Reklama

Szuka mieszkania dla swojej przyszłej rodziny

08/09/2012 22:45

Marzenie? Pani Małgorzata chciałaby założyć rodzinę i żyć jak inni ludzie. Ale w tym przeszkadza brak mieszkania.

28-letnia Małgorzata, choć jest młoda, przeszła już w swoim życiu wiele. Jej największy obecnie problem, to brak mieszkania. Pochodzi z Tolkmicka, gdzie mieszkała razem z matką, siostrą, konkubentem matki i jego bratem. W domu częstym gościem był alkohol.

Mając 13 lat Małgorzata sama zgłosiła się do Domu Dziecka "Słoneczne Wzgórze" we Fromborku. Kiedy stała się pełnoletnia, nie było już tam dla niej miejsca. Musiała wrócić do rodzinnego domu. Dojeżdżała do szkoły w Elblągu, ale nie było jej łatwo.

Dziewczynie wyrwać się ze środowiska pomogli rodzice jej szkolnego kolegi. Chociaż sami mieszkają w dwupokojowym mieszkaniu, to wygospodarowali kącik dla niej. Małgorzata mieszka u nich, ale nie jest tam zameldowana. Kolejno skończyła naukę w szkole zawodowej, później w ogólniaku, a następnie w techniku informatycznym. Od roku pracuje jako sprzątacza. Zarabia ok. 1100 zł na rękę. Do tego otrzymuje także 153 zł dodatku pielęgnacyjnego na leki, bo choruje na padaczkę.

Pani Małgorzata, jak wielu jej rodaków, próbowała szczęścia także na Zachodzie. Spędziła rok w Anglii. Choroba i brak dostępu do bezpłatnego leczenia zmusiły ją do powrotu do Polski. Marzenie? Chciałaby założyć rodzinę i żyć jak inni ludzie. Ale w tym przeszkadza brak mieszkania. Dlatego odwiedziła prezydenta Elbląga Grzegorza Nowaczyka podczas jego dyżuru w ratuszu.
— W trakcie rozmowy dowiedziałam się, że mogę ubiegać się o mieszkanie socjalne. Muszę tylko złożyć odpowiednio pismo i zaświadczenie o zarobkach z trzech ostatnich miesięcy. Nie ma jednak pewności, że wkrótce dostanę mieszkanie — opowiadała nam po opuszczeniu gabinetu prezydenta.

Często widzą w tym ostatnią szansę na uporanie się ze swoim problemem. Każdy mieszkaniec Elbląga ma prawo spotkać się z prezydentem Nowaczykiem. Ten przyjmuje zapisanych na spotkanie mieszkańców w środy w ratuszu przy ul. Łączności. Najczęściej elblążanie zgłaszają się właśnie z problemami mieszkaniowymi.

Kolejna kobieta przyszła do prezydenta z maleńkim, ok. 1,5-miesięcznym dzieckiem na ręku. Także przyszła prosić o dach nad głową.
— Całe życie jestem bezdomna, wszędzie mieszkam kątem. Obecnie zajmuję jeden pokój razem z mężem i czwórką dzieci — wyznaje kobieta. — Chcę, żeby moje dzieci miały mieszkanie.
Podanie o przydział mieszkania złożyła do elbląskiego ratusza cztery lata temu. Rozmowa z prezydentem dała jej cień nadziei.
— Dowiedziałam się, że specjalna komisja zbiera się w ostatnim kwartale i rozpatruje prośby o przydział mieszkania socjalnego — mówi.

Elblążanie zgłaszają się do prezydenta najczęściej z problemami mieszkaniowymi. Na rozmowę zapisują się jednak także ludzie, którzy mają ciekawy pomysły. I tak np. zabytkowy tramwaj stanął na starówce za sprawą elblążanina, który właśnie podczas prezydenckiego dyżuru w ratuszu zgłosił taki pomysł.

Na rozmowę z prezydentem Elbląga czeka się od dwóch do trzech tygodni. Ten przyjmuje w środy, chociaż zdarza się, że dyżury zostają odwołane z powodu wyjazdów służbowych.
— Wbrew obiegowej opinii prezydent nie może wszystkiego. Nie ma takiej mocy sprawczej — mówi Grzegorz Nowaczyk, prezydent Elbląga. — Mieszkań komunalnych jest za mało, a decyzje o ich przydziale podejmuje komisja mieszkaniowa. Prezydent nie ma tutaj nic do powiedzenia. Często sprawa może być załatwiona przez urzędnika.
kr

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama