W czwartek 27 listopada pani Alicja wraz ze swoim chorym synem została eksmitowana przez Zarząd Budynków Komunalnych do świeżo wyremontowanego lokalu komunalnego znajdującego się w kompleksie przy ulicy Skrzydlatej w Elblągu, który mieszkańcy potocznie nazywają barakami. Formalnie wszystko przebiegło zgodnie z procedurą: decyzja, podpis, klucz. W praktyce zaczęła się walka o przetrwanie w zimnym, pozbawionym prądu i ogrzewania pokoju.
Ciemno i zimno. „Pięć dni bez prądu to dla nas wieczność”
Lokal, a właściwie jedno pomieszczenie o powierzchni 24 mkw, do którego trafili 73-letnia pani Alicja i jej dorosły syn Jacek, to mieszkanie komunalne przy ul. Skrzydlatej. Jest po remoncie: nowe drzwi, świeżo pomalowane ściany, zapach farby unoszący się jeszcze w powietrzu. Na pierwszy rzut oka wygląda na przygotowane do zamieszkania. Ale to jedyne ciepło, jakie tego dnia czuć w środku. Ogrzewanie jest elektryczne, a bez prądu nie działa. Prąd w lokalach komunalnych nie jest podłączany automatycznie. Najemca musi najpierw podpisać własną umowę, a czas oczekiwania na założenie licznika wynosi do pięciu dni roboczych. W praktyce dla nowych lokatorów mieszkania komunalnego przy ul. Skrzydlatej oznacza to nawet tydzień w nieogrzewanym pomieszczeniu.
— Przywieźli mnie tu i zostawili. Jest zimno, nie ma prądu, nie ma światła. Załatwiłam wszystko na Hetmańskiej, ale powiedzieli: pięć dni roboczych. Jak ja wytrzymam pięć dni? — pyta pani Alicja.
W pokoju temperatura jest tak niska, że para unosi się z ust. W tym czasie pani Alicja i jej syn chorujący na cukrzycę typu I, muszą radzić sobie bez światła, bez ogrzewania i bez możliwości zagotowania wody czy ugotowania obiadu.
— Tak tu jest. Każdy tak zaczyna. Najpierw świeczki, a dopiero po paru dniach prąd — mówi nowy sąsiad eksmitowanej do baraku kobiety. Te słowa jeszcze bardziej martwią panią Alicję. — Nie wiem, jak wytrzymamy nawet dwa dni. Naprawdę nie wiem. W zeszłym tygodniu miałam awarię piecyka gazowego na starym mieszkaniu, było trzynaście stopni. Zapłaciłam 400 zł za serwis, bo nie dało się wytrzymać. A tu? Nie ma nic — mówi zrozpaczona.

Syn pani Alicji ma za sobą częściową amputację pięty i otwartą ranę, która wymaga codziennej higieny. W chłodzie i wilgoci ryzyko powikłań rośnie. — On ma cukrzycę jedynkę, 25 lat choruje. Wątrobę ma chorą, refluks, depresję. Wypadły mu wszystkie włosy. Miał amputowaną piętę, robaki mu wkładali, żeby martwicę zjadły. Jak ja go w zimnie mam trzymać? — martwi się pani Alicja.— Nie mam jak mu herbaty zrobić. Sąsiadka przyniosła termos z ciepłą wodą, żeby go trochę ogrzać — dodaje.
W budynku znajduje się wspólny korytarz, a w nim kilka toalet, każda przypisana do innego lokalu. Nie ma jednak żadnej łazienki ani prysznica, nawet wspólnego. Jedynym miejscem, w którym można się umyć, jest zlew w lokalu. Tak wygląda codzienność w XXI wieku w lokalach komunalnych ponad stutysięcznego miasta. Dla osoby zdrowej brak łazienki to tylko uciążliwość. Dla pani Alicji i jej chorego syna staje się już poważną barierą bo utrudnia codzienną higienę i uniemożliwia właściwe leczenie ran, które wymagają regularnego, starannego mycia.

Życie, które się rozsypało
Historia pani Alicji to opowieść o pracy, chorobie, utracie dorobku życia i próbach odbudowania codzienności. Przez ponad 20 lat prowadziła wraz z mężem zakład kaletniczy: najpierw na wynajmie, potem w domu, który wspólnie wybudowali. — Ja miałam kiedyś dom. Sama go wybudowałam na Rzemieślniczej 3. Mąż był kaletnikiem, mieliśmy swój zakład dwadzieścia dwa lata. Ale mąż się rozpił, rozeszliśmy się, dom poszedł pod młotek. Trójkę dzieci wychowałam. Dostałam mieszkanie własnościowe na Kalenkiewicza, ale tam zachorowałam i zadłużyłam się, bo sama wychowywałam najmłodszego, dziesięcioletniego wtedy syna — opowiada. Po utracie zakładu pani Alicja pracowała jako krawcowa, a następnie z powodu choroby rąk zaczęła pracę w sklepie mięsnym. — Sprzątałam sklep na Zawadzie, potem mnie przyuczyli na kasę. Sześć lat pracowałam aż do emerytury — mówi.
Choroba i niskie dochody, spowodowały, że pani Alicja nie była w stanie opłacać czynszu. Z mieszkania przy Kalenkiewicza została eksmitowana. — Potem była Lubraniecka, ten strych. I teraz Skrzydlata — mówi. Pani Alicja od dawna próbowała spłacać czynsz. — Z emerytury mam 1300 zł. Komornik zabierał 400 zł co miesiąc. Jak z tego żyć? — pyta retorycznie.
Zadłużenie urosło do około 65 tysięcy złotych, a z odsetkami i kosztami egzekucyjnymi do blisko 135 tysięcy złotych. W tej sytuacji pani Alicja rozważa złożenie wniosku o upadłość konsumencką, żeby zatrzymać dalszy wzrost zadłużenia i uporządkować sytuację finansową.
„Nie mam żalu o eksmisję. Mam żal o to, że zostawiono nas w zimnym pokoju”
Pani Alicja nie obwinia władz miasta, nie podważa decyzji o eksmisji ani procedury.— Ja naprawdę wszystko rozumiem, ja nie mam żalu o samą eksmisję. Prosiłam tylko, błagałam, żeby zostawili mnie do lutego. A dziś przyjechali, spakowali mnie i przywieźli tutaj. Tu nie ma ogrzewania, nie ma prądu, a jest zima. Jak można tak ludzi traktować? Ja mam 73 lata, mam niepełnosprawnego syna, a zostawili nas w ciemnym, zimnym pokoju, bez światła i bez możliwości zagotowania wody — tłumaczy.

To jest historia o tym, jak na papierze wszystko wygląda wzorowo, a jednak w praktyce rodzi się dramat. Bo człowiek nie żyje w dokumentach, tylko w konkretnych warunkach i jeśli w tych warunkach brakuje prądu, ciepła i bezpieczeństwa, to żaden protokół tego nie przykryje.
Ewelina Gulińska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Nikogo się tak nie traktuje czy była by alkoholiczką,menelem każdy zasługuje na szacunek ????
Ucięło "nie" Miało być pani NIE jest alkoholiczka ani menelem.
Jak tak można tragedia boże ludzie co się z wami dzieje ????????????
Tak działają pracownicy ZBK tj dyrektor pan Krauze oraz zarządcy a lokale komunalne są zajmowane bezprawnie.Tacy lokatorzy mają najwięcej do powiedzenia wstyd i porażka
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Kiedy ludzie się w końcu obudzą ...tych co stworzyli to chore prawo ktoś wybierał....to wyście głosowali od najniższego stopnia czyli sołtysa prezydenta miasta a na końcu na premiera i prezydenta państwa i to wy jesteście winni że tak się dzieje w Polsce . To są wyniki nie przemyślanych decyzji i robienia komuś innemu na złość .
z całym szacunkiem ale co ludzie winni , że kobieta zadłużyła siebie i syna ? z tego co wiem , są dodatki mieszkaniowe , przy niskich dochodach 70% jest dotowane przy niskich dochodach są też zasiłki Pani mówi o swojej emeryturze a syn napewno nie jest bez dochodu sprawa jest złożona napewno nie powinni zostać przeniesieni do mieszkania bez uprzednio podłączonego prądu , powinni odpowiednio tydzień przed eksmisją , nakazać Pani zawrzeć umowę z energetyką , natomiast brak łazienki i ubikacja na korytarzu to.. kwestia sporna , nie przeprowadzono ich w nagrode i do luksusu bo tam nie mieli by pieniędzy na opłatę wysokiego czynszu . nie przesadzajmy , rozumiem rozczarowanie ale kobieta zadłużała mieszkanie latami a teraz ma dostać w bloku ? z centralnym? kto za to jej opłaci / bo ona nie i znowu będzie zadłużać warunki ma jakie ma i teraz powinna myśleć jak je polepszyć nie pogarszać
A może pomoże: Elbląska Rada Kobiet albo Anioły Elbląskie, Elbląski Klub Rotary. Jest szansa, aby się wykazać i pomóc.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Nikogo się tak nie traktuje czy była by alkoholiczką,menelem każdy zasługuje na szacunek ????
Ucięło "nie" Miało być pani NIE jest alkoholiczka ani menelem.