W czwartek rano przed dom przy ul. Daszyńskiego zajechał samochód ciężarowy, pojawili się robotnicy, komornicy sądowi i przedstawiciele Zarządu Budynków Komunalnych. O godz.9 wszystko było gotowe do przeprowadzki. Wszystko oprócz samych zainteresowanych.
— Znamy się od 30 lat, żyjemy tu prawie jak rodzina — mówili sąsiedzi małżeństwa. — Zachodzimy w głowę o co tu chodzi, dlaczego nie dano im szansy na spłacenie długu. Przecież są dłużnicy, którzy mają po kilkadziesiąt tysięcy zadłużenia, a nikt ich na siłę nie wyrzuca z mieszkania. Dlaczego więc robi się to w przypadku osób, których zadłużenie wynosi 10 tysięcy?Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!