Reklama

"Pracownicy schroniska rannego psa potraktowali jak worek mięsa"

17/04/2012 12:44



Potrącony przez samochód pies ponad 40 minut czekał na przyjazd pracowników elbląskiego schroniska. Gdy ci już dotarli na miejsce, zdaniem świadków zdarzenia, bardzo brutalnie potraktowali cierpiące zwierzę. — Obchodzili się z nim jak z workiem mięsa, a nie żywym stworzeniem — denerwuje się jeden z nich. Dla psa nie było ratunku, więc go uśpiono.





Do zdarzenia doszło w piątek na ul. Płk. Dąbka w Elblągu. Pod jedno z przejeżdżających tamtędy aut wpadł pies. Kierowca nawet się nie zatrzymał. Losem zwierzęcia zainteresowali się świadkowie zdarzenia.



— Zebrało się nas tam razem kilka osób. Mężczyźni, którzy jechali busem, zatrzymali się na ulicy, tak aby inne auta nie najechały na psa. Zatrzymałem się również ja z żoną — opowiada pan Ryszard. — Zadzwoniłem na policję, bo nie bardzo wiedziałem, gdzie zgłosić się o pomoc. Tam skierowano mnie do schroniska dla zwierząt. 


— Pies w tym czasie leżał na ulicy, cicho skomlał, z pyska ciekła mu krew, widać było, że cierpi — opowiada jedna z kobiet. — Po około 40 minutach przyjechali wreszcie pracownicy schroniska. 


Jednak chyba żadna z osób, które się tam znajdowały, nie spodziewała się, że udzielą psu takiej pomocy. 

— Próbowali na siłę założyć mu kaganiec oraz kawałek paska na szyję. Potem chcieli wrzucić na tył samochodu, wprost na gołą podłogę. Dopiero po naszych protestach podłożyli pod cierpiące zwierzę kołdrę. Potraktowali je jak worek mięsa, a nie żywą istotę — mówi elblążanka. — Zdaję sobie sprawę z tego, że my, którzy się przy tym psie zatrzymaliśmy, podeszliśmy do tej sytuacji bardzo emocjonalnie. Jednak uważam, że osoby, które wykonują taką a nie inną pracę, też powinny się wykazać jakąś wrażliwością. 




— Pies miał poważny uraz kręgosłupa, stąd taka decyzja — wyjaśnia Agnieszka Wierzbicka, dyrektor schroniska dla bezdomnych zwierząt w Elblągu prowadzonego przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt Animals. — Rzeczywiście najpierw trafił do nas, do gabinetu weterynarza, który u nas pracuje. Nie ma on jednak możliwości wykonania prześwietlenia, więc psa przewieziono do lecznicy na ul. Grunwaldzkiej. 


Kierowniczka schroniska zapewnia, że przyjrzy się sprawie. 

— Jeśli zaistnieje potrzeba zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec tych pracowników. W takich przypadkach regułą jest jednak, że psu zakładana jest smycz. To ze względów bezpieczeństwa. Taki zwierzak może być przecież agresywny. W samochodzie powinny się również znajdować specjalne nosze — zapewnia Wierzbicka. 


Natasza Jatczyńska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama