Reklama

Wilogć, grzyb... po prostu piwnica. Tak żyją z dwiema córeczkami

29/09/2012 10:22

Meble przesiąknięte wilgocią, grzyb panoszący się na ścianach, dwa okienka do wietrzenia latem i niewielka koza do ogrzewania zimą. Trudno sobie wyobrazić życie w takich warunkach. Jednak ta piwnica, albo niższy parter, jak wolą twierdzić urzędnicy, to dom Pawła Bryndy, jego żony i dwóch córeczek.

W niewielkim domku w Kępinach Wielkich (gmina Elbląg) wiele lata temu żyła cała rodzina, czyli rodzice i dwanaścioro dzieci. Teraz mieszka tu tylko dwóch braci ze swoimi rodzinami, Piotr na górze, a Paweł w piwnicy.
— Do tej piwnicy to myśmy się wyprowadzili, gdy brat chciał zrobić remont mieszkania. Miało być tylko na chwilę, a mieszkamy tam już wiele miesięcy — mówi pan Paweł.
W tym czasie na świat przyszła Amelka. Teraz w zatęchłej piwnicy mieszkają we czwórkę: rodzice i ich córki - ośmiomiesięczna Amelia i siedmioletnia Agatka.

Odwiedziliśmy rodzinę pana Pawła w ich nietypowym lokum. To co zastaliśmy na miejscu, nawet przy dużej dozie dobrej woli, trudno nazwać mieszkaniem. Rodzice dziewczynek, mimo wszystko, starają się, aby piwnicy nadać kształt normalnego mieszkania. Są tu więc sprzęty i meble tak jak w każdym mieszkaniu, wersalki, segment, stół, telewizor, łóżeczko Amelki w rogu i wszędobylskie pluszaki, które przypominają, że tu żyją dzieci. Niewielkie pomieszczenia są przesiąknięte wilgocią i grzybem, nie ma łazienki, a okienka praktycznie nie wpuszczają światła dziennego. Nic więc dziwnego, że pan Paweł drży o przyszłość rodziny.
— Teraz jest i tak dobrze, bo nie ma padało — wyjaśnia. — Gdy tylko spadną deszcze, wilgoć robi się nie do zniesienia. Trzy razy już zmieniałem dywany. Poprzednie po prostu rozsypywały się w rękach. Zmieniałem również segmenty, a z szafy nadal wyciągam mokre ubrania.

— Boimy się co będzie, gdy przyjdzie zima — przyznaje pan Paweł. — Mamy piecyk, którym ogrzewamy pokój. Przy minus 10 czy 15 jest tu jeszcze w miarę ciepło. Na kuchnię jednak nie starcza już mocy i tam jest mróz. Jedną zimę już tu przetrwaliśmy, było ciężko, a wtedy nie było jeszcze z nami maleńkiej Amelki.

Strach o przyszłość w głosie ojca na razie nie niepokoi maluszka. Dziewczynka, podczas naszej wizyty, wesoło gaworzy, ciekawie rozgląda się dookoła. Widać, że jest szczęśliwa.
— Ona na razie potrzebuje czułości, mleka i suchej pieluchy. Na razie nie ma trosk, zmartwień i oby było tak jak najdłużej — mówi pani Marzena, mama chrzestna dziewczynki. — To dorośli powinni troszczyć się o zapewnienie jej jak najlepszych warunków. Wujkowi jednak trudno poradzić sobie samemu. Robi wszystko, co może. Przydałaby się jednak pomoc, choćby urzędników, którzy w tej chwili tylko zasłaniają się przepisami i bezradnie rozkładają ręce. Chciałabym aby moja chrześniaczka miała normalny dom, tylko o to chodzi.

Pan Paweł o pomoc zwrócił się do gminy Elbląg, to do nich bowiem należy dom, który bracia tylko wynajmują. Pomimo licznej korespondencji, kontroli urzędników, na razie niewiele udało mu się w ten sposób zdziałać.
— Pan Paweł wraz z rodziną mieszka w pomieszczeniach, które mogę nazwać niższym parterem. To rzeczywiście nie jest lokal mieszkalny — przyznaje Zygmunt Tucholski, zastępca wójta gminy Elbląg. — Jednak konflikt między braćmi uniemożliwia polubowne załatwienie sprawy. Istnieje jednak możliwość zaadaptowania strychu na potrzeby tej rodziny, jednak wtedy potrzebne byłoby również wykonanie zewnętrznych schodów.

Tą wersję potwierdza również brat pana Pawła, pan Piotr. Jak twierdzi nie miałby nic przeciwko temu, aby brat zamieszkał na strychu. Warunkiem jest jednak wykonanie tego oddzielnego wejścia z zewnątrz.
— Ja w remont tego dom wpakowałem masę pieniędzy. Nie ma nic przeciwko temu, aby brat z rodziną zamieszkał na strychu, ale musiałby zrobić tam osobne wejście. Nie chcę, aby przechodził przez moją kuchnię, zresztą chyba nikt by nie chciał — mówi mężczyzna.

Pan Piotr wątpi jednak, aby brat podołał kosztownemu zadaniu.
— On mówił, że chciałby wybić tam otwór, ale do tego potrzebne są drzwi, aby wiatr tam nie hulał i śnieg nie zasypał domu. Obliczyłem, że to najmarniej kosztowałoby 5 tysięcy złotych — mówi pan Piotr.
Na pomoc z gminy brat jak na razie raczej liczyć nie może. Urzędnicy co prawda przyznają, że dom należy się obu braciom, bo obaj są jego najemcami, jednak wyjścia z patowej sytuacji nie widzą. Najchętniej problemu by się pozbyła i zachęca obu braci do wykupienia domu.

— Jednym z rozwiązań konfliktu jest dochodzenie swoich praw co do podziału pomieszczeń mieszkalnych na drodze sądowej, po wykupieniu nieruchomości — podpowiada panu Pawłowi w jednym z pism zastępca wójta.

Takie rozwiązanie oznacza jednak, że mężczyzna i jego rodzina, spędzą w cuchnącej stęchlizną piwnicy jeszcze wiele miesięcy, o ile nie lat.
— Nawet gdybyśmy teraz otrzymali dostęp do tego strychu to i tak musielibyśmy spędzić zimę tu, gdzie jesteśmy. Tam konieczny jest remont, no i te schody — dodaje pan Paweł. — Dlatego zwracałem się do gminy o przyznanie jakiegoś innego mieszkania, socjalnego.

Zdaniem urzędników, taka pomoc, jak się okazuje, tej rodzinie się nie należy, bo przecież pan Paweł ma już mieszkanie.
— Mężczyzna posiada już tytuł prawny do lokalu mieszkalnego, co dyskwalifikuje do jako oczekującego na lokal z zasobów gminnych, a i bez tego są niewielkie — dodaje Tucholski. — Mamy świadomość, że tam są dzieci, że mieszkają w naprawdę ciężkich warunkach, dlatego nie odpuszczamy. Przyznam jednak, że mamy ciężki orzech do zgryzienia.

Tak zamyka się błędne koło. Tata Amelki i Agatki zapewnia jednak, że o godziwe warunki dla swoich dzieci będzie walczył. Na razie jednak rodzina musi się przygotować do przetrwania jesieni i zimy w piwnicy. W jedynym domu jaki teraz mają.
Natasza Jatczyńska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama