Szewc jest jednym z tych zawodów, które powoli odchodzą w niepamięć. Przykładem tego jest pan Mirosław Dawidowski, który w latach 90-tych zatrudniał dwóch szewców w swoim zakładzie, a dziś pracy starcza mu ledwie dla samego siebie.
— Szewcem zostałem przez przypadek — zaczyna swoją opowieść pan Mirosław. — Żona była konstruktorem w „Buczku” (przyp. red. zakład obuwniczy M. Buczka w Elblągu), ja tam byłem zaopatrzeniowcem. Żeby nauczyć się tego zawodu wystarczy tylko chcieć, nic więcej. Szewc musi też umieć myśleć samodzielnie, bo jak tego nie ma, to nic nie będzie. Ja z zawodu na przykład jestem mechanikiem. Wylądowałem w tych zakładach obuwniczych i tak to się potoczyło. Nigdy wcześniej nie widziałem, jak się robi buty, więc mnie to ciekawiło. Chodziłem na produkcje i podglądałem, jak wygląda montaż. Tam były całe linie produkcyjne.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!