27-letnia Ewa Uzalewicz walczy z gminą o prawo do lokalu po zmarłym mężu. Urzędnicy twierdzą, że nie ma do niego prawa, bo sama się wyprowadziła, gdy mąż żył. Kobieta wyprowadziła się od męża i nawet wymeldowała, bo nie mogła już wytrzymać ataków mężczyzny chorego na schizofrenie. — Z mężem było coraz gorzej. Uważał, że go zdradzam, że go truję - tłumaczy Pani Ewa.
— Z mężem było coraz gorzej. Uważał, że go zdradzam, że go truję. Nawet dziecko już zauważyło, że jest z nim coś nie tak. Córka mówiła babci, że nie chce wracać do domu, bo tata się dziwnie zachowuje — wspomina młoda kobieta. — Stałam między młotem a kowadłem. Dobro dziecka, czy dobro męża. Nie wiedziałam co mam zrobić i jak wybrać. Kiedy zaczęło być naprawdę źle, odeszłam... Zostawiając męża pani Ewa liczyła, że on się zmieni. — Musiałam to skończyć. Dziecko nie chciało wracać do domu. Chciałam go nastraszyć, żeby się leczył. Myślałam, że jak się wyprowadzę, zabiorę rzeczy to on zrozumie, że musi się leczyć, że rodzina go przekona. Że pójdzie do lekarza, zacznie brać leki — opowiada pani Ewa.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!