Nawet 10 godzin dziennie w szkole, a później jeszcze odrabianie prac domowych i dalsza nauka. Wolnego czasu nie ma. O hobby także można zapomnieć. Siódmoklasiści w dwa lata muszą przerobić materiał z trzech. To efekt reformy oświaty.
— Wnuczka była piątkową uczennicą, chwaloną przez nauczycieli, wgrywała konkursy i startowała w olimpiadach — opowiada Barbara, która skontaktowała się z naszą redakcją. — Miała także swoje zainteresowania i hobby, które z pasją pielęgnowała. Wszystko działo się do czasu. A mianowicie reformy edukacji i likwidacji gimnazjów. W ubiegłym roku wnuczka trafiła do 7 klasy szkoły podstawowej, jako rocznik „eksperymentalny”. Jej codzienność wygląda teraz tak, że w szkole nierzadko spędza 10 godzin dziennie, potem wraca do domu, szybko je obiad, by za chwilę usiąść do książek, odrobić zadane prace domowe i przygotować się do lekcji na następny dzień. Do tego dochodzą przygotowania do kartkówek, sprawdzianów... Na przyjemności nie starcza już czasu, bo przecież nauka... Dziecko idzie spać około godz. 23. I tak od kilku miesięcy. Dorosły by nie wytrzymał takiego tempa, a co dopiero dziecko. Wnuczka opuściła się w nauce. Teraz boi się, że nie dostanie się do wymarzonej szkoły średniej. Nie mogę na to bezsilnie patrzeć: nie pozwolę by minister Anna Zalewska złamała życie mojej wnuczce — dodaje.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!