Reklama

Chcę wiedzieć, czy mój synek mógł żyć



10/02/2011 17:22

— Jego pierwszy płacz był bardzo cichy, stłumiony. Potem zsiniała mu nóżka. Dziwnie oddychał — opowiada pani Agnieszka, matka noworodka, u którego nie wykryto wrodzonej wady serca. Chłopiec umarł kilkanaście dni później. — Gdy wypisywaliśmy dziecko ze szpitala, było zdrowe — twierdzi Lech Cylkowski, dyrektor do spraw lecznictwa w szpitalu miejskim w Elblągu.

W czwartek rodzice zawiadomili o sprawie prokuraturę, chcą wiedzieć czy ich synek mógł żyć.



2 grudnia w elbląskim szpitalu miejskim, pani Agnieszka (22 lata) z Młynar urodziła swoje pierwsze dziecko. Pięć dni po porodzie, matka z dzieckiem zostali wypisani ze szpitala. Kilkanaście dni później rodzice wrócili z dzieckiem do szpitala miejskiego. Maluch był już - jak mówią lekarze - w stanie agonalnym. 
Rodzice uważają, że Dawidek zmarł przez zaniedbania elbląskich lekarzy. Twierdzą, że od początku widzieli, że z dzieckiem jest coś nie tak. Utrzymują, że sygnalizowali to lekarzom, ale oni nie reagowali. 
Młoda kobieta twierdzi, że w drugiej dobie zauważyła, że chłopcu sinieje nóżka. 


— Zgłosiłam to położnej. Zabrali dziecko do inkubatora, żeby się ogrzało. Miałam wrażenie, że lekarze nie chcieli mnie słuchać, bo jestem młoda.


Lekarze zaprzeczają słowom rodziców.
— W papierach nie ma nic o sinej nóżce. Teraz rodzice wszystko mogą powiedzieć co chcą, chcąc nam udowodnić winę — twierdzi Lech Cylkowski, ordynator oddziału Ginekologiczno-Położniczego w szpitalu miejskim.
— Przez cały pobyt od czasu wypisania ze szpitala, wszystko było w porządku. Tylko po karmieniu mały bardzo się męczył i ciężko oddychał. To nas niepokoiło — opowiada mama. 
26 grudnia wieczorem chłopiec zaczął wymiotować. 27 grudnia rano rodzice pojechali z nim do Szpitala Miejskiego w Elblągu.


— Kazali mi z nim szybko jechać do szpitala wojewódzkiego na Królewiecką — mówi Agnieszka, matka dziecka. 
— Chłopiec trafił do nas w stanie ciężkim z rozpoznaniem zaburzeń oddechowych — poinformował Maciej Merkisz, ordynator Oddziału Noworodka, Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka w szpitalu wojewódzkim w Elblągu. — To była bardzo poważna sytuacja wymagająca natychmiastowej reakcji. Szybko wykonaliśmy dziecku komplet wysokospecjalistycznych badań diagnostycznych, w tym RTG płuc, EKG i echo serca. Badania ujawniły nadciśnienie płucne i podejrzenie wady serca. Błyskawicznie podjęto więc decyzję o przewiezieniu dziecka do Kliniki Kardiologii Dziecięcej w Gdańsku. Chłopiec został tam przetransportowany specjalistycznym transportem medycznym.


Dawidek zmarł w nocy w Klinice Kardiologii Dziecięcej w Gdańsku. 
Okazało się, że miał wrodzoną wadę serca. Lekarze ze szpitala miejskiego jej nie wykryli. 
— Koarktacja aorty to wada serca, która jest wyleczalna, również u niemowląt — wyjaśnia dr n. med. Jerzy Górny, warmińsko-mazurski konsultant w dziedzinie kardiologii. — Koarktacja to jest zwężenie części aorty. Leczenie polega na udrożnieniu tego zwężenia. Wada jest do wykrycia w standardowym procesie badania noworodka. Pod warunkiem, że dziecko zostanie zbadane echokardiografem. 


W elbląskim szpitalu miejskim nie wykonano takiego badania u Dawidka. 
— Tego typu badania robimy wtedy, gdy kobieta ma więcej niż 35 lat, albo gdy w rodzinie dziecka występowały wady serca. W tym przypadku tak nie było — usłyszeliśmy od ginekologa Janusza Flaka, lekarza ze szpitala miejskiego, który prywatnie prowadził ciążę pani Agnieszki.



Karolina Śluz

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama