Samotna matka przez lata żyła z dziećmi w zagrzybionym, zimnym mieszkaniu przy ul. Żeromskiego. Dzięki determinacji pediatry Agaty Mroczkowskiej, jej męża Marka Mroczkowskiego, radnej Wiesławy Włodarczyk oraz wsparciu wielu osób i firm udało się odmienić los rodziny. Dziś pani Justyna z dziećmi wprowadziła się do wyremontowanego mieszkania, w którym wreszcie mogą poczuć się jak w domu.
Pani Justyna, 33-letnia samotna matka trójki dzieci, przez lata mieszkała w bardzo trudnych warunkach w mieszkaniu ZBK przy ul. Żeromskiego. Lokal był zagrzybiony, wilgotny i ogrzewany piecami. Sytuacja była na tyle poważna, że wzbudziła niepokój pediatry Agaty Mroczkowskiej.
– Znam Justynę od ponad 10 lat. Przychodziła do mnie ze swoimi małymi dziećmi – mówi lek. Agata Mroczkowska. – Z czasem dowiedziałam się od pielęgniarki środowiskowej, że Justyna wychowywała się w domu dziecka. Usłyszałam też o jej trudnych doświadczeniach. Pewnego dnia pielęgniarka powiedziała: „To niemożliwe, żeby ktoś w dzisiejszych czasach mieszkał w takich warunkach”.
Pediatra postanowiła nakłonić kobietę, by zawalczyła o lepsze warunki dla siebie i dzieci.
— Mówiłam do Justyny: „Idź do prezydenta. Idź, popłacz się, powiedz, że nie masz środków. Załatwisz to, bo mam inne pacjentki, bardziej przebojowe, i one sobie załatwiły różne rzeczy” — relacjonuje.
Jak się okazało, próba zakończyła się niepowodzeniem.
— Justyna nie została nawet wpuszczona. Nie miała szansy porozmawiać. Być może sam prezydent nawet o niej nie wiedział, a ktoś inny podjął decyzję — zastanawia się lekarka.
To był moment przełomowy.
— Mówię do męża: „Słuchaj, jak my jej nie pomożemy, to jej nikt nie pomoże. Ja któregoś razu będę piła kawę w moim wygodnym fotelu i usłyszę, że jakaś matka z trójką dzieci z Elbląga zaczadziła się. I to może się okazać, że to jest Justyna. Ja tego nie przeżyję, nie będę miała spokoju do końca życia. Musimy to załatwić” — wspomina.
Marek Mroczkowski, mąż lekarki, zaczął szukać pomocy w urzędach.
— Jedne drzwi, drugie, trzecie — ten nie może, ten nie chce. Większość powoływała się na przepisy i tak dalej. Mąż, już taki załamany, mówi: „No weźcie mi powiedzcie, kto tu coś może? Kto tu coś może, czyli kto chce pomóc?”
Przełom nastąpił, gdy pan Marek trafił do radnej Wiesławy Włodarczyk.
— Jak usłyszał: „pani Wiesia”, to poleciał. Przedstawił sprawę, a ona powiedziała: „Działamy” — relacjonuje Agata Mroczkowska. — I wtedy zaczęła się pomoc: zbiórki, ludzie dobrej woli, organizacja mieszkania.
Pierwsze mieszkanie zaproponowane przez Zarząd Budynków Komunalnych w Elblągu, zdaniem pediatry, nie spełniało warunków, ponieważ była tam wilgoć i piece.
Ostatecznie pani Justyna otrzymała mieszkanie przy ul. Sadowej. Lokal ma ponad 40 metrów kwadratowych, składa się z dwóch pokoi, kuchni i łazienki oraz posiada ogródek na terenie posesji. Można poczuć się tu nie jak w mieszkaniu, ale jak w domu.
— Jak weszliśmy, to tu były wapno i słoma w ścianach oraz czarne sufity. Ale patrzę: dach zrobiony, ocieplenie jest, rynny nie przeciekają. Weszliśmy zimową porą i zero stęchlizny. Mówię: „Boże, bierzcie to mieszkanie” — wspomina lekarka.
Dzięki zaangażowaniu radnej Wiesławy Włodarczyk oraz wsparciu wielu osób i sponsorów rozpoczął się remont.
— Ta pani Wiesia wszystko zaczęła: tu zbiórka, tam pomoc. Dzięki pani Wiesi to wszystko szło do przodu — podkreśla pediatra.
— Dzięki zaangażowaniu wielu firm, instytucji oraz osób prywatnych udało się przeprowadzić remont oraz wyposażyć mieszkanie, tworząc godne warunki do życia dla całej rodziny. To piękny przykład solidarności i wrażliwości społecznej, który warto wspólnie podkreślić — mówi radna Wiesława Włodarczyk.
Mieszkanie jest już wyremontowane i rodzina właśnie się do niego wprowadziła. Niestety sytuacja życiowa pani Justyny nadal pozostaje trudna.
— Ma alimenty i trójkę dzieci. Ona ma takie pieniądze, że z tego moim zdaniem nie da się wyżyć — mówi lekarka. — Popadła w długi finansowe, ciężkie życie.
Jak dodaje, zamiast realnego wsparcia pojawiały się groźby.
— Była straszona, że zabiorą jej dzieci. Uważam, że to powinna być pomoc systemowa.
Mimo wszystko pojawia się szansa na stabilizację.
— Justyna jest osobą spokojną, niewybuchową. Ja uważam, że ona się nadaje do opieki nad ludźmi starszymi. Przy dzieciach chodzi jak w zegarku — twierdzi lek. Agata Mroczkowska. — Mówię jej: „Masz cały dzień: albo siedzisz w domu i myślisz o głupotach, albo idziesz i zajmiesz się problemami innych ludzi. To jest najlepsze lekarstwo na twoje problemy”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
A dlaczego komentujesz postępowanie byłego męża, skoro artykuł tyczy się Justyny? Ona nie odpowiada za jego czyny. Dziewczyna zrobiła świetną robotę, a mieszkanie jest tylko dla niej i dla dzieci. Tu nie ma nic z cwaniactwa, należało im się to szczęście i nowy start. Jak nikomu innemu. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kogo to będzie wkurzać
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
A dlaczego komentujesz postępowanie byłego męża, skoro artykuł tyczy się Justyny? Ona nie odpowiada za jego czyny. Dziewczyna zrobiła świetną robotę, a mieszkanie jest tylko dla niej i dla dzieci. Tu nie ma nic z cwaniactwa, należało im się to szczęście i nowy start. Jak nikomu innemu. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kogo to będzie wkurzać