Reklama

Streetworker szansą dla dzieci ulicy

23/09/2011 12:32

Streetworker, pracuje z trudną młodzieżą. Ale nie za biurkiem. Tylko na ulicy. Wkracza w jej środowisko i przekonuje, że świat nie kończy się na osiedlowej ulicy, w bramie, czy na klatkach schodowych. Że każdy może żyć inaczej. Leszek Dowgiałło ma 26 lat. Pracuje na Obrońców Pokoju, Topolowej, dzielnicy za rzeką Elbląg.

— Młodzieżą z jakiego rodzaju problemami się zajmujesz? 


— Niektórzy nie skończyli szkoły albo skończyli ją w poprawczaku, a teraz spodziewają się dzieci. Jest to młodzież z wyrokami sądowymi. Mam chłopaków, którzy są pod opieką kuratora za swoje wybryki młodości. Mam uczestniczkę, która szantażuje, maltretuje psychicznie rodziców. Starałem się zebrać w jedną grupę ludzi z kilku ulic. Myślę, że mi się to udało. Jest pełna akceptacja, wszyscy się dobrze czują.



— Jak wyglądało Twoje przejście od kogoś, kto jest postrzegany jako ktoś z ulicy, do kogoś, kto kieruje grupą?


— Z pana Leszka stawałem się Leszkiem i ta bariera pękła. Więc gdy już byłem Leszkiem, rozmawialiśmy o siłowni, o sterydach i o pewnej części ciała Maryny. Już wtedy wtrącałem pewne rzeczy, które chciałem osiągnąć. W pewnym momencie mówiłem: 
"Słuchajcie chłopaki, fajnie nam się tu gada, to może pójdziemy gdzieś indziej? Ja zorganizuję to i to. Słyszałem: "To nie dla nas". Odpowiadałem: "No, jak nie dla was? Dla was".



— Spotykacie się koło przysłowiowego trzepaka?


— Dosłownie. Spotykamy się na trzepaku, na boisku albo na polance koło ogródków działkowych. Nie ja narzucam miejsca. Robię to tylko wtedy, gdy np. robimy jakieś ognisko.



— Co robicie?


— Gramy w piłkę, organizujemy ogniska w Bażantarni, spływy kajakowe. Były wyjścia do kina, wyjazdy na grzyby czy na paintball. Teraz kręcimy film profilaktyczny, mówiący o zejściu na złą drogę. Będę przeprowadzał wywiady z młodzieżą z moich grup, jak to się stało, że zeszli na złą drogę, jakie rady mogą dać innym, żeby się nie stoczyli. Chcę, żeby ten filmik dotarł do paru osób, m.in. do MOPS-u, do pedagogów, do tych, którzy zajmują się trudną młodzieżą. Zależy mi też, żeby osoby, z którymi pracuję jako streetworker, zastanowiły się, co takiego w życiu narobiły.



— Dlaczego to robisz?



— Zawsze interesowało mnie to, co jest trudne. Na przykład zawsze chciałem zajmować się ofiarami gwałtów, zajmować się - jak to się brzydko mówi - handlem "żywym towarem". Tym zajmuję się jako wolontariusz.



— Projekt kończy się w listopadzie. Będziesz z nimi utrzymywał kontakt?


— Jak najbardziej. Nie może być tak, że kończy się projekt, a ja 30 listopada mówię: "to cześć" i nigdy więcej się nie zobaczymy. To nie miałoby sensu. Jeżeli kończy się projekt, kończy się program, kończą się karty pracy, plany miesięczne, ale nie kończy się życie.



Rozmawiała Karolina Śluz

Leszek Dowgiałło: 26 lat, mieszka i pracuje w Braniewie. Skończył resocjalizację z profilaktyką społeczną na UW-M w Olsztynie. Jest wychowawcą w internacie w Zespole Szkół Budowlanych i pracuje jako elbląski streetworker. Wcześniej był wychowawcą w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Kamionku Wielkim. Pracował również jako doradca zawodowy i przedstawiciel handlowy, świadczył usługi marketingowe oraz pracował na świetlicy socjo-terapeutycznej. 


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama