Reklama

Pożar w barakach na Skrzydlatej w Elblągu. Jedna osoba nie żyje

14/12/2011 09:02

- To było straszne, strażacy i policjanci pukali do drzwi i kazali się nam ewakuować – mówią mieszkańcy bloku przy ul. Skrzydlatej 9, gdzie dziś rano spłonęło mieszkanie, a w nim 46-letni mężczyzna. - Na klatce schodowej było tyle dymu, że nie wiedzieliśmy gdzie mamy iść.

Dziś rano, kilka minut przed godz. 8. strażacy otrzymali informację o płonącym mieszkaniu w tzw. „barakach” przy ul Skrzydlatej. Zaledwie trzy minuty później na miejscu niemal jednocześnie pojawili się strażacy i policjanci.
- Jak przyjechaliśmy to ogień wychodził już na zewnątrz budynku – relacjonuje Przemysław Siagło, rzecznik prasowy elbląskiej straży pożarnej. - Udało nam się go ugasić jednym strumieniem wody poprowadzonym przez okno. Gdy uporaliśmy się już z ogniem okazało się, że w mieszkaniu na fotelu znajdują się spalone zwłoki mężczyzny.

[h3]Prokurator w akcji[/h3]
Na miejsce został wezwany prokurator i to on będzie nadzorował dalsze czynności. Zapewne w celu identyfikacji mężczyzny zarządzona będzie sekcja zwłok. Ze wstępnych ustaleń wynika, że ogień w mieszkaniu zaprószył mężczyzna. To potwierdzają także mieszkańcy budynku.
- Z tego co opowiadają chłopcy to Andrzej właśnie palił w piecu – wyjawia nam kobieta mieszkająca w mieszkaniu obok. - Widocznie przysnął w fotelu, albo nie był w stanie ugasić samemu ognia, bo miał problemy z chodzeniem.

[h3]Miał problemy z alkoholem[/h3]
Jak wspominają sąsiedzi mężczyzna od wielu lat mieszkał w barakach. Wcześniej z rodzicami, a gdy ci umarli został sam z młodszym bratem.
- To był spokojny mężczyzna z którym raczej nie mieliśmy problemów – mówi jedna z mieszkanek bloku nr 9 przy Skrzydlatej. - Ale trzeba powiedzieć, że alkoholu za kołnierz nie wylewał. Jakiś czas przebywał Domu dla bezdomnych, skąd chyba został wyrzucony.
- Pewnie przez alkohol – dodaje druga kobieta. - Andrzej utrzymywał się z renty, miał problemy z chodzeniem, ale też i z alkoholem. Raczej z domu nie wychodził. Wcześniej nie mieliśmy tu takich akcji, bo nasz budynek to jeden ze spokojniejszych.

[h3]Najbardziej szkoda dzieci[/h3]
W czasie akcji ratowniczej część mieszkańców ewakuowała się sama, a niektórzy wymagali pomocy strażaków. Swoje mieszkania opuściły 23 osoby, które jednak tuż po akcji gaśniczej wróciły do swoich pomieszczeń. Na miejscu obecni byli także pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
- Okazało się, że pozostali mieszkańcy nie wymagali naszej pomocy – mówi Anna Borowska, pracownik socjalny Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Elblągu. - Ja z tymi ludźmi pracuję już prawie cztery lata, znam ich bo korzystają z pomocy MOPS-u. Część z nich nastawia się tylko na branie, ale jest spora grupa, która chce wyjść z tej trudnej sytuacji i bierze udział w rożnych akcjach i szkoleniach. Najbardziej szkoda mi tych dzieci, które na to wszystko patrzą.

[h3]Mogło dojść do tragedii[/h3]
Mieszkańcy bloku przy ul. Skrzydlatej 9 z przerażeniem opowiadają o wydarzeniach jakie spotkały ich w środowy poranek. Najbardziej obawiali się o to by pożar nie rozprzestrzenił się na cały budynek.
- My tu w swoich mieszkaniach mamy prawie wszyscy butle gazowe – twierdzi inna z sąsiadek. - Czy pan sobie wyobraża co by się stało, gdyby pożar się rozprzestrzenił i te wszystkie butle zaczęłyby wybuchać. Mogłoby dojść do prawdziwej tragedii. Część dzieci poszła już do szkoły, ale były i takie, które zostały w domu.
kmf, daga
[gallery=4]25428[/gallery]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama