Reklama

Czarny protest w Elblągu. "Rodzę z miłości, nie z przymusu" [film, zdjęcia]

03/10/2016 12:55

„Moje ciało, moja sprawa”, „Brońmy kobiecej godności” czy „Rząd nie ciąża, można usunąć” to tylko kilka haseł, które w poniedziałek (3.10) można było usłyszeć na elbląskich ulicach. W czarnym proteście przeszło w Elblągu około tysiąca osób.

[gallery=4]90161[/gallery]
W poniedziałek w całej Polsce odbywają się strajki kobiet, które protestują wobec możliwego zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji, ujętych w projekcie obywatelskim „Stop Aborcji” wprowadzający całkowity zakaz przerywania ciąży oraz kary m.in. dla kobiet, które poddadzą się aborcji. Idea ogólnopolskiego strajku miała swój początek w internecie; jego uczestniczki zapowiedziały nieprzyjście do pracy lub nie wykonywanie swoich codziennych obowiązków.

Także elblążanki solidarnie przyłączyły się do manifestacji.
— Wykorzystałam dzień wolny w pracy i przyszłam na marsz. Dziś chcemy pokazać, że nie zgadzamy się na to, co rząd chce nam przygotować pod osłonką tego, że nie jest to projekt rządowy a obywatelski i wmawia się nam, że tego chce naród i wyborca. Nie podoba mi się to, że ktoś chce nam zabronić możliwości wyboru — mówi elblążanka, Beata Branicka.

Kobiety podkreślały, że przykre jest to, iż o tak ważnych sprawach muszą mówić na ulicznych strajkach.
— Nigdy nie miałam potrzeby mówić na forum publicznym o moich prywatnych poglądach. Ale to jest tak istotna kwestia, że nie wyobrażam sobie, bym mogła teraz siedzieć w domu. Chcę podkreślić, że przynajmniej w moim odczuciu to nie jest protest pro-aborcyjny. W pewnych określonych przypadkach, które mieliśmy wypracowane od lat kobiety muszą mieć prawo wyboru i nikt nie może im czegoś narzucać — tłumaczy Małgorzata Hadwiczak. — To co zrobią to kwestia ich własnego sumienia i wyboru. Jestem tu dziś z moją córką i także dla niej walczę o możliwość tego, by kiedyś miała taki wybór. To, co dziś się dzieje nie jest jednak tylko sprawą kobiet i to widać na ulicach, bo panowie też są z nami, więc frekwencja dopisała.

Jak podkreślali uczestnicy poniedziałkowego marszu, protest nie miał być wyrazem ich poparcia dla aborcji.
— To manifestacja poparcia dla możliwości i swobody wyboru, a to jest w tej chwili zagrożone. Ja nie jestem kobietą i nie jestem w stanie wczuć się w jej sytuację, która jest w ciąży z różnych przyczyn. Może mieć ciężką sytuację życiową i stanąć przed wyborem, który i tak jest dla niej ciężki i stanowi o dramacie w jej życiu. Natomiast ja nie jestem w stanie za nią zdecydować - to ona będzie z tym żyła i chciałbym, żeby miała możliwość decyzji, jak to życie ma dalej wyglądać. Zdaję sobie sprawę, że to jest kontrowersyjne, ponieważ temat życia poczętego to jest bardzo krucha i delikatna kwestia ale nie uważam też, żeby nasi politycy mieli prawo w tej kwestii decydować za kobiety — dodaje Wojciech Minkiewicz.

Na elbląski marsz zaproszenie dostały także władze miasta, z którego skorzystały. W poniedziałek na Placu Dworcowym, skąd wyruszała manifestacja, pojawił się prezydent Elbląga Witold Wróblewski oraz wiceprezydent Janusz Nowak. Choć, jak podkreślał ten ostatni, na marsz przyszedł jako osoba prywatna.
— Wolnego dnia nie brałem, ale miałem kilka godzin „okienka”. Jesteśmy tu dziś jako mężowie, ojcowie i dziadkowie i chcemy po prostu zamanifestować swoje zdanie w sprawie warunków dopuszczalności aborcji. Duża większość uważa, że dotychczasowa ustawa antyaborcyjna wypracowana w wyniku konsensusu powinna pozostać — mówi wiceprezydent Nowak.

W urzędach administracji publicznej w Elblągu "czarny poniedziałek” przebiegł bardzo spokojnie. W starostwie powiatowym w Elblągu żadna z pań nie skorzystała z możliwości urlopu na żądanie, zaś Urząd Miejski nie prowadził takich statystyk.— Aczkolwiek te panie, które zdecydowały się przyjść dziś do pracy, solidaryzują się z koleżankami czarnym strojem. Praca urzędu przebiegała w poniedziałek sprawnie — mówi Łukasz Mierzejewski z biura prasowego UM w Elblągu.

W ubiegłym tygodniu Sejm skierował projekt obywatelski „Stop aborcji" do prac w komisji, jednocześnie odrzucając w pierwszym czytaniu projekt, który miał zliberalizować obowiązujące przepisy aborcyjne. — Projekt „Stop aborcji” jest drakoński i nieludzki. Mam nadzieję, że nasz głos z poniedziałkowych marszów nie zostanie zlekceważony przez rządzących — mówi Robert Koliński, współorganizator elbląskiego marszu.
as

[script=http://mr1a.exs.pl/embed5.php?mid=MTA4NjUsNjQweDQ4MCwyLDAsMCw2OTIsMSwwLDEsNTAsMCwwLDAsMCww=][/script]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama