Reklama

Tworzy świat, z którego nie chce się wracać

Ich spojrzenia są tak hipnotyzujące, że ma się ochotę podać im rękę i ruszyć z nimi prosto do ich zaczarowanego świata. Chociaż dla niektórych wyglądają nieco mrocznie, są na tyle urocze, że podbijają kolejne serca, trafiając znad Bałtyku nawet za ocean. Skąd się biorą? Portal do naszej rzeczywistości otworzyła dla nich w swojej pracowni Agata Głowacka.

Artystka od zawsze mieszka na Pomorzu. Z Nowego Dworu Gdańskiego przeniosła się do Gdańska, który szybko stał się jej miejscem na ziemi. 



— Myślę, że Trójmiasto daje mi idealną równowagę — mówi. — Z jednej strony jest tu energia miasta, a z drugiej wystarczy chwila, żeby znaleźć się w lesie lub nad morzem. To właśnie tam najłatwiej przychodzą mi do głowy nowe pomysły i historie moich małych stworzeń.

Agata podkreśla, że swoje dzieła nie tyle tworzy, co pozwala im się ujawnić.

— To tak jakby one były gdzieś już obecne, a ja tylko pomagam im wyjść na świat. Ogromną inspiracją jest dla mnie bliskość morza i lasów. Uwielbiam spacery pośród drzew, obserwowanie ptaków, światła przenikającego przez gałęzie czy przedmiotów wyrzuconych przez fale. To właśnie natura najczęściej podsuwa mi pomysły na nowe postacie. Morze wzbudziło we mnie chęć stworzenia kolekcji morskich lalek, muszli, ryb, łodzików… Stworzyłam nawet rybę młot, choć ta nie pływa w Bałtyku — dodaje z uśmiechem. 

Reklama

Leśne spacery sprawiły z kolei, że do życia powołała grzyby, a wśród nich muchomory, kurki i smardze.

— Moje prace powstają z bardzo intensywnej potrzeby tworzenia i z wyobraźni, która właściwie nigdy nie stoi w miejscu. Przez lata stworzyłam bardzo wiele lalek i każda z nich była trochę innym światem. W pewnym momencie przestałam patrzeć na inspiracje jak na coś, co trzeba znaleźć. One po prostu są wszędzie wokół mnie — stwierdza.

„Chciałabym ożywić każdy przedmiot”

Muszle, ptaki, grzyby, rośliny, morskie stworzenia, a nawet… jedzenie — wyobraźnia Agaty nie zna granic. 

Reklama

— Bardzo często mam wrażenie, że chciałabym ożywić dosłownie każdy przedmiot, który widzę — przyznaje. — W mojej głowie pojawiają się pomysły zupełnie nietypowe, jak lalka filiżanka, lalka talerz, stary telefon czy telewizor. To może brzmieć zaskakująco, ale dla mnie to naturalny sposób myślenia o formie i charakterze postaci. Inspiracje nie przychodzą w konkretnych momentach, one są obecne cały czas. Wystarczy spojrzeć na kształt, fakturę, cień czy fragment natury, żeby w głowie pojawiła się nowa postać. Czasem żartuję, że problemem nie jest brak pomysłów, które pojawiają się codziennie, tylko brak czasu, żeby wszystkie je zrealizować. To trochę jak niekończący się strumień małych istot, które tylko czekają, aż nadam im ciało i opowiem ich historię.

Reklama

Uśpiona kreatywność czekała na pobudkę

Agata wspomina, że już jako mała dziewczynka uwielbiała tworzyć. Niestety z biegiem lat dziecięca kreatywność została trochę uśpiona przez… dorosłość.

 — Szkoła, później studia polonistyczne, a następnie codzienność i praca sprawiły, że twórczość zeszła na dalszy plan. Pracowałam w gastronomii, później w dużej firmie o korporacyjnym charakterze. To był zupełnie inny świat, w którym nie było miejsca na wyobraźnię — opowiada moja rozmówczyni.

Na szczęście nadszedł moment, który zmienił wszystko. — Przełom nastąpił zupełnie niespodziewanie. Pewnego dnia w internecie zobaczyłam osobę malującą na drewnie. Pomyślałam wtedy: „Ja też chcę tego spróbować”. Kupiłam drewno, zaczęłam malować i ku mojemu zaskoczeniu stworzone przeze mnie prace od razu spotkały się z zainteresowaniem. Ludzie zaczęli je zamawiać, a ja poczułam, że wracam do czegoś, czego bardzo mi brakowało. Niedługo później natrafiłam w sieci na lalkę artystyczną. Jeszcze tego samego dnia wyciągnęłam z szafki masę do modelowania, którą miałam od dawna, i postanowiłam spróbować. Powstała moja pierwsza lalka. Nie była idealna, ale pamiętam emocje, jakie mi wtedy towarzyszyły. Pomyślałam, że właśnie to chcę robić — stwierdza artystka.

Reklama

Pierwszy był Kazik, który skrywa tajemnicę

— Moją pierwszą lalką był królik o imieniu Kazik. Powstał spontanicznie, w ciągu kilku godzin. Dzisiaj, patrząc na niego z perspektywy czasu, widzę mnóstwo niedoskonałości. Był wykonany bardzo intuicyjnie, bez doświadczenia i bez znajomości wielu technik, których używam dziś. Ale wtedy byłam z niego naprawdę zadowolona — wyznaje Agata.

Kiedy zaprezentowała swoje dzieło na jednej z grup w mediach społecznościowych, pojawiło się mnóstwo komentarzy od osób, które chciały Kazika kupić.

Reklama

— Kompletnie się tego nie spodziewałam. To był moment, który dał mi ogromną motywację do dalszej pracy. Pomyślałam, że może rzeczywiście warto iść tą drogą — mówi. 
Co ciekawe, Kazik skrywa też pewien sekret. — Nie wiedziałam wtedy jeszcze, jak odpowiednio obciążać lalki, więc włożyłam do jego wnętrza… monety. A jako wypełnienia użyłam materiału ze starej poszewki od mojej poduszki. Dzisiaj wspominam to z uśmiechem. To właśnie dlatego nigdy go nie sprzedałam. Miałam wrażenie, że jest zbyt osobisty. Został uszyty dosłownie z tego, co miałam pod ręką, i stał się dla mnie pamiątką początku całej tej drogi — podkreśla moja rozmówczyni.

— Czy wtedy wiedziałam, ile pracy przede mną? — zastanawia się. — Zupełnie nie. I chyba dobrze. Gdybym od początku wiedziała, ile godzin nauki, prób, błędów i wyrzeczeń mnie czeka, być może poczułabym się przytłoczona. Na szczęście po prostu tworzyłam, krok po kroku, ucząc się z każdą kolejną lalką.
Od powstania Kazika minęło sześć lat i dziś artystka nie wyobraża sobie innego życia. — Mam poczucie, że nie odkryłam w sobie nowej pasji, ale odzyskałam tę, którą nosiłam w sobie od dzieciństwa. Po prostu potrzebowała odpowiedniego momentu, żeby znowu dojść do głosu — oznajmia.

Reklama

Sekrety pracowni i rzemiosła

Obecnie działalność artystyczna to w życiu Agaty pełnoetatowe zajęcie. — Prowadzę własną firmę już od pięciu lat i właściwie cała moja praca zawodowa koncentruje się wokół tworzenia lalek artystycznych — opowiada.

Jak wygląda ten proces od kulis? Okazuje się, że w pracowni Agaty rządzi artystyczna intuicja, a lalki powstają z najróżniejszych tworzyw. 

— Żartobliwie można powiedzieć, że trudno byłoby wymienić, z czego nie powstają moje lalki. Podstawą są przede wszystkim masa polimerowa, papier mâché oraz specjalistyczne masy lalkarskie, ale sięgam też po glinę epoksydową, papier czy watę utwardzoną specjalnym klejem. Bardzo ważną częścią mojej pracy są również tkaniny, farby, werniksy, drut, szkło, metal i drewno. Moja pracownia jest pełna różnorodnych materiałów, a ja sama mam tendencję do gromadzenia rzeczy, bo nigdy nie wiadomo, co może się przydać. — Artystka śmieje się.

Reklama

Samo tworzenie rzadko daje się zamknąć w sztywne ramy czasowe. Bywa, że praca nad jedną postacią trwa miesiące, gdy głowa lalki czeka na boku, aż koncepcja dojrzeje. Innym razem, przy jasnej wizji, gotowa postać wyłania się w zaledwie dwa dni. Największym wyzwaniem technicznym, wymagającym ogromnego skupienia i cierpliwości, są dla Agaty detale: dłonie z palcami, stopy oraz ptasie pazurki. Ta pasja wymaga niezwykłej precyzji, która pozwala tworzyć nawet tak wymagające i duże projekty jak mierzący 40 centymetrów Pinokio – jak dotąd największa rzeźba w dorobku gdańskiej artystki.

Tym, co najbardziej przykuwa uwagę w jej pracach, są niesamowicie realistyczne, wręcz hipnotyzujące spojrzenia istot, które tworzy. Jak udaje się tchnąć w nie życie? Czy każda z tych postaci ma swoją własną historię, imię i charakter, zanim jeszcze powstanie?

Reklama

— To bardzo ciekawe pytanie, bo w moim przypadku proces tworzenia wygląda trochę inaczej, niż można by się spodziewać — tłumaczy Agata Głowacka. — Nigdy nie stworzyłam lalki, która zanim powstała, miała już gotową historię, imię czy dokładny wygląd. Nie pracuję też w oparciu o szkice w klasycznym sensie. Jeśli już coś rysuję, to są to jedynie bardzo ogólne notatki wizualne, które mają mi przypominać kierunek, w jakim chcę pójść.

Najważniejsze dzieje się dopiero w trakcie pracy. Tożsamość postaci rodzi się spontanicznie, z ruchu rąk, z materiału, pod wpływem chwili. — Czasami plan jest nakreślony, ale w trakcie lepienia coś się zmienia. Wystarczy drobny detal, lekko inaczej uformowana powieka, inny kąt spojrzenia i nagle pojawia się zupełnie nowy charakter. Wtedy zaczynam podążać za tym, co podpowiada sama lalka. Dopiero na końcu, przy ostatnich wykończeniach, okazuje się, kim ta postać właściwie jest. To moment, w którym wszystko się domyka i nabiera sensu — wyjaśnia artystka.

Reklama

I dodaje: — Jeśli chodzi o to, jak tchnę w nie życie, to jest to dla mnie najtrudniejsze do opisania. Bardzo często słyszę, że moje lalki mają w sobie coś żywego, i jest to dla mnie ogromny komplement. Sama mam jednak poczucie, że nie tyle je tworzę, co raczej pozwalam im się ujawnić. To tak, jakby one były gdzieś już obecne, a ja tylko pomagam im wyjść na świat.

Mama i artystka w jednej osobie

Od roku artystka godzi swoją czasochłonną, wymagającą ogromnego skupienia pasję z nową, życiową rolą – jest mamą małego chłopca. Macierzyństwo mocno wpłynęło na jej codzienność i wymusiło zmianę organizacji pracy. 

Reklama

— Moja twórczość jest dziś możliwa przede wszystkim dzięki ogromnemu wsparciu męża, który również pracuje w domu i przejął dużą część obowiązków. Dzięki temu mogę być blisko dziecka, a jednocześnie znaleźć czas na pracę. Nasze dni mają teraz zupełnie inny rytm. Pracuję zdecydowanie krócej niż wcześniej, kiedy potrafiłam spędzać w pracowni wiele godzin bez przerwy. Teraz naturalnie więcej przestrzeni zajmuje życie rodzinne. Macierzyństwo nie odebrało mi twórczości, tylko ją poukładało. Nadal mam w sobie bardzo dużo pomysłów, tylko uczę się działać w innym rytmie – bardziej świadomym, ale niemniej intensywnym — podkreśla moja rozmówczyni.

Ta potrzeba lepszego zawiadywania czasem i energią zrodziła też zupełnie nowe, elastyczne formy działania. Chcąc dzielić się swoją wiedzą i pasją z innymi, Agata zaczęła przygotowywać tutoriale i cyfrowe materiały dla osób pragnących zgłębić sztukę tworzenia lalek. Regularnie organizuje również stacjonarne warsztaty w Gdańsku.

— Prowadzenie warsztatów bardzo różni się od mojej codzienności w pracowni — przyznaje Agata. — Kiedy tworzę własne lalki, mogę pozwolić sobie na spontaniczność i zmieniać koncepcję w trakcie. Warsztaty wymagają natomiast dobrego planu. Cały proces jest przemyślany od początku do końca, bo mam do dyspozycji określony czas i chcę, żeby każdy uczestnik wyszedł z gotową postacią oraz poczuciem, że naprawdę stworzył coś własnymi rękami. Oczywiście zostawiam też przestrzeń na indywidualność, wspierając pomysły zmiany detalu czy charakteru postaci.

Największą wartością tych spotkań są dla Agaty ludzie. — Na co dzień pracuję głównie sama, dlatego możliwość spotkania osób, które mają podobną wrażliwość i chcą poświęcić cały dzień na tworzenie, jest czymś naprawdę wyjątkowym. Przychodzą ciekawi i z otwartą głową, a taka atmosfera jest bardzo inspirująca. Co więcej, podczas warsztatów uczę się również ja. Uczestnicy czasem znajdują rozwiązania albo wpadają na pomysły, które nigdy nie przyszły mi do głowy. To przypomina mi, że kreatywność nie ma jednego właściwego kierunku — mówi.

Znad Bałtyku za ocean

Niezwykłe stworzenia Agaty Głowackiej można znaleźć w internecie oznaczone jako @forest.painting. Choć nazwa ta – będąca pamiątką po pierwszym roku działalności, kiedy artystka malowała głównie na drewnie – może dziś zaskakiwać, stała się już silną i rozpoznawalną marką.  Unikalne prace gdańskiej artystki trafiają do kolekcjonerów na całym świecie, głównie za pośrednictwem platformy Etsy, która skupia miłośników sztuki z najróżniejszych zakątków globu.  Wyjątkowe dzieła Agaty potrafią oddziaływać na ludzi w bardzo głęboki i wzruszający sposób.

— Zdarzają się reakcje bardzo osobiste, o których nie sposób zapomnieć — opowiada. — Jedna z takich sytuacji dotyczyła klientki ze Stanów Zjednoczonych, która zainteresowała się parą chmurek, które stworzyłam. W trakcie naszej rozmowy powiedziała, że chciałaby je zarezerwować i że te postacie będą symbolizować jej dzieci, których już nie ma na świecie... To było bardzo poruszające.

Ostatecznie chmurki poleciały za ocean, do swojego nowego domu. — I chyba właśnie takie momenty najbardziej zostają w pamięci — kiedy sztuka przestaje być tylko przedmiotem, a staje się czymś bardzo osobistym i znaczącym dla drugiego człowieka — podsumowuje artystka.
Kamila Kornacka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/07/2026 11:56
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama