Reklama

Praca w szalecie. "Zdarzają się złośliwi, co nie spuszczą wody"

24/08/2012 10:36

— Z pracą w toalecie, to było tak, że razem z siostrą z pomocą Elbląskiej Rady Konsultacyjnej Osób Niepełnosprawnych uczestniczyłyśmy w kursie komputerowym. Powiedziałyśmy paniom pracującym w biurze ERKON, że szukamy pracy — wspomina pani Irena. 
I tak wraz z siostrą dostały propozycję pracy w miejskim szalecie. Do pomocy wzięły jeszcze sobie koleżankę. Teraz we trzy dbają o czystość toalety. 


Panią Irenę ominął stres rozmowy kwalifikacyjnej (nie było takiej), nie musiała także wykazywać się znajomością kasy fiskalnej, jakie są zainstalowane w miejskich szaletach. Wystarczyła chęć do pracy.

— Pracuję na dwie zmiany — mówi pani Irena. — Pierwsza zmiana trwa od godz. 6 do 14, a druga od 14 do 22. I tak, jednego dnia pracuję na pierwszą zmianę, drugiego na drugą, a trzeci mam wolny. Pracujemy także w soboty i niedziele. Zarabiam 1500 zł brutto, a po odliczeniu wszystkich składek mam 1100 zł na rękę. Dobrze mi się pracuje. Wiadomo, że nudno i trochę ruchu by się przydało. 
Dlatego pani Irena do pracy chodzi pieszo. W jedną stronę to pół godziny spaceru. Do domu wraca autobusem.



— Kierownik jest super facet. Z siostrą i koleżanką zamieniamy się, jeżeli nam godziny pracy nie pasują — mówi pani Irena. — Nikt mnie nie gania. Kierownik przyjedzie i zapyta, co kupić, jakie zrobić zaopatrzenie. Obowiązki pani Ireny to pobierać opłaty za skorzystanie z toalety oraz utrzymywanie czystości i porządku. 
— Rano zawsze jest czysto. Później ze dwa razy muszę wejść i posprzątać — mówi pani Irena.


Czekając na kolejnych klientów ma czas, by poczytać książkę, obejrzeć telewizję czy posłuchać radia. 
— Jestem zadowolona z pracy — przyznaje. — Gdyby było inaczej, to bym tu nie przychodziła. 
Dziennie przez szalet przewija się ok. 70-100 osób. Pani Irena ma zeszyt, w którym zapisuje dzienny utarg. Na ludzi, którzy korzystają z publicznej toalety, pani Irena specjalnie nie narzeka.


— Na młodzież nie mogę powiedzieć nic złego. Młodzież jest grzeczna — wyznaje pani Irena. — Ale wśród starszych zdarzają się złośliwi. Wszedł taki jeden i nie spuścił wody. Generalnie jednak bardzo rzadko zdarza się, że ludzie nabrudzą. Czasami ktoś nie zapłaci i ucieknie. Większych incydentów jednak dotychczas nie było.
kr

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama