Reklama

Kazimierz Falkiewicz 
skazany za zbyt głośnego malucha



23/04/2013 12:09

— Mieliśmy mało czasu i w jakiś sposób musieliśmy nagłośnić akcję zbierania podpisów pod referendum — bronił się Kazimierz Falkiewicz.
 — Od tego jest prasa, radio. Gdyby wszystkie partie przed wyborami stały na ulicach miasta z megafonami, to nie dałoby się przejść. Kara jest symboliczna i ma uchronić przed podobnymi sytuacjami — uzasadniał wyrok sędzia Maciej Rutkiewicz.





Grupa referendalna, która zawiązała się pod koniec ubiegłego roku, miała zaledwie 60 dni na zebranie około 10 tys. podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta i Rady Miejskiej. Pełnomocnik grupy referendalnej wystąpił do władz miasta o zgodę na nagłośnienie akcji zbierania podpisów, ale jej nie uzyskał. Mimo tego na ulicach miasta można było zobaczyć fiata 126p wyposażonego w megafony i usłyszeć komunikat nawołujący do poparcia referendum. Przekaz okazał się zbyt głośny.



Komuś to przeszkadzało

18. stycznia zbyt głośny maluch parkował przy al. Odrodzenia, w pobliżu domu handlowego Jantar. Członkowie grupy referendalnej zbierali tam podpisy pod wnioskiem o odwołanie władz miasta. I wtedy bliżej nieokreślona osoba poskarżyła się na hałas policji.

— Oficer dyżurny skierował nas na parking na osiedlu Zawada, gdzie stał fiat 126p — zeznawali w sądzie funkcjonariusze, którzy tamtego dnia interweniowali przy Odrodzenia. — Konkretnego zgłaszającego hałas, z imienia i nazwiska, nie było. Nie sprawdzaliśmy mocy megafonu, ale był dość głośny. Choć na miejscu nikt się nam nie skarżył, że to mu przeszkadza.

Funkcjonariusze chcieli ukarać Kazimierza Falkiewicza mandatem w wysokości 100 złotych. Pełnomocnik odmówił przyjęcia mandatu. Sprawa trafiła więc do sądu.



Rzadki przypadek
 w sądzie

Falkiewicz, za używanie urządzeń nagłaśniających, odpowiadał za naruszenie Ustawy o ochronie środowiska. Sporadycznie zdarza się, by przed sądem ktoś odpowiadał właśnie na takie zarzuty.

— Pierwszy raz orzekałem w takiej sprawie — przyznał po zakończonej rozprawie sędzia Maciej Rutkiewicz.


Pełnomocnik grupy referendalnej przekonywał, że nie wiedział, że łamie prawo.

— Przepisy tej ustawy to jakieś nieporozumienie — stwierdził. — Można nagłaśniać imprezy rozrywkowe i sportowe. Gdybym miał sklep, to mógłbym jeździć i reklamować w ten sposób swoje towar. Może dla kogoś to było trochę uciążliwe, ale tu chodziło o dobro wyższego rzędu — argumentował Falkiewicz. 

Pełnomocnik był przekonany, że w tej sytuacji może zachęcać mieszkańców przez megafon do referendum.

— Nikt nie zwrócił nam uwagi, że to przeszkadza, wręcz przeciwnie, spotykaliśmy się z gestami sympatii — zeznał Rafał Maszka, jeden ze świadków oskarżonego.

— Robiłem zakupy w pobliskiej Biedronce i nie uważam, że było zbyt głośno — zeznał kolejny świadek. — Przejeżdżający ulicą autobus zagłuszał megafon — dodał.



A gdyby tak 
wszyscy nagłaśniali?

Sędzia zgodził się z częścią argumentów Kazimierza Falkiewicza, ale wydał wyrok skazujący.

— Popełnił pan wykroczenie, do którego sam się przyznał — stwierdził sędzia Rutkiewicz. — Sytuacja grupy referendalnej była trudna, gdy nie dostała zgody na nagłaśnianie swojej akcji. Proszę jednak zwrócić uwagę: gdyby wszystkie partie przed wyborami w ten sposób nagłaśniały swoje programy, to przez miasto nie dałoby się przejść.

Sąd wziął również pod uwagę zeznania samego Falkiewicza, który stwierdził, że pewna uciążliwość z jego strony mogła być.

— I tą pewną uciążliwość, nawet ze względu na dobro społeczne, trzeba ukarać — uznał sędzia.
Wyrok zapadł symboliczny - 100 zł grzywny. Mimo to Kazimierz Falkiewicz zapowiedział złożenie odwołania.

rm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama