzie zatankować. Każdy hydrant jest przecież oznakowany.


sw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama