Reklama

Zanim otworzy się spadochron



20/10/2012 12:52

Maciej Leśniewski, dyrektor elbląskiego aeroklubu, tak jak chyba większość z elblążan z zapartym tchem oglądał niedawny skok Feliksa Baumgartnera.Czy na podobną przygodę zdecydowałby się szef elbląskiego aeroklubu.

— Nie na pewno z takiej wysokości nigdy bym nie skoczył. Nie mam w sobie takiej determinacji, jak ten 43-letni Austriak — stwierdza Maciej Leśniewski. — Może, gdybym miał mniej lat i mniej cenił życie — zastanawia się.


Trzeba być samobójcą, by przy takich zagrożeniach zdecydować się na skok?

—Z wysokości 39 kilometrów jeszcze nikt nie skakał, ale Feliks Baumgartner nie był przecież człowiekiem wziętym na taki skok z ulicy. Jest on człowiekiem wszechstronnie do tego przygotowanym, mającym na swoim koncie wiele bardzo trudnych skoków — podkreśla Maciej Leśniewski.


Czy mimo tego się bał?
— Nie wiem, trudno to przesądzić. Strach, choć może lepiej nazwać to stresem, nie musi zresztą paraliżować przy skokach. Najczęściej jest zresztą bardzo pomocny - zapobiega bowiem rutynie. A to rutyna może stać się największym zagrożeniem stojącym przed każdym skoczkiem spadochronowy. I to zarówno tym, który wita ziemię z wysokości kilkudziesięciu kilometrów, jak Feliks Baumgartner, jak i tym, który czyni to z wysokości 1200 metrów, jak Maciej Leśniewski.


— Najtrudniejszy jest sam moment skoku - stoisz i patrzysz w pustkę — mówi szef aeroklubu.

Gdy jednak już się skoczy...

— To są niezapomniane, fascynujące wrażenia, o niesamowitej intensywności. Zwłaszcza początek skoku, gdy jeszcze nie otworzy się spadochron — mówi Maciej Leśniewski.


Ale i później, gdy już nad głową pojawi się już czasza spadochronu, na brak wrażeń nie można narzekać.
— Z wysokości 1200 metrów widziałem i Zatokę Gdańską, i Mierzeję Wiślaną, i statki na Kanale Elbląskim, i Pasłęk, a nawet zamek w Malborku — opowiada dyrektor elbląskiego aeroklubu.

Za te kilka minut (gdy otworzy się czasza spadochronu prędkość lotu spada z 200 do 20 kilometrów na godzinę) warto zapłacić wcześniejszym stresem.
— Zanim otworzy się spadochron spada się z prędkością 200 kilometrów na godzinę, to fascynujące uczucie. To właśnie ten moment, te kilka sekund zanim nad głową pojawi się czasza spadochronu jest esencją skoku — mówi pan Maciej.


Jak podkreśla dyrektor, skoki spadochronowe i w ogóle sporty lotnicze, są bezpieczniejsze od jazdy autem po polskich drogach.

— Odwiedził mnie niedawno znajomy - Polak od wielu lat zamieszkały w Belgii. Przez te lata zdążył zapomnieć o stanie naszych dróg. Teraz sobie przypomniał. Gdy zakończyliśmy jazdę do Olsztyna, to wysiadając miał zieloną twarz. "Jak wy możecie po czymś takim jeździć" - stwierdził — mówi Maciej Leśniewski.
Może więc rzeczywiście bezpieczniej jest skakać.
wch

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama