Reklama

Zaczynał od metra, 
skończył na więziennym murze

18/08/2012 14:40

Specjalizowaliśmy się w malowaniu stacji metra. Jeśli gdzieś w Europie otwierano nową stację, my już tam byliśmy — opowiada Łukasz, osadzony z aresztu w Elblągu. Za kratki trafił, bo kradł, by zdobyć pieniądze na narkotyki. Tu stara się wyjść z nałogu. Ostatnio pomalował ściany spacerniaka.

Łukasz ma 30 lat. Pochodzi z Torunia. Od 2 maja odsiaduje w Elblągu wyrok. Był skazywany za drobne kradzieże. W sumie uzbierało mu się do odsiadki 4 lata i 9 miesięcy. Za kratami spędził dotąd dwa lata. Stara się wyjść z uzależnienia od narkotyków, które zrujnowało mu życie. W zwalczeniu nałogu pomaga mu malowanie i praca w elbląskim hospicjum.

— W latach 90. jeździłem na rolkach. Miałem nawet pewne sukcesy — opowiada Łukasz. — Niestety, miałem wypadek, a kontuzja sprawiła, że nie mogłem dalej jeździć. Wtedy zainteresowałem się graffiti. Uczyłem się od prekursorów, od najlepszych w naszym kraju.

Łukasz dołączył do jednej z najbardziej liczących się grup grafficiarzy. — To byli ludzie z Gdańska, Warszawy, Krakowa i Torunia — wspomina.

Grupa specjalizowała się w malowaniu stacji metra. Jeździli po całej Europie. — Byłem w Hiszpanii, Szkocji, Danii, Finlandii, Czechach, Słowacji. Kilka razy w miesiącu byliśmy w Niemczech — wylicza. — Raz w Londynie udało nam się pomalować cztery stacje metra pod rząd.

Wszystko, oczywiście, nielegalne.
— Gdyby mnie nie złapali, teraz pewnie szykowałbym się na wyjazd do Rosji. Żadnemu Polakowi dotąd nie udało się tam pomalować metra — dodaje.

Łukasz wraz z kolegami z Torunia malował też pociągi.

— W Toruniu znali mnie w pewnym momencie wszyscy kolejarze. Nawet, gdy z dziewczyną spacerowałem w okolicy dworca, to mnie pilnowali — opowiada.

Zdarzało się, że go łapano. Wówczas za wandalizm musiał malować np. elewacje budynków przy wlocie do Torunia.

— W sumie fajna kara, za nielegalne graffiti kazano mi malować — śmieje się. — Malowałem też stadion piłkarski.

Pod koniec lat 90. zaczął ćpać. Brał narkotyki przez 14 lat.

— Brałem kokainę i crack (najbardziej uzależniająca forma kokainy-red.). Za to wyrzucili mnie z kilku grup, z którymi malowałem, bo oni się w to nie bawili. Zacząłem malować np. puby, żeby zarobić trochę pieniędzy. Wszystko szło na narkotyki.

W tym czasie pracował w szpitalu jako instrumentariusz na bloku operacyjnym. — Ale za dużo ćpałem i wyrzucili mnie stamtąd. Pracę znalazłem w firmie mojej mamy, ale ją... okradłem.

By zdobyć kasę na narkotyki zaczął kraść. Wpadł raz w Niemczech. Przesiedział tam rok w więzieniu. Później złapano go w kraju. Kolejny wyrok. Za kratkami chce zerwać z nałogiem.

Dopiero podczas terapii poznał, że malowanie, które nie wiąże się z łamaniem prawa, też może sprawiać przyjemność. Widząc jego zdolności, wychowawca zaproponował mu pomalowanie dziedzińca spacerniaka. Temat dotyczył ekologii - oszczędzania energii, wody i segregowania odpadów.

— Po 14 lata ćpania w głowie ma się różne rzeczy, więc trochę trwało zanim wspólnie z wychowawcą zaprojektowaliśmy to graffiti. Wykonanie tego malunku zajęło mi blisko 4 miesiące.

W trakcie terapii zaczął też malować farbami akwarelowymi, mazakami, ołówkiem. Jego prace zaczęto wysyłać na konkursy plastyczne służb więziennych, w których odnosi sukcesy. Maluje dużo portretów, interesuje go również biomechanika. Część swoich prac wymienia ze współwięźniami na słodycze.

— Zająłem się też takim klasycznym stencilem (malowanie od szablonów-red.), przekładając to na warunki więzienne — opowiada 30-latek. — Jako szablonów używam przedmiotów, które są w celi. A w przyszłości myślę o malowaniu sprayem na płótnie, nie myślę już o nielegalnym malowaniu.

Łukasz jest również jednym z dwóch skazanych, którzy pracują jako wolontariusze w elbląskim hospicjum.

— Wyrządziłem wiele krzywdy, teraz chcę to zrekompensować. Mam papiery ratownika, jeszcze z wolności, więc mogę pracować z pacjentami — stwierdza. — Kiedyś myślałem, że hospicjum to umieralnia, ale tak nie jest. Można tam spotkać ciekawych ludzi. A zwykły uśmiech, rozmowa, czy uścisk dłoni - to dla nich bardzo wiele.

Bardzo się zżył z małą Angeliką, która od kilku lat jest podopieczną hospicjum. — Spędzam z nią najwięcej czasu. Angelika jest świetna. Taka radosna. W przyszłości będę chciał ją odwiedzać — mówi.

Łukasz zapewnia, że choć niedługo wyjedzie z Elbląga, to będzie tu wracał.

— Mam wszystko zaplanowane: w tygodniu będę pracował w firmie mamy, a na weekend będę chciał przyjeżdżać do Elbląga, do Angeliki. Ale najpierw terapia. Po wyjściu z więzienia będę się leczył dalej. Mam już załatwiony ośrodek w Toruniu — wykłada swoje plany.

Łukasz codziennie idąc do hospicjum mija stadion przy ul. Agrykola. Irytują go "bohomazy", który widać na ogrodzeniu. Jego marzeniem jest pomalowanie ogrodzenia.
— W hospicjum wisi obraz z panoramą Elbląga. On by idealnie pasował w tamto miejsce, tym bardziej, że to ogrodzenie ma takie fajne półkole — zauważa. — Pomalowałbym je oczywiście w kolorach Olimpii.
30-latek wszystko zaplanował. — Potrzeba farby za około 700 zł plus czarną lub niebieską farbę na podkład — wylicza. — I dla mnie dwie butelki coca-coli — śmieje się.
Rafał Maliszewski
[gallery=4]34491[/gallery]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama