Reklama

Dariusz Bajczyk: Lubię piłkę ręczną

09/04/2013 15:37

Przychodząc do Startu nie zakładałem, że uda nam się tutaj w ciągu roku dokonać cudu. Zdawałem sobie sprawę, i nie tylko ja, również zarząd, że to jest żmudna praca, która raczej nie będzie gloryfikowana — mówi Dariusz Bajczyk, dyrektor zarządzający Elbląskiego Klubu Sportowego Start Elbląg, dyrektor ds. ubezpieczeń zdrowotnych i grupowych Negocjator - Dom Brokerski, który był jednym ze sponsorów plebiscytu na 10 Najpopularniejszych Sportowców Ziemi Elbląskiej i Braniewskiej 2012 roku.

— Wierzy Pan w to, że można odbudować w Elblągu kobiecą drużynę piłki ręcznej, która będzie odnosiła takie sukcesy jak w latach 90.
— Wierzę. Wszystko przed nami. Lata temu Elbląg święcił triumfy. Czasy były inne, sytuacja była inna i zawodniczki były inne. Wtedy był to bardziej sport niż biznes. Dzisiaj jest odwrotnie. To jest chyba cały problem. Dzisiaj przy transferach zawodniczki, coraz rzadziej rozmawiają o sportowych elementach gry w piłkę ręczną. Wolą o innych, tych biznesowych. Jestem to w stanie zrozumieć, ale nie muszę tego w pełni akceptować. Nie jest żadną tajemnicą, że w naszej polskiej lidze jest wąska grupa wartościowych zawodniczek, a one - mając tego świadomość - stawiają wysokie wymagania, w tym finansowe. Często nie do przejścia dla większości klubów.

— Dlaczego chociaż organizacyjnie Start wygląda lepiej niż w poprzednich latach, to wciąż nie ma wyniku sportowego?
— Zespół tworzy się przez lata. Prawda jest taka, że nasza elbląska drużyna przez wiele ostatnich lat dołowała. Były różne problemy – od organizacyjnych po finansowe. Od lat mówi się o nas, że jesteśmy przechowalnią. To nie dawało dobrego świadectwa i nie pchało dobrych zawodniczek w naszym kierunku. W ostatnim czasie zarząd starał się uporządkować klub, poukładać go finansowo i organizacyjnie. I te rzeczy się udały. Spłaciliśmy długi, uporządkowaliśmy kwestię opieki medycznej, płacimy na bieżąco wynagrodzenia, dołączyła do nas spora liczba sponsorów, którym z tego miejsca dziękuję i zachęcam do dalszego wspierania naszego klubu i elbląskiej piłki ręcznej. Jednak budowa zespołu musi trwać dalej. Nie wystarczy ładnie się ubrać, odświeżyć dezodorantem i już wszyscy musza uznać, że jesteś eleganckim człowiekiem. Na to trzeba czasu. Tak samo jest z klubem. To nie jest tak, że spłaciliśmy dług i od razu zły czar prysł, jesteśmy fantastyczni, najlepsi, wszyscy się do nas garną. Na utratę wiarygodności pracuje się długo, ale na jej odzyskanie jeszcze dłużej. Dlatego my powoli, bez huraoptymizmu, budujemy stabilność i wiarygodność klubu. Prowadzimy ciekawe rozmowy. Jest coraz więcej zawodniczek, które są zainteresowane grą w naszych barwach.

— Drużyna, zamiast w play-off, walczy w grupie spadkowej.
— Smutny fakt. Nie jesteśmy w pierwszej ósemce, ale spójrzmy na to obiektywnie... Gdyby nie wstydliwe wpadki z beniaminkami tj. Samborem i Olimpią-Beskid dzisiaj walczylibyśmy w fazie play-off z 5 miejsca. Z jakim skutkiem? Kto wie. Tak czy inaczej liga jest słaba, a nasz wynik sportowy niezadowalający. Gdzieś popełniono błędy. Wyciągamy wnioski.

— Co jest łatwiejsze, działanie w sporcie czy biznesie?
— W biznesie. Żadna działalność publiczna, choćby ona była non-profit, jak w Starcie, nie jest miła, bo Elbląg jest bardzo trudnym miastem. W Elblągu działa się na zasadzie - bij tego, który się wychyla. Ktoś poprosił mnie o pomoc w uporządkowaniu pewnych spraw w klubie, zakładając, że można wykorzystać moje doświadczenie zawodowe. Nie od razu, ale się zgodziłem. Bardzo lubię piłkę ręczną. Staram się pracować najlepiej jak potrafię, ale mam też inne obowiązki. Póki co udaje mi się to pogodzić.

— Obrywa się często zawodniczkom...
— Bywa, ale moim obowiązkiem jest m.in. dbać o nie. Zawodniczki leżą mi bardzo na sercu i żal mi jest każdej, z którą się rozstajemy, bo to jest część zespołu. Nie pozwalam mówić o nich źle, mimo że czasami sam jestem rozczarowany ich postawą na boisku. To jest jak w rodzinie. Ja mogę swoim dzieciom "nagadać", ale nie pozwolę, żeby ktoś z zewnątrz je obrażał. Proszę to zrozumieć.

— Jest Pan zmęczony tym sezonem, ma Pan już dość?
— Nie, nie jestem. Przychodząc do Startu nie zakładałem, że uda nam się tutaj w ciągu roku dokonać cudu. Zdawałem sobie sprawę, i nie tylko ja, również zarząd, że to jest żmudna praca, która raczej nie będzie gloryfikowana. Nie o to zresztą chodzi. Dzisiaj ważne jest dla nas to, że mamy dobre podstawy: wsparcie władz, uporządkowane finanse, sponsorów, opiekę medyczną, świetnych kibiców, piękną halę, a co za tym idzie dobre warunki do trenowania. Pamiętajmy, że EKS jest naszym wspólnym dobrem. To zespół, który był, jest i będzie w naszym mieście. Szanujmy to, co mamy i budujmy dalej.

— A w nagrodę będziemy cieszyli się z medalu?
— To nasze marzenie. Gdybyśmy nie wierzyli w to, że jesteśmy w stanie nawiązać walkę o najwyższe cele, to pewnie byśmy nawet nie podejmowali się tego zdania.
Rozmawiał Arkadiusz Kolpert

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama