Reklama

Czekali na remont drogi 503 latami. Teraz przeżywają koszmar

27/09/2012 07:39

Drogowy koszmar na "pięćsettrójce" się nie kończy. Remont, na który mieszkańcy Tolkmicka i okolic czekali przez kilkanaście lat, stał się ich prawdziwym utrapieniem. Ludzie mają kłopoty z wydostaniem się ze swoich wsi. Autobusy nadrabiają setki kilometrów, żeby dowieźć pasażerów do celu. Pomimo obietnic, że nikt już nie będzie zaskakiwany nagłym blokowaniem kolejnych odcinków drogi, kierowcy wciąż narażani są na takie niespodzianki.

Radny powiatowy Marek Zamojcin, zaapelował do starosty o podjęcie partnerskich - jak zaznaczył - rozmów z inwestorem remontowanej właśnie "pięćsettrójki" na temat pozostawiającego wiele do życzenia przebiegu robót.
— Przede wszystkim chodzi o to, żeby wykonawca po ludzku obchodził się z mieszkańcami — podkreślił radny. — A co się dzieje teraz? Odcinki drogi zamykane są bez żadnych uzgodnień. Objazdy puszczane są dziwnymi trasami, np. po wałach przeciwpowodziowych, z których samochody, przy każdej mijance, mogą się po skarpie zsunąć w dół.

Nie jesteśmy niewdzięcznikami
Jego interpelacja padła na podatny grunt.
— Ja też mieszkam przy tej drodze — przypomniał Ryszard Zagalski, przewodniczący Rady Powiatu w Elblągu. — Wszyscy jesteśmy szczęśliwi, że "pięćsettrójka" jest remontowana. Na tę chwilę czekaliśmy 12 lat, od chwili powstania powiatu elbląskiego. Nie jesteśmy niewdzięcznikami. Każdy był przygotowany na pewne niewygody, ale na pewno nie na takie niespodzianki, jakie każdego dnia funduje nam wykonawca.
Jedna z takich niespodzianek spotkała przewodniczącego w czwartek wieczorem. Ruszając z Jagodna o godz. 17, Ryszard Zagalski spokojnie dojechał do Elbląga. Ale gdy o godz. 22 chciał tą samą trasą wrócić do domu, dojechał tylko do drogi na Próchnik.
— Zatrzymała mnie wielka wyrwa w miejscu, gdzie znajdował się stary przepust — opowiada. Znam teren, więc drogą przez Krasny Las dojechałem do Próchnika i dalej, lasem, do Rangór. Ale gdyby na moim miejscu była osoba, która nie zna naszych okolic, nie miałaby pojęcia, jak dalej jechać. A gdyby to była karetka, jadąca do Jagodna? Zanim by tam dotarła okrężną drogą, chory mógłby umrzeć!

Od awantury do awantury
Przewodniczący ma własną teorię na temat metody "współpracy" z mieszkańcami.
— To są takie "macanki" — obrazowo mówi Ryszard Zagalski. — Sprawdzają, ile mieszkańcy są w stanie wytrzymać. Gdy widzą, że nerwy już ludziom puszczają, wtedy wykonują jakiś fragmencik objazdu, jak np. w Kamionku Wielkim, i przez chwile jest spokój. I tak się toczy ta inwestycja, od awantury do awantury...
Przewodniczący pamięta, że podczas poprzedzających inwestycję konsultacji z mieszkańcami była mowa o objazdach z prawdziwego zdarzenia.
— Odnoszę wrażenie, że wykonawca idzie na skróty i nie robi tych wcześniej obiecywanych objazdów — mówi Ryszard Zagalski. — Na pewno byłyby one strasznie kosztowne, bo teren jest trudny. Gdy podczas ostatniego spotkania z przedstawicielami inwestora i wykonawcy w Tolkmicku padło na ten temat pytanie, zapadła głucha cisza... Uważam, że niezbędne objazdy, tak, czy inaczej, trzeba zrobić, bo ludzie nie mogą rezygnować z życia tylko dlatego, że w sąsiedztwie ich domów prowadzony jest remont drogi.

Myśleć trzeba było wcześniej
Przed tygodniem horror przeżywali mieszkańcy, którzy się chcieli wrócić z Elbląga do swoich domów w Tolkmicku. Rano do pracy dojechali autobusem bez kłopotów. Po południu autobus stanął przed rozkopanym mostkiem w Kadynach i... musiał zawrócić.
— Ja chyba jestem za głupia na taką organizację objazdów... — dzieli się z nami swoimi uwagami na temat bałaganu na "pięćsettrójce" jedna z mieszkanek Suchacza. — Po rozkopaniu mostku w Kadynach puszczono ruch przy samej plaży i dalej wałem przeciwpowodziowym. Autobusy tamtędy nie przejadą, bo to droga tylko dla samochodów o ciężarze do 3,5 tony. A gdy spadnie śnieg, nikt tamtędy nie przejedzie. Jest lepsza droga przez las, przez Pęklewo, ale trzeba byłoby ją trochę przygotować do wzmożonego ruchu. Dlaczego nikt o tym nie pomyślał wcześniej?

Sponsor mimo woli
Pracownicy, działających na terenie gminy Tolkmicko firm przewozowych, przeżywają prawdziwy dramat. Wałem przeciwpowodziowym autobusy nie przejadą. Kierowcy muszą korzystać ze znacznie dłuższych objazdów, a to oznacza ogromne ilości dodatkowo zużywanego paliwa. Średnio, każdy kurs wydłuża się o ok. 20 kilometrów.
— Stałem się sponsorem, tylko nie wiem kogo — z goryczą w głosie mówi Janusz Birkholc, właściciel firmy przewozowej "Tolko". — Dowożę też dzieci do szkół. Jeden autobus dziennie przejeżdża 130 km, drugi - 100 km. Przez objazdy muszę do tego dokładać jeszcze kolejne 100 km.

Właściciel firmy "Tolko" przyznaje, że nie rozumie, dlaczego remont drogi rozpoczął się od końca.
— Wykonawca zaczął roboty nie od wybudowania objazdów, jak to się robi w cywilizowanym świecie, a od rozkopania drogi. To nie jest normalne — podkreśla Janusz Birkholc. — W świetle przepisów, objazdy mogą nam dodać do 5 proc. liczby pokonywanych przez nas kilometrów. To oznacza, że nasza trasa 29 km może wydłużyć się o 1,5 kilometra. Ale nie o 20 km i więcej!

Gorzej być nie może
Katarzyna Topolewska, właścicielka firmy przewozowej "Noir", na pytanie, jak sobie radzi w obecnej sytuacji odpowiada krótko - "tragicznie!".
— Właśnie wysłałam zażalenie do inwestora, czyli Zarządu Dróg Wojewódzkich, na nieprzystosowanie objazdów do cięższych pojazdów — mówi Katarzyna Topolewska. — Strach nawet sumować liczbę nadrabianych przez nas kilometrów. To są tracone przez nas pieniądze. Kto nam je zwróci?
Józef Zamojcin, wiceburmistrz Tolkmicka zdradza, że w urzędzie myśli się o tym, jak można pomóc firmom przewozowym. To mogłaby być np. dotacja dla firmy przewożącej uczniów, ale w tegorocznym budżecie pieniędzy na taki cel na pewno nie ma.

— Mieszkańcy codziennie kontaktują się z nami w sprawie drogi 503 — przyznaje Józef Zamojcin. — Ludzie pytają np. kto im zapłaci za uszkodzone na objazdach pojazdy. Wtedy odsyłamy ich do biura wykonawcy. Bezpośredniego wpływu na inwestycję nie mamy, ale staramy się być rzecznikami mieszkańców w każdej zgłaszanej przez nich sprawie. Musimy wspólnie przetrzymać ten remont.
Wiceburmistrz, podobnie, jak nasza Czytelniczka, też uważa, że wspomniany przez nią objazd przez las będzie lepszy i przede wszystkim - bezpieczniejszy.

— Przynajmniej nikt z niej zimą nie spadnie — mówi Józef Zamojcin. — Ten objazd będzie szybko przygotowany. Wcześniej nawierzchnia drogi będzie wzmocniona kruszywem. Dodatkowo musimy odgrodzić od domów odcinek, biegnący przez Pęklewo. Tam mieszka sporo dzieci, więc trzeba zadbać o ich bezpieczeństwo.
gog

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama